Premier Wielkiej Brytanii: „czas, by doprowadzić do brexitu”

0
Boris Johnson by Chatham House (CC BY 2.0)

Dzień po orzeczeniu Sądu Najwyższego uznającym zawieszenie przez Borisa Johnsona parlamentu za niezgodne z prawem, brytyjski premier wystąpił w Izbie Gmin. Oświadczył, że „czas, by doprowadzić do brexitu”.

Jednocześnie wezwał posłów aby albo pozwolili na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej 31 października, albo przegłosowali wotum nieufności i tym samym doprowadzili do przedterminowych wyborów.

W odpowiedzi na przemówienie szefa rządu, lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn nazwał Johnsona “niebezpiecznym premierem”.

„Mówię, że czas, by doprowadzić do brexitu. Myślę, że mieszkańcy tego kraju mają już dość. Ten parlament musi albo stanąć z boku (…), albo złożyć wniosek o wotum nieufności i wreszcie stawić czoła i rozliczyć się z wyborcami” – mówił Boris Johnson w bardzo emocjonalnym przemówieniu, które kilkukrotnie było przerywane okrzykami opozycji.

Johnson bardzo zdawkowo odniósł się do orzeczenia Sądu Najwyższego, mówiąc, że nie zgadza się z opinią sędziów, ale będzie ją respektował. We wtorek Sąd Najwyższy orzekł, że zawieszenie parlamentu przez Johnsona – które miało trwać od 10 września do 14 października – było niezgodne z prawem, w związku z czym spiker Izby John Bercow ogłosił wznowienie w środę obrad.

Premier dużo mówił o tym, że kluczowe jest zrealizowanie woli wyborców wyrażonej w referendum z 2016 roku, gdyż jest to podstawą zaufania do brytyjskiej demokracji. Oskarżał też opozycję, że próbuje za wszelką cenę podważyć wynik głosowania, a swoimi działaniami utrudnia renegocjację porozumienia z Unią Europejską.

Przyjętą przed zawieszeniem parlamentu drugą ustawę o wyjściu z UE, nazwał ustawą kapitulacyjną. Opozycyjne partie, przyjmując nowe prawo, wymusiły na szefie rządu obowiązek zwrócenia się o kolejną zmianę terminu brexitu, jeśli parlament w Londynie nie przyjmie do 19 października nowej wersji umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

„Wyjaśnię tylko, dlaczego nazywam to ustawą o kapitulacji. Zobowiązywałaby nas ona do pozostania w Unii Europejskiej miesiąc po miesiącu kosztem miliarda funtów miesięcznie. Odebrałaby krajowi możliwość decydowania o tym, jak długo to przedłużenie będzie trwało i dałaby takie uprawnienia Unii. Odbiera ona fundamentalną zdolność tego kraju do wyjścia z negocjacji – wyjaśniał Johnson.

Brytyjski premier obiecał, że każde porozumienie, które zawrze z Brukselą, zostanie poddane pod głosowanie w parlamencie. „Mogę bezwzględnie zagwarantować, że jeżeli i kiedy będziemy w stanie dostarczyć w dniach 17 i 18 października porozumienie, które w mojej opinii będzie dobre dla tej izby i tego kraju, oczywiście przedstawimy je parlamentowi” – mówił.

rządu wytykał opozycji, że przez dwa lata domagała się przeprowadzenia wyborów, mówiąc o utracie mandatu przez konserwatystów, a gdy on dwukrotnie złożył wniosek o rozwiązanie parlamentu, dwa razy partie opozycyjne zagłosowały przeciw.

Jak wyjaśnia Politico, Johnsonowi zależało na przedterminowych wyborach, ponieważ liczył, że przedstawi je jako “walkę między narodem a parlamentem”. Obwiniłby wówczas opozycję o blokowanie brexitu, a więc nieszanowanie woli Brytyjczyków wyrażonej w referendum trzy lata temu. Jak twierdzi portal, zamysłem brytyjskiego premiera było odzyskanie większości w Izbie Gmin przez konserwatystów, którą w 2017 roku utraciła ówczesna szefowa rządu, Theresa May. Taki obrót spraw pozwoliłby mu na przeforsowanie nowego porozumienia z Brukselą na własnych warunkach, bądź – w razie braku jego akceptacji ze strony “27” – opuszczenie wspólnoty bez umowy. W przypadku jednej i drugiej opcji dotrzymałby swojej najważniejszej obietnicy – brexitu 31 października.

Politico zauważa, że ten plan “prawie zadziałał”, ale opozycja zachowała się wbrew oczekiwaniom i odrzuciła wniosek premiera o wcześniejsze wybory. “To zmusiło Johnsona do przejścia do planu B: desperackiej próby zawarcia porozumienia z UE przed 19 października, by nie zostać zmuszonym do złamania swojej obietnicy, a więc zwrócenia się do Brukseli o przesunięcie brexitu, zgodnie z wymogami nowego prawa”. Boris Johnson, zapytany w środę przez parlamentarzystów, czy będzie starał się o wydłużenie terminu brexitu, zgodnie z nakazem ustawy, odpowiedział krótko – “nie”.

Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbin ocenił w środę, że odmowa wykonania ustawy to kolejny dowód na to, że Boris Johnson to “niebezpieczny premier, który myśli, że jest ponad prawem”.

„Mówi, że chce ponownych wyborów. Ja też chcę ponownych wyborów. To bardzo proste. Jeśli chcecie wyborów, zwróć się o wydłużenie terminu (brexitu – red.) i będziesz miał wybory” – powiedział lider laburzystów. Corbyn przekonywał, że obecny szef rządu nie nadaje się do pełnienia tej funkcji, i ponownie wezwał go do ustąpienia, a środowe przemówienie Johnsona w parlamencie nazwał “10 minutami buńczucznych krzyków”. „Było jak jego niezgodne z prawem zawieszenie parlamentu. Zero, bez żadnych efektów i powinno być skasowane” – mówił Corbyn. Lider opozycji oświadczył też, że rząd Johnsona zawodzi Brytyjczyków nie tylko w kwestii brexitu, ale we wszystkich dziedzinach. „Ta izba nie widziała jeszcze żadnych szczegółów na temat tego, co rząd chce negocjować” – mówił lider Partii Pracy o obietnicach premiera w sprawie renegocjacji umowy z UE.

Źródło: pap.pl, Politico, tvn24