Dzieci w roli tłumaczy?

0
Szkoła fotografie designed by Freepik

Niezaprzeczalnym faktem jest, iż pomimo aktualnej, brexitowej rzeczywistości my – Polacy wciąż jesteśmy w Wielkiej Brytanii jedną z najliczniejszych mniejszości narodowych. Choć znacząco zmniejszył się napływ naszych rodaków do UK, to wciąż wielu z ich decyduje się podążyć tą samą ścieżką, jaką pokonali ci z nas, którzy przebywają na emigracji już dłuższy czas.

Oczywistym jest również, że główna motywacja przeprowadzki, to chęć poprawy swojego bytu, sytuacji rodziny. Niemalże wszyscy zaczynamy w podobny sposób, “ściągnięci” do Wielkiej Brytanii przez rodzinę, znajomych, w tymczasowym lokum, bez pracy, często bez znajomości języka angielskiego. Za to z ogromnym zapałem i workiem dobrych chęci i planów.
Nasze dzieci zapisujemy do tutejszych szkół, słusznie uznając, że to inwestycja w ich przyszłość i najlepsze, co mogliśmy im – jako rodzice – ofiarować.
Wielu z nas inwestuje również w siebie, rozpoczyna edukację, uczy się języka, chce podnosić swoje kwalifikacje i dąży do poszerzenia swoich możliwości również na obczyźnie. Próbujemy sami załatwiać sprawy w urzędach, u lekarza, w szkole. Nie ukrywajmy jednak, że gro naszych rodaków tuż po tym, kiedy ich dzieci “złapią” trochę języka angielskiego, uznaje, że należy korzystać z tej inwestycji, którą się poczyniło i w sprawy wymagające znajomości języka obcego angażuje swoje pociechy. Wydaje się to być sprawą oczywistą i nie wymagającą dyskusji, ale czy rzeczywiście tak jest?

Sytuacje, które dla nas – dorosłych – są częścią codziennego życia, dla dzieci już takie oczywiste nie są. O Ile uznać można, że pomoc w zakupie chleba, masła czy mleka jest nieobciążającą sprawą, to tłumaczenie dokumentów z banku, szkoły, od lekarza, czy z wszelkiego rodzaj instytucji urzędowych jest już zgoła czymś innym. Nas samych – dorosłych – zwykle stresują tego typu sytuacje, nawet wtedy, gdy trzeba je załatwiać w rodzinnym języku. Dla dzieci to ogromna odpowiedzialność, często przewyższająca nie tyko ich kompetencje językowe, ale również dojrzałość psychiczną. Podejmując się narzucanej im roli tłumacza biorą na siebie nie tylko odpowiedzialność za prawidłowy przekaz informacji, niejednokrotnie niezwykle istotnych dla całej rodziny, ale również obciążane są problemami, z których tak naprawdę nie powinny nawet zdawać sobie sprawy! Stawianie ich w tej roli sprawia, że często zamiast skupiać się na nauce i zabawie wchodzą w świat problemów swoich rodziców, podświadomie przejmując wręcz rolę opiekunów. Zaburzenie ról nakłada na dziecko zadanie, któremu ciężko jest sprostać niezależnie od wieku i nigdy nie pozostaje bez wpływu na jego psychikę, rozwój i późniejsze dorosłe życie.

Kolejną konsekwencją jest utrata autorytetu. Rola opiekuna, osoby dorosłej i odpowiedzialnej za dziecko zostaje podważona i zastąpiona potrzebą bycia zaopiekowanym. Poczucie bezpieczeństwa jako jeden z najważniejszych niezbędnych w procesie prawidłowego rozwoju emocjonalnego dziecka ulega tutaj zachwianiu. Brak oparcia w rodzicach może skutkować utratą zaufania do nich i poczuciem pozostawienia/porzucenia. Stawiamy dzieci w takiej sytuacji, nie zdając sobie sprawy, jak mocno zaburzamy ich świat. Zwykle kieruje nami wygodnictwo, łatwość sięgnięcia po najprostsze rozwiązanie. Czy są to jednak wystarczające i tłumaczące nas pobudki? Działając w ten sposób krzywdzimy nie tylko nasze pociechy, ale również siebie. Samym sobie ograniczamy motywację do rozwoju, sprawy “jakoś” się rozwiązują, można brnąć dalej, bez potrzeby wysilania się. Ograniczamy się często do poruszania się w polskojęzycznym otoczeniu (praca w polskiej obsadzie, zakupy w polskim sklepie, usługi polskiego mechanika). A kiedy zachodzi potrzeba, wołamy dzieci i prosimy “weź mi to przetłumacz”, a one to robią, najlepiej jak potrafią, choć z duszą na ramieniu.

Nie ma sytuacji bez wyjścia, a w tej konkretnej najprostszym rozwiązaniem jest nauka języka angielskiego przez nas – rodziców. Kolejnym (łatwiejszym) może być wynajęcie tłumacza. Jest to owszem, wydatek, ale dzięki takiemu podejściu do sprawy koszta, jakie ponoszą nasze dzieci za decyzje dorosłych (zamieszkanie w obcym kraju) są mniejsze. One i tak często stają w obliczu ogromnych stresów tutaj, gdzie na nowo muszą zbudować swoje życie. Nie dokładajmy im zmartwień i pozwólmy by dorastały najspokojniej, jak to możliwe. Kochajmy, nie wykorzystujmy i szanujmy, a jest duża szansa, że to samo otrzymamy od nich w zamian.

Iza Mikos