“Trzymajmy się mocno za ręce”. O reemigracji i szoku powrotnym

0
Portrait of diligent schoolkids and their teacher talking at lesson Szkoła fotografie designed by Pressfoto - Freepik.com

W 2017 roku po raz pierwszy od lat więcej Polaków zdecydowało się na powrót do kraju niż na wyjazd. Czy polskie szkoły nadążają za tym trendem? Czy są na to przygotowane? O tym i innych problemach związanych z reemigracją opowie psycholog- AleksandraHytroś-Kiwałą.

Podejmując decyzję o powrocie do kraju, zastanawiamy się jak poradzą sobie nasze dzieci z nową dla nich sytuacją? Czy polski system edukacyjny jest gotowy na uczniów z zagranicy?

– Kiedy rozmawiałam z lokalnym kuratorium na temat dzieci dwujęzycznych w szkole, urzędnicy nie widzieli tego, o czym mówiłam. Nie mieli danych ze szkół o tym, ile dzieci „powracających” faktycznie jest na miejscu; byli zaskoczeni, kiedy mówiłam, że jest fala powrotna. Z dalszej rozmowy udało nam się ustalić, że szkoły bezpośrednio radzą sobie z dziećmi powracającymi, a jak jest generalnie, to trudno powiedzieć. Nie wiem jednak nic na temat scalonych programów dotyczących adaptacji dzieci wielokulturowych i wielojęzycznych- mówi Pani Aleksandra.

Uczeń w polskiej szkole musi dostosować się do reguł tam panujących. Szkoły uważają, nauczone przez lata, że jest to wystarczające. Nauczyciele są pomocni, natomiast rozumienie wielokulturowości jest nadal w powijakach. Być może osoby mieszkające w większych miastach mają inne doświadczenie.

Teraz jest tak, że rodzice, chcąc pomóc dziecku nie zatracić języka i bogactwa kulturowego, robią to często na własną rękę; kontaktują dziecko z nauczycielem native speaker, wybierają szkoły dwujęzyczne, często za nie płacąc i utrzymują kontakt z bliskimi za granicą.

Czy polskie dzieci po powrocie na łono ojczyzny mogą liczyć na jakąś pomoc w szkołach?

– Jest to na ogół pomoc pomoc w wyrównaniu zaległości z języka polskiego, oszacowanie umiejętności dziecka i rozmowę na temat tego, do której klasy powinno ono pójść i czy poradzi sobie z wymaganiami edukacyjnymi. Na współpracę z poradnią psychologiczno-pedagogiczną. Jeśli dobrze trafimy na nauczyciela, to także na wyrozumiałość, troskę i cierpliwość, czasem na indywidualny tok nauczania z języka (w rozporządzeniu taka pomoc dotyczy uczniów uzdolnionych).

W raporcie „Nie-łatwe powroty”, który można znaleźć w internecie, zwrócono uwagę na brak systemowych pomysłów i rozwiązań problemów tej grupy. Prawdopodobnie indywidualne szkoły mogą mieć wypracowane własne rozwiązania, ale o to trzeba pytać, szukając placówki odpowiedniej dla dziecka. Szkoły dwujęzyczne odpowiadają na więcej tego typu potrzeb. Jest też szansa, że placówka może stworzyć oddziały dwujęzyczne, warto więc pytać o to, co konkretne miejsce może zaproponować.

Czy jest jakiś wiek, etap w życiu dziecka bardziej sprzyjający przeprowadzkom i taki, kiedy lepiej poczekać?

– Na pewno okresy przedegzaminacyjne nie sprzyjają przeprowadzkom. Także okresy nastoletnie, kiedy nastolatek upiera się, by pozostać za granicą. W polskim systemie szkolnym nauczyciele zwracają uwagę na duży skok edukacyjny po 3. klasie, przy przejściu z nauczania początkowego do klasy 4.; mówią, że dzieci potrzebują czasu na dostosowanie się do tej zmiany i że wymagania edukacyjne są naprawdę większe. W Polsce, jeśli dziecko napotyka trudności w adaptacji, zawsze może korzystać z pomocy nauczyciela i konsultacji nauczycielsko-rodzicielskich, współpracy pedagoga, poradni psychologiczno-pedagogicznych, a także Poradni Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży.

Jak przygotować dziecko na pierwszy dzień w polskiej szkole? Jak rozmawiać o trudnościach?

– Powiedzieć, że rozpoczynamy w szkole nową przygodę i że na razie nikt z nas nie wie jak ona się rozwinie, stąd dobrze, by dzieci miały zaufanie i rozmawiały z nami o tym, co im się podoba, co nie. Jakie widzą różnice, z czym potrafią sobie poradzić, a co wymaga naszej pomocy. Zapewnić, że pozostajemy w kontakcie z nauczycielem i faktycznie w nim być – szczególnie w tym pierwszym okresie, kiedy trzeba nam będzie wyjaśniać różnice kulturowe naszego dziecka i jego zachowanie, które czasem będzie widziane pozytywnie, a czasem poprzez to, że odbiega od normy, będzie piętnowane.

Swobodna rozmowa z nauczycielem pomoże nam rozbić zawczasu niepotrzebnie narastające napięcia. Musimy pamiętać, że każda kultura ma swoje założenia i interpretuje pewne zachowania niejako „z automatu”. Z biegiem czasu i przy obopólnej dobrej chęci można się dogadać i lepiej rozumieć. Właściwym by było, gdyby powracający dzieci i dorośli mogli też ubogacić polską kulturę w cechy inne, ciepłe pozytywne i życzliwe. Mam nadzieję, że stopniowo będzie ta zmiana postępowała.

Czytam, że „szok powrotny – definiowany jako zespół trudności adaptacyjnych po powrocie z zagranicy (z ang. reverse culture shock) dotyka niemal wszystkich wracających do ojczyzny emigrantów”. Mogłabyś przybliżyć to zjawisko? I jak robić, gdy już dopadnie i nas?

– Trzymać się mocno za ręce i starać się rozumieć i wspierać tak jak umiemy. Nie budować niepotrzebnych presji, ale dodawać otuchy i pomagać w działaniu, szukaniu pracy, nawiązywaniu znajomości, wiciu nowego gniazda. Wiedzieć, że reemigracja związana jest też z żałobą po stracie poprzedniego miejsca i dużym stresem. Trzeba sobie zdawać sprawę, że żałoba musi trwać i że będziemy przeżywać tak dużo uczuć, że czasem trudno nam od razu będzie ruszyć całkiem z kopyta. W tej fazie możemy przeżywać dołki, tęsknić, ale też bać się, czy damy sobie radę. Wiedzmy jednak, że przy wzajemnym wsparciu będzie te uczucia łatwiej przejść.

Myślę też, że możemy liczyć się z tym, że będziemy już zawsze trochę „inni”. Doświadczenia emigracji rozszerzają horyzonty na tyle, że trudno już wrócić do jednokulturowego widzenia świata.

Aneta Kubas/ londynek.net