Ryanair znów na cenzurowanym

0
Departure Airbus Airline Arrival Low-Cost Airlines by JanClaus (CC0 1.0)

Ostatnio w doniesieniach medialnych ciągle słyszymy o coraz to nowych zmianach w polityce znanego przewoźnika- niskobudżetowych linii lotniczych Ryanair. Po dosyć znacznych podwyżkach w cenach biletów oraz transportu bagażu przyszła pora na co najmniej dziwny przydział w miejsc dla pasażerów.

Wykorzystywaniem podróżnych’ nazwała minister ds. cyfrowych Margot James używanie przez linie lotnicze algorytmów do rozdzielania rodzin, które nie wykupiły płatnej rezerwacji miejsc. Po doniesieniach w tej sprawie sprawę zbada niezależna rządowa komisja.

“Niektóre linie ustalają algorytmy rozpoznające osoby o tych samych nazwiskach. Ich zadaniem jest rozdzielanie rodzin, po to, by osoby, które chcą podróżować razem, płaciły więcej” – poinformowała minister sejmową komisję ds. komunikacji.

Sprawie przyjrzy się nowo powołany organ Centre for Data Ethics and Innovation. Specjaliści zidentyfikują i wskażą obszary, w których niezbędne jest wprowadzenie jaśniejszych zasad i regulacji.

Pierwsze informacje o celowym separowaniu bliskich pojawiły się w czerwcu ubiegłego roku. Podróżni najczęściej skarżyli się na Ryanaira.

Największe europejskie linie lotnicze nigdy nie przyznały się jednak do zmiany sposobu przydzielania siedzeń. Uparcie twierdziły, że osoby, które nie zapłaciły za konkretne miejsce, mają je przyznawane losowo” – zauważa gazeta “The Independent”.

Według informacji prasy, sprawą od ponad roku zajmuje się Biuro Lotnictwa Cywilnego (CAA). W opublikowanym w październiku raporcie urząd przekazał, iż prawdopodobieństwo rozdzielania pasażerów jest różne w zależności od linii.

Po przepytaniu ponad 4 tys. pasażerów CAA odkryło, że najczęściej rozdzielani są podróżujący niskobudżetowym Ryanairem – zjawisko dotyczyło 35% osób.
Jak ostrzega grupa Royal Aeronautical Society Flight Operations Group (FOG), rozdzielanie podróżnych może zagrażać bezpieczeństwu i sprawności ewakuacji. W jednej z ostatnich publikacji organizacja podkreśliła, iż linie lotnicze nie powinny pobierać dodatkowych opłat od rodzin za siedzenie obok siebie.

To nie pierwszy przypadek, kiedy na niskobudżetowe irlandzkie linie lotnicze Ryanair spadła fala krytyki związana z zarzutami o stosowanie nieuczciwych praktyk. O polityce rozsadzania podróżujących razem pasażerów informowali jakiś czas temu czytelnicy dziennika “Irish Times”. Sami przedstawiciele Ryanaira zwracają jednak uwagę, że irlandzki przewoźnik bije rekordy popularności, jednak jest tak zapewne dlatego, że kliencie linii lotniczych nie mają alternatywy w postaci innego, taniego przewoźnika. Jednak mówić o irlandzkich liniach lotniczych, że są tanie to przesada. Szczególnie w okresie świąt Bożego Narodzenia ceny biletów ze Szkocji do Polski sięgają 280F za osobę. Wobec powyższego mało kto może sobie pozwolić na lot do ojczyzny bez poważnego nadwyrężenia domowego budżetu. Do kosztów biletu trzeba jeszcze doliczyć cenę bagażu nawet tego podręcznego, wykupienie miejsca, no chyba, że zdamy się na kompletnie ślepy los automatycznego przydziału. Jednak wtedy mamy niemal pewność, że nie będziemy mogli siedzieć obok naszego pięcioletniej latorośli (darmowy przydział miejsc obejmuje nawet małoletnie dzieci).

Ale Ryanair wszem i wobec chwali się najniższymi kosztami w Europie i utrzymuje, że dzięki temu może oferować najtańsze bilety. Irlandczycy chwalą się, że w minionym roku średnia cena ich biletu lotniczego wyniosła 41 EUR, a najbardziej konkurencyjnym przewoźnikiem w stosunku do Ryanaira był Wizz Air ze średnią ceną wynoszącą 51 EUR. Czy to prawda?

Otóż to możliwe, bo oprócz kosztów eksploatacji floty, największa różnica dotyczy opłat lotniskowych i handlingu. Jest to konkurencja, w której Irlandczycy są mistrzami świata. Ich strategie negocjacyjne polegają zawsze na tym samym – mamieniu dużymi liczbami i negocjowaniu dużych rabatów.

Przykłady? Weźmy choćby obecny konflikt udziałowców lotniska w Modlinie, którego głównym tematem jest właśnie irlandzki low-cost. Na czym polega tam problem? PPL zarzuca władzom portu, że doprowadziły do sytuacji, w której dzięki bardzo niskim opłatom, Modlin stał się w praktyce prywatnym lotniskiem Ryanaira. Modlin odpiera te zarzuty, choć… trochę jest tak, jak twierdzi PPL. Kontekst sytuacji, w jakiej do tego doszło jest ważny, ale jeśli zapomnimy o nim chwilę i skupimy się tylko na numerkach, zobaczymy, jak duża jest przewaga Ryanaira nad każdą inną linią lotniczą operującą z Warszawy i okolic.

Obecnie w Modlinie irlandzka linia płaci – według relacji medialnych – 6 PLN opłaty lotniskowej od każdego pasażera (w wyniku rabatu udzielonego za obsłużenie określonej liczby pasażerów). To zaś oznacza, że może stosować dowolnie niskie ceny na najbardziej niedochodowych kierunkach. Weźmy choćby trasę do Baden-Baden, na której regularnie możemy kupić bilety za 39 PLN. Przy takim poziomie opłat, linia lotnicza i tak zarabia. Gdyby takie połączenie chciała uruchomić jakaś nowa linia lotnicza latająca z Lotniska Chopina i miałoby ono funkcjonować w oparciu o podobne ceny, przewoźnik musiałby do każdego dopłacić przynajmniej 21 PLN, bo sama tylko opłata lotniskowa w Warszawie wynosi 60 PLN od pasażera.

Tak duża różnica wynika z faktu, że Ryanair ma wieloletnią praktykę w negocjowaniu z lotniskami. Taktykę da się rozpoznać na kilometr. Zaczyna się od tego, że przedstawiciel Ryanaira mówi, że jego linia chętnie poleciałaby na dane lotnisko, ale tego nie zrobi, bo „to najdroższe lotnisko w Europie, a stawki są wzięte z kosmosu”. Tak było w przypadku wielu lotnisk – ostatnim przykładem jest port w Tbilisi, gdzie według przedstawiciela Ryanaira wysokość opłat jest wyższa od głównego lotniska w Barcelonie.

Najważniejsza jest bowiem kontrola kosztów. I to na każdym odcinku frontu. Symptomatyczne są tu słowa Michaela O’Leary’ego, który w trakcie negocjacji z pracownikami na temat podwyżek stwierdził, że prędzej zgodzi się na strajki, niż pozwoli na załamanie low-costowej struktury działania tej firmy.

Biorąc pod uwagę ostatnie afery z pracownikami tego przewoźnika oraz strajki i odwołane loty- to z pewnością irlandzka firma ekonomicznie prowadzi interes.

Oby tylko ta ekonomia nie przełożyła się na bezpieczeństwo pasażerów, które powinno być priorytetem dla linii lotniczych. Raczej nie chcemy przed zaplanowanym lotem słuchać mrożących krew w żyłach historii o lataniu na oparach paliwa, powtarzających się awariach na pokładzie, czy niedostatecznie wyszkolonych pilotach.