Co jeśli nie Wyspy? Nowe kierunki emigracji Polaków.

0
Biznes fotografie designed by Creativeart - Freepik.com

Po roku od referendum w sprawie opuszczenia przez Wielką Brytanię struktur UE, pojęcie Brexitu i związanych z nim konsekwencji straszy z nagłówków gazet, jest tematem wielu spekulacji i obaw szczególnie wśród polskich emigrantów. Tak naprawdę nie mamy bladego pojęcia czy zachowamy podobny status i prawa jakie obecnie nam przysługują po Brexicie.
Czy wobec powyższego nie należałoby pomyśleć o planie „B” i zastanowić się nad innym miejscem do życia?

Wielka Brytania przestała być głównym celem migracji zarobkowych Polaków. Powód: Brexit i mniej atrakcyjne, niż kiedyś zarobki. Tegorocznej wiosny odsetek osób, które rozważały wyjazd do tego kraju w celach zarobkowych  był ponad trzykrotnie mniejszy i wynosił niespełna 6 proc.

Eksperci twierdzą, że nie oznacza to jednak, iż nasi rodacy wrócą na polski rynek pracy. Część z nich wybierze zapewne inny kierunek emigracji. Tym, którzy wrócą do Polski, zdobyte za granicą doświadczenie może wcale nie ułatwiać, a wręcz utrudniać znalezienie zatrudnienia. Ponadto wracający z emigracji Polacy będą mieć konkurencję w postaci tańszych imigrantów z Ukrainy, których jest już około milion.

W tej chwili za granicą jest około 3 mln Polaków, którzy w ciągu kilku ostatnich, pokryzysowych lat wyjechali ze względów ekonomicznych. Jedna trzecia, czyli niemal milion osób, przebywa na terenie Wielkiej Brytanii. Ci, którzy osiedlili się na Wyspach wcześniej, mogą być raczej spokojni o swoją przyszłość. Natomiast Polacy, którzy są tam od niedawna, nie mają pewności, czy po Brexicie będą mogli zostać w Wielkiej Brytanii, czy na podstawie tej umowy będą musieli ją opuścić

Jeśli przyjrzeć się powodom, dla którym Polacy chcą pracować za granicą, to okaże się, że zdecydowanie najważniejszym powodem jest kwestia zarobków.
Polska, pod względem średniej wysokości wynagrodzenia zajmuje w Unii Europejskiej czternaste miejsce. Na podium znajdują się kolejno – Luksemburg, Irlandia i Holandia, czyli właśnie te kraje, do których emigracja w ostatnim czasie wzrasta. Wielka Brytania, choć uplasowała się na siódmej pozycji, ma jednak dodatkową zaletę – Polacy zdążyli już się tu zadomowić i zbudować sobie silną pozycję. Jesteśmy najliczniejszą mniejszością narodową w tym kraju.
Obecnie widoczny jest już trend rosnącego zainteresowania wyjazdami właśnie do Luksemburga, Irlandia czy Holandii, czyli krajów, w których poziom zarobków jest najwyższy.

Gdzie zarobimy najwięcej i… co znaczy „najwięcej”?
Kierując się wyłącznie wysokością przeciętnych zarobków, emigranci ekonomiczni powinni bez wahania wybierać takie kraje jak Luksemburg, Dania, Irlandia czy Szwecja. To właśnie tam, według danych Eurostatu za 2014 rok (dane zbierane są i analizowane co 4 lata) przeciętne zarobki są najwyższe, czyli około 3,5-4 razy wyższe, niż w Polsce. Ale rzeczywistość nie jest tak różowa jak mogłoby się wydawać. Mało osób bierze bowiem pod uwagę tamtejsze, bardzo wysokie koszty życia. Wysokie wynagrodzenia w dużej mierze pochłaniane są więc przez wysokie ceny produktów i usług. To zresztą dość powszechna pułapka w krajach, w których zarabia się najlepiej. Warto wziąć to pod uwagę planując przeprowadzkę do jednego z nich.

Problem relacji cen do wynagrodzeń rozwiązuje przeliczenie zarobków z uwzględnieniem tzw. parytetu siły nabywczej. W takim ujęciu przeciętny Polak zarabia już „tylko” dwa razy mniej, niż przeciętny Irlandczyk. Ale taki przelicznik jest miarodajny jedynie wtedy, gdy mówimy o wynagrodzeniu przeciętnym, a to może mieć naprawdę niewiele wspólnego z tym, ile będziesz zarabiał Ty. Dlatego żeby dowiedzieć się, na co będziesz mógł sobie pozwolić za emigracyjną pensję, warto przyjrzeć się kosztom życia za granicą.

Według ostatniego rankingu Worldwide Cost of Living, przygotowanego przez The Economist Intelligence Unit, najintensywniej drenowane są portfele mieszkańców Azji – to właśnie tam znajduje się 5 z 10 najdroższych miast świata. Jest wśród nich miasto, do którego podróż za chlebem to niemal szaleństwo: chodzi o Seul, gdzie kilogramowy bochenek chleba kosztuje prawie 15 dolarów, czyli około 55 złotych!

O Top 10 otarło się norweskie Oslo (99 pkt), w którym droższa niż w Polsce jest praktycznie wszystko, nie wyłączając nawet norweskiej ropy naftowej. Nieco tylko tańsze są Helsinki i Reykjavik, które podzieliły między sobą miejsce 16. Pozycje 21-25 zajmują kolejno Wiedeń, Frankfurt, Londyn i Dublin, z wynikami oscylującymi wokół 90 punktów. Niewiele tańsze są Mediolan, Hamburg, Monachium, Rzym, Dusseldorf, Barcelona i Bruksela.

Biorąc pod uwagę okoliczności gospodarcze, wygląda na to, że Polacy coraz częściej wybierają swoich zachodnich sąsiadów, jako miejsce zarobkowej emigracji.
Z danych Eurostatu wynika, że bezrobocie w tym kraju sięga jedynie 3,4 proc., a jak podawała niedawno niemiecka Federacja Izb Handlu i Przemysłu na całym tym rynku na obsadzenie czeka aż 1,6 mln miejsc pracy. Dodatkowo płaca minimalna w Niemczech wynosi 8,84 euro, czyli niemal 38 zł za godzinę, a więc jest prawie 3-krotnie wyższa niż w Polsce. Co ciekawe, nowym numerem dwa w badaniu stał się kierunek holenderski (15%), który zyskuje na popularności o 6 proc. względem poprzedniej edycji raportu.
Biorąc pod uwagę oba te trendy, a także wpływ Brexitu na decyzje migracyjne, to można powiedzieć, że dziś na emigracji Polacy zdecydowanie bardziej wolą zarabiać w euro niż funtach.