„Przed mocą Twoją się ukorzę…”

0
Prayer Bible Christian Folded Hands Religion God by reenablack (CC0 1.0)

Listopad, którego początek nieodmiennie kojarzy się większości z nas z urokliwym i nostalgicznym widokiem, rozświetlonym tysiącami zniczy miejscem spoczynku naszych najbliższych. W żadnym innym momencie cmentarze nie wyglądają tak pięknie, a my nigdy tak często jak właśnie wtedy nie wspominamy tych, którzy odeszli. Tych, którzy już wiedzą, co jest po drugiej stronie i czy coś jest w ogóle. Większość z nas wierzy, że jednak znów się spotkamy. Przekazują nam tę wiarę z pokolenia na pokolenie od dwóch tysięcy lat, a wraz z nią obrzędy i rytuały, nakazy i zakazy, reguły, normy, prawdy objawione i tajemnice wiary, przykazania i dobre nowiny.

         Można śmiało powiedzieć, że my – Polacy wiarę wyssaliśmy z mlekiem matki. Niezależnie od późniejszych ścieżek naszego duchowego rozwoju pamiętamy biblijne historie, przykazania, czy tradycje świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy. Plączą się nam po głowie wspomnienia Pierwszej Komunii Świętej, Białego Tygodnia, Bierzmowania. Ile z tego tak naprawdę rozumieliśmy? Co pojmujemy dziś? Jak mocno się to nasze postrzeganie zmieniło w ciągu lat? W jakim punkcie jesteśmy teraz?

         Z moich obserwacji wynika, że na przestrzeni kilku ostatnich lat gwałtownie zmienia się postrzeganie instytucji kościelnej. Sprawy, które jeszcze do niedawna traktowano jak temat tabu dzisiaj zaczynają być omawiane otwarcie i bez strachu. Kościół, a właściwie jego hierarchowie zostali przymuszeni, aby wreszcie stawić czoła tematom pedofilii i homoseksualizmu wśród duchowieństwa. Z szafy wychodzi kolejny „trup” – kwestia dzieci księży, o których wiadomo nie od dziś, że rodzą się i żyją z piętnem „dziecka proboszcza”, choć zwykle to tajemnica poliszynela. Ogólnie rozmowa na ten temat najczęściej sprawia plotkarzom sporo przyjemności, rzadko kto jednak zastanawia się, co czują ci, którzy ojca mają w teorii i to najczęściej takiego, który nie ma moralnej odwagi przyznać się do własnego dziecka, choć bywa, że widuje je w szkole, w kościele, na ulicy.

         Dość cicho jest jeszcze o problemie alkoholizmu wśród księży, ale myślę, że to kwestia czasu, sądząc po reakcjach i opiniach widzów ostatniego przeboju kinowego, jakim stał się „Kler” w reżyserii Wojcierza Smarzowskiego. Byłam. Widziałam. Smutny i prawdziwy, jak przyznają sami duchowni, a przynajmniej ta część z nich, która poszła na seans z otwartym umysłem. Przyznam, że zobrazowanie wspomnianych przeze mnie wyżej głównych bolączek współczesnego Kościoła oraz wszystkich grzechów głównych, z których jakże chętnie i często jego hierarchowie spowiadają swoje błądzące owieczki (dla przypomnienia: pycha, chciwość, nieczystość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, zazdrość, gniew, lenistwo) i ubranie w słowa, a czasem ich brak to majstersztyk. Smarzowski pokazuje ludzi samotnych, ulegających takim samym pragnieniom jak ci, których pouczają. Bezkarnych w swoich działaniach, wyniesionych ponad prawo, które zwykłego człowieka surowo karze. Pięknie, choć dosadnie ujął to kiedyś Abelard Giza, mówiąc: „W pierdlu pedofil nie przeżyje czasem doby, a w kościele potrafi i 50 lat”.

         Takie filmy, jak „Kler” czy „Spotlight”, takie wyroki, jak milion złotych i dożywotnia renta zasądzone dla kobiety, którą ksiądz przetrzymywał w zamknięciu, faszerował otępiającym tabletkami i gwałcił, choć miała 13-cie lat, publiczna lista parafii do których przeniesiono księży – pedofilów to może być początek powrotu Kościoła do jego źródeł lub jego upadek. Wszystko zależy od tego, czy duchowni tej instytucji posłuchają swojego własnego przywódcy. Papież Franciszek doskonale zdaje sobie sprawę, jak daleko katolicyzm odszedł od pierwotnej idei. Wiele pięknych i mądrych słów padło z Jego ust. Odnoszę jednak wrażenie, że bardziej biorą sobie je do serca zwykli ludzie (niezależnie od wyznania), niż sami hierarchowie kościelni. Ci ostatni, jak widać na co dzień bardziej interesują się władzą, polityką, pieniędzmi i trzeba przyznać, że świetnie sobie radzą. Choć może jest nadzieja na zmiany, skoro w końcu niektóre „owieczki” zaczynają przecierać oczy. Czasem ze zdumienia, że można było tyle lat żyć w niewiedzy i zaślepieniu.

         Nie zrozumcie mnie Państwo opatrznie. Bardzo szanuję osoby wierzące, zwłaszcza te, które swoim życiem dają tego świadectwo. Mam przyjaciół wśród księży i zakonnic. Dawno temu jednak zauważyłam, że czym innym jest wiara, a czym innym urzędnicy kościelni. Życzyłabym sobie, aby było wśród nich jak najwięcej mądrych, uczciwych, dobrych i serdecznych ludzi. Dopóki jednak tak wielu z nich stawiać się będzie ponad prawem, dopóty modlić się będę w domu. Nie zrezygnuję z Bożego Narodzenia czy Wielkanocy, ale będę moją wiarę celebrować w domu.

         Myślę, że wielu ludzi w naszym pokoleniu ma problem z jasnym określeniem, w co wierzy. Jeszcze nasi rodzice zostali wychowani w przeświadczeniu, że z religią się nie dyskutuje. Przyjmowali bezwarunkowo słowa kapłanów, a presja otoczenia sprawiała, że nawet jeśli mieli wątpliwości, pytania, to zachowywali je dla siebie. Nie ulega kwestii, że Kościół w tamtych czasach pełnił zupełnie inną rolę. Łączył ludzi, jednoczył i wspierał. Miał misję. Dziś ten sam Kościół przyczynia się do pogłębiania podziału, jakiego w naszym kraju dokonali politycy, kierujący się tylko własnym interesem. Obydwie te władze dobro narodu, zwykłych obywateli mają na uwadze tylko wtedy, gdy widzą swój realny zysk. Może dlatego w naszym pokoleniu tak trudno o zaufanie do księży. My chcemy dyskutować, rozwiewać wątpliwości, rozmawiać, a duchownych o otwartych umysłach ze świecą szukać.

         Jako dziecko niewiele rozumiałam, ale wierzyłam, bo bałam się. Kary, potępienia, piekła, Boga. Regularnie chodziłam do kościoła. Jako osoba dorosła rozumiem więcej, wierzę i już się nie boję, choć do kościoła zaglądam sporadycznie. Czasem z potrzeby serca zdarza mi się wstąpić na chwilkę do małych kapliczek. Przytrafiało mi się spotkać księży z ogromnym powołaniem. Nigdy nie straszyli piekłem, mówili o łasce i miłości. Wierzę, że choć moje zdanie na temat instytucji kościelnej jest kontrowersyjne i wciąż niepopularnie jest mówić o tym głośno, to o mnie świadczą moje uczynki. „Lepiej być ateistą, niż złym chrześcijaninem” powiedział kiedyś papież Franciszek. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Wspomnijcie Państwo Jego słowa przy grobach swoich bliskich. Wcześniej, czy później my też będziemy rozliczeni. W to wierzę.

Iza Mikos