Wyalienowani

0

Widzę samotność wszędzie. Tętnią nią ulice, wylewa się z Internetu, spoziera z ludzkich źrenic na każdym kroku. Migrujemy pełni nadziei na lepsze życie, często zapominamy jednak o tym, że pchamy się z butami do innego kraju, nowej kultury i odmiennych zwyczajów. Nasila się zjawisko poczucia alienacji, od którego trudno uciec, a jeszcze trudniej sobie z nim radzić. Z roku na rok rośnie liczba osób cierpiących na depresję oraz dochodzi do licznych samobójstw.

przeszperałam sieć od góry do dołu w poszukiwaniu najnowszych statystyk dotyczących liczby Polaków na stałe mieszkających poza granicami Polski, rzecz jasna skupiając się głównie na Wielkiej Brytanii. Po przejrzeniu dziesiątek stron doszłam do jednego finalnego wniosku – nikt tak naprawdę tego nie wie. Każda ze statystyk opiera się na różnych źródłach, żadna z nich nie jest do końca miarodajna.

Na dodatek migracja dokonuje się w czasie rzeczywistym, każdego dnia jeden decyduje się wrócić do Polski, a inny wyjechać za morze, ciężko więc stwierdzić gdzie leży prawda. Jedno wiem na pewno: jest nas na wyspach dużo. Rzekłabym nawet, iż bardzo dużo. Tym bardziej zaskakuje negatywna tendencja, której sama doświadczam, ale zupełnie w tym przypadku nie rozumiem: samotność.

Rosnące poczucie alienacji rodzi się z wielu przyczyn, niestety większość z nich sami stwarzamy – naszą nieświadomością, ignorancją lub też zwykłym lenistwem. Migrując jesteśmy często nieświadomi, że nasz angielski z liceum pomoże nam jedynie w zakupie chleba, ale zazwyczaj nie jest wystarczający, by porozumieć się z drugą istotą ludzką, czy to na ulicy, czy w urzędzie, lub u lekarza. Niepokojące jest to, iż spora większość osób przebywających w UK na stałe, nie odczuwa potrzeby nauki języka. Chodzimy do polskich sklepów, fryzjerów, kosmetyczek, u lekarza i w urzędach leniwie zgłaszamy potrzebę tłumacza, zapisujemy dzieci do polskich szkół. Nic dziwnego, że mamy problem z odnalezieniem się w nowej kulturze, skoro rękoma i nogami się przed nią wzbraniamy. Nie zrozumcie mnie źle, to dobrze, że chcemy zachować naszą tożsamość kulturową, ale jeśli planujemy osiedlić się na wyspach, choćby na chwilę, warto by zaczerpnąć wyspiarskich zwyczajów, otworzyć się nieco i sprawić, by to co obce stało się w pewnym stopniu także i nasze.

Mam nieodparte wrażenie, że emigracja wysysa z ludzi aspiracje, poczucie że mogą robić w życiu coś lepszego, wszelką motywację. Przestajemy się rozwijać, nie tylko zawodowo ale i personalnie, zaprzestajemy szukania w życiu wyższych celów, tracimy wiarę w siebie i popadamy w schematy, by później obudzić się z poczuciem zmarnowanego czasu, zmarnowanego życia. Duża część osób bardziej lub mnie świadomie izoluje się społecznie, zamyka w czterech ścianach, tłumacząc to brakiem czasu, zmęczeniem, a czasem zwyczajnie strachem. Tracimy zainteresowanie czymkolwiek, nie mamy hobby, wgapiamy się w telewizor (z podłączoną polską telewizją oczywiście). Niestety większość naszych rodaków niemo godzi się na swój los, przywiera do agencyjnej pracy i nie puszcza, nawet, gdy łamane są prawa pracownika. Nie znając angielskiego ludzie boją się utraty pracy, dlatego zgadzają się na minimalne płace, poniżanie, niekończące się nadgodziny. Kobiety, zajmujące się dziećmi, często pozostają w domach, ograniczają się do obowiązków domowych i oczekiwania na powrót mężczyzny z pracy. Oczywiście rodzina jest w życiu istotna, ale ważne jest także, by budować kontakty poza gronem rodzinnym. Człowiek to istota społeczna, potrzebuje rozwijać sieć znajomych i przyjaciół, by normalnie funkcjonować.

Wygląda na to, że na emigracji o wiele łatwiej przychodzi nam pozbycie się kogoś z naszego życia, a relacje są nietrwałe. Zapominamy o wartościach wyższych, współczuciu i zwykłej potrzebie pomocy drugiemu człowiekowi. Utarło się już nawet powiedzenie, że za granicą „Polak Polakowi wilkiem”. Z ciężkim sercem przyznaję na bazie własnych doświadczeń i historii rodaków, że wielu przypadkach to prawdą. Z niewyjaśnionych przyczyn często największej krzywdy doświadczamy od naszych pobratymców.

Zdarza się, iż poczucie samotności dojrzewa, nawet gdy człowiek teoretycznie otoczony jest przez innych przedstawicieli gatunku. Najlepiej świadczą o tym wyrastające jak grzyby po deszczu i cieszące się ogromnym zainteresowaniem fora internetowe, portale randkowe i grupy na facebooku, skierowane do samotnych. Nie do końca wiemy jak sobie z samotnością radzić, więc szukamy pomocy i wsparcia tam, gdzie jest to najłatwiej dostępne, czyli w sieci. W mojej zupełnie subiektywnej opinii nie jestem do końca przekonana, czy jest to najlepsza droga do walki z samotnością. Przejrzałam kilka takich portali i konwersacji na forach, i albo mają one podłoże czysto matrymonialne, albo skupiają się głównie na narzekaniu. Po pierwsze raczej nie wpływa to na nasze pozytywne nastawienie, nie motywuje w żaden sposób, a po drugie tak naprawdę nie rozwiązuje problemu.

Co więc robić i jak walczyć z samotnością? Rozwiązań jest naprawdę wiele, musimy tylko wybrać te, które nam odpowiadają, wyłączyć telewizor i odkleić się od kanapy. Nie wszystkie grupy internetowe są takie złe, mogą być dobrym rozwiązaniem, pod warunkiem, że poszukamy tej właściwej. Znajdźmy sobie hobby. Nie tylko kreatywnie spędzimy wtedy czas, ale także będziemy robili to co lubimy, a nie to co musimy (jak to często bywa z pracą). Najlepiej, gdyby było to hobby zmuszające nas do wyjścia z domu, dzielenia pasji z innymi. Poprzez rozwijanie zainteresowań, rozwijamy siebie. Idź na rower, siłownię lub pobiegać. Nie od dziś wiadomo, że wysiłek fizyczny wiąże się ze wzrostem poziomu endorfin, kondycji fizycznej i ogólnego zadowolenia. Nie musi to być od razu maraton, spacer też jest dobry, pod warunkiem, że nie jest to spacer do sklepu po napoje procentowe. Z czystym sercem polecam portal www.walkinghighlands.co.uk, gdzie każdy, od kanapowca po włóczykija, znajdzie coś dla siebie. Zachłyśnij się kulturą. Większość muzeów i galerii jest w UK darmowych, warto pójść także do kina, opery, teatru. Wolontariat jest również ciekawym rozwiązaniem, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie wolontariaty i fundacje są silnie rozwinięte. Nie musi być to koniecznie zbieranie datków na ulicach, wolontariat przyjmuje różne formy, niezależnie od tego czy wolisz towarzystwo drugiego człowieka czy preferujesz raczej czworonogi. Możesz pytać bezpośrednio w organizacjach lub poprzez strony internetowe (warto zajrzeć na www.volunteerscotland.net oraz www.do-it.org). Ucz się języka. Na wyspach jest mnóstwo miejsc organizujących kursy językowe dla obcokrajowców, spora większość jest darmowa lub wiąże się z niewielkimi kosztami. Spytaj także swojego pracodawcę, wiele firm organizuje lub wysyła na kursy językowe swoich pracowników. Nauka języka nie wiąże się jedynie z komunikacją i satysfakcją osobistą, ale pozwala także „odkurzyć” szare komórki i zmusić je do działania po latach postoju. Zadbaj o drugą istotę, niekoniecznie ludzką. Kwiatek, rybka, pies – wedle uznania i możliwości. Dla mniej cierpliwych i zapracowanych polecam kaktusa, zniesie cierpliwie waszą absencję i deficyt uczuć. Dbanie o coś lub kogoś, daje satysfakcję i poczucie bycia potrzebnym. Ludzie są stworzeni do życia w stadzie i miłości. Nawet jeśli nasze stado ogranicza się tylko do nas, miłości własnej i kaktusa. Tak długo jak przynosi nam to szczęście, wystarczy.

Czasem samotność przybiera najczarniejsze formy, tracimy nadzieję, pożera nas depresja, zdarza się, iż nie mamy już po prostu siły. Warto wtedy zwrócić się po pomoc do specjalisty. Zawsze pierwszą osobą kontaktu jest GP lub szpital, zwłaszcza gdy chodzi o zagrożenie życia. W każdej tego typu instytucji można poprosić o tłumacza. Istnieją także polskie organizacje zajmujące się zdrowiem psychicznym. Do najpopularniejszych należy Polish Family Support Centre (www.pfsc.co.uk) oraz FENIKS Support Services Ltd. (www.feniks.org.uk). Pomocy w języku polskim można także szukać w polskich kościołach, gdzie często organizowane są grupy wsparcia przy lokalnych parafiach. Organizacje brytyjskie także nie odmawiają pomocy. Najpopularniejszą z nich, działającą całodobowo jest SAMARITANS (www.samaritans.org). Kolejnym instrumentem wsparcia jest Breathing Space (www.breathinspacescotland.co.uk), działające na terenie Szkocji.

Nie bójmy się spytać o pomoc, gdy nasze samopoczucie toczy się po podłodze. Może zabrzmi to nieco patetycznie, ale nie zapominajmy też co tak naprawdę jest w życiu ważne, otwórzmy się na innych, dostrzeżmy człowieka w człowieku. Postarajmy się żyć godnie, traktować innych z godnością i o swoją godność walczyć.