Oczekiwania, które zabijają

0
Daughter sitting upset with her mother in living room at homeMiłość fotografie designed by Peoplecreations - Freepik.com

Noc, chłopiec woła tatę i prosi go o wodę. Na imię ma Franz i tylko trochę chce mu się pić. Woła tatę z kilku powodów – boi się być sam, chce ojca zirytować i chce go też rozbawić. Herman, ojciec chłopca, upomina go surowo. Franz wciąż prosi o podanie wody. Wtedy tata bierze syna na ręce, zanosi na drewniany balkon i zostawia go tam samego, w koszuli nocnej, za zamkniętymi drzwiami.

Wspomnieniem tym podzielił się dorosły Franz Kafka w „Liście do Ojca” napisanym w 1919 r. „Dokładnie przypominam sobie tylko jedno zajście z wczesnego dzieciństwa” – pisał Kafka, a później opisał noc, podczas której prosił o wodę. „Pozostał mi z tego wewnętrzny uraz. Nigdy nie potrafiłem doszukać się właściwego związku pomiędzy tym zrozumiałym dla mnie proszeniem o wodę a niezwykłą ohydą wyniesienia mnie na balkon. Jeszcze po latach cierpiałem z powodu dręczącego wyobrażenia, że ogromny mężczyzna, mój Ojciec, najwyższa instancja, mógł przyjść i prawie bez powodu wynieść mnie w nocy z łóżka na balkon, i że ja tak zupełnie nic nie znaczyłem dla niego”.

Franz nie miał odwagi wręczyć listu osobiście swojemu ojcu. Pełen lęku, przekazał go na ręce mamy. Co znamienne, list zaczyna się słowami: „Najukochańszy Ojcze, niedawno spytałeś mnie, czemu twierdzę, że odczuwam przed Tobą lęk. Jak zwykle nie wiedziałem, co Ci odpowiedzieć, częściowo właśnie z lęku, który odczuwam wobec Ciebie”.

Przez pierwsze lata życia, jeśli mamy szczęście, rodzice zaspokajają nasze potrzeby, karmią nas, troszczą się – podają wodę, gdy o nią prosimy. Czasami zdarza się tak jak w przypadku Franza, że ci, których prosimy o wodę, wynoszą nas w złości na balkon. Bez względu na to, czy nasze potrzeby zostały zaspokojone w dzieciństwie czy nie, wytworzyły mechanizm konstruowania oczekiwań wobec świata zewnętrznego – najpierw całym tym światem są rodzice, opiekunowie, później ich rola się kurczy. Oczywiście dziecko, które dostało wodę, gdy chciało się napić, i to, które za swoje pragnienie zostało ukarane tak jak Franz, będzie generowało inny rodzaj oczekiwań wobec świata. Pierwsze, z wyższym poczuciem wartości, będzie miało w sobie więcej spokoju, pewności i zaufania. Drugie – z niskim poczuciem wartości – będzie prawdopodobnie żyło z lękiem, niepokojem i poczuciem zagrożenia.

Toksyczne przywiązanie

Są takie oczekiwania, które wiążą rodziców z dzieckiem, również wtedy gdy jest ono dorosłe. Niektórzy z nas przez całe życie robią wszystko, by ich rodzice byli szczęśliwi, zadowoleni, dumni z nich. Taka postawa zmusza do kontrolowania siebie i swoich zachowań, ogranicza wolność, ale przede wszystkim zabija relację z rodzicami – co jest paradoksem, bo to właśnie w imię tej relacji podejmujemy się tych wszystkich działań. Pragnienie, by nasi rodzice byli szczęśliwi, jest naturalne i zdrowe.

Czym innym jest oczekiwać od siebie szczęścia rodziców – to znaczy nie ujawniać przed rodzicami tych informacji, które wywołają ich niezadowolenie, co szybko czyni taką relację powierzchowną, pozbawioną intymności, martwą. Takie oczekiwanie łączy rodzinę silnymi więzami.
Liny, toksyczne więzi, wytwarzają między rodzicami i dziećmi uzależniające oczekiwania, te z kolei dają iluzję poczucia bezpieczeństwa, bo zmuszają do stałej obecności i uczestniczenia w swoim własnym życiu (nawet jeśli miałoby to być codzienne wykonywanie telefonu z drugiego końca kraju).

Judyta, 32 lata – ratunek zamiast miłości

Całe dzieciństwo była świadkiem wrogości, agresji i przemocy matki wobec starszej siostry. Judyta była traktowana przez matkę jak księżniczka, skarb, wybawienie od udręki kontaktu ze starszą córką. Cały czas miała jednak poczucie zagrożenia i gigantycznego lęku, że wystarczy jeden jej fałszywy krok, by została strącona z piedestału i skończyła jak siostra. Wobec tego bardzo się starała, żeby matkę zadowolić, wyprzedzić nadciągający zły humor i znaleźć sposób, by rozładować napięcie. Była śliczna, łagodna i posłuszna. Nienawidziła siostry za to, że była nieposłuszna i krnąbrna, czym doprowadzała mamę do wściekłości.

Dodatkowo Judyta grała rolę powiernika, partnera, odgromnika w nieudanej relacji z ojcem. To czyniło ją kimś wyjątkowym, a równocześnie śmiertelnie przerażonym. Całą wściekłość – pod postacią okrutnej krytyki i pogardy – kierowała na siebie.

W ten sposób rodzic i dziecko uprawiają grę, zazwyczaj nieświadomie. Rodzic sięga po dorosłe dziecko jak po ratunek, jak po przedmiot, własność albo niewolnika.

Z kolei dorosłe dziecko żyje tak, aby zaspokoić oczekiwania swoich rodziców, będąc na ich zawołanie albo będąc stale gotowe, by utracić dobry nastrój i dobre myśli o sobie pod wpływem spojrzenia, słów czy zachowania rodzica. Popatrz, jak bardzo się dla ciebie staram – to główne przesłanie gry uprawianej przez dzieci żyjące po to, by spełniać oczekiwania rodziców. Jest w tym wiara, że taki rodzic w końcu bezwarunkowo pokocha, jeśli kochał warunkowo, doceni, jeśli krytykował, zaopiekuje się, jeśli emocjonalnie opuszczał, uzna, zauważy, usłyszy. Niestety, jeśli nie doświadczyło się zaspokojenia ważnych potrzeb przez rodziców w dzieciństwie, starania podejmowane w życiu dorosłym są skazane na porażkę.

Artur 29 lat – życie bez spontaniczności

To, co pamięta z relacji z rodzicami, to ciągła kontrola, sztywność, brak spontaniczności i tłumienie emocji. Ważna była pracowitość, wypełnianie obowiązków oraz bycie posłusznym. Artur jako dorosły mężczyzna jest wciąż posłuszny rodzicom, robi wiele, żeby ich zadowalać, uszczęśliwiać. Cały czas czeka, że w końcu to dostrzegą i ostatecznie docenią, uznają, zaakceptują i pokochają go. Mimo że tak bardzo się stara, są krytyczni, wymagający, więc Artur jeszcze bardziej się stara, zaciska zęby i wytrzymuje wielogodzinną pracę w korporacji, w której mobinguje go szef. Przeraził się, kiedy zauważył, że podczas zabawy z dwuletnim synem nie pozwolił mu spontanicznie bawić się  kolejką.  Artur dobrze poznał ból, niepokój i poczucie ciągłego napięcia, które pojawiają się, gdy przedkłada się wolę rodziców nad swoje życie.

Nie istnieje jeden wzorzec, który prowadzi do tego, że żyjemy z nieustannymi oczekiwaniami wobec naszych rodziców – powierzchownie życząc im szczęścia, martwiąc się o nich, a na głębszym poziomie prosząc ich o miłość. W relacjach, które ten mechanizm wytworzyły, powtarza się jednak brak gotowości do kochania drugiej osoby bez względu na jej osiągnięcia, oceny, zdobyte nagrody i wymierzone kary. W tym braku gotowości nie ma również miejsca na ciekawość skierowaną do dziecka, tego, kim jest, kim chce być, co sprawia mu przyjemność, a co odbiera mu siły. Miejsce ciekawości zostało zastąpione wychowaniem młodego człowieka na kogoś, kto posiada określony, pożądany zbiór cech.

Pojednanie

Dorosłe dzieci, które doświadczyły na początku swojego życia opuszczenia, porzucenia albo głębokiego osamotnienia, czasami wyrabiają w sobie narcystyczną potrzebę utrzymywania wykreowanego wizerunku samego siebie. W tym obrazie nie ma miejsca na starego, chorego, nieszczęśliwego rodzica. W relacji z rodzicem nie ma z kolei miejsca na szczerą, autentyczną rozmowę, zmierzenie się z trudnościami – bo te wywołują panikę i lęk. Taka osoba zazwyczaj stale kontroluje siebie, otoczenie i relacje, w których pozostaje. Takie wzorce uniemożliwiają spotkanie się na płaszczyźnie dorosły – dorosły i przyjęcie się takim, jakim się jest w rzeczywistości. Ważne jest opłakanie straty, że w jakimś obszarze rodzice nie sprawdzili się w swojej roli, zawiedli. A potem zintegrowanie tego doświadczenia, zaakceptowanie swojej przeszłości i swojej historii, aby stać się dojrzałym, wolnym człowiekiem.

Taka postawa pozbawiona jest oczekiwań, że rodzice będą kimś innym, niż są, że się zmienią, że dadzą nam to, czego chcemy. Z drugiej strony oznacza to zaakceptowanie dorosłego dziecka i jego drogi życiowej, również wtedy, gdy sami nigdy byśmy jej nie wybrali. Każda inna postawa jest egocentryczna, oznacza, że mniejsze znaczenie ma to, jaki jest człowiek – rodzic czy dziecko – chodzi o to, jaki mógłby być, jaki powinien być, jakim chcemy go widzieć. Wszyscy żyjący potrzebą realizacji oczekiwań swoich rodziców albo potrzebą widzenia rodziców w określonej roli, są zatrzymani w czasie, często nie znają historii swoich rodziców, ich przeszłości, nie wiedzą, co i kto ich ukształtował.

Żeby zobaczyć i usłyszeć innych ludzi, najpierw trzeba rozwinąć uważny kontakt ze sobą.