Ekowioska Findhorn – tam, gdzie utopia staje się rzeczywistością

0
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na północny Szkocji,  40 mil od Inverness i tuż przy wyjściu na Morze Północne, leży niezwykła osada. Pośród drzew i kwiatów, w domach powstałych wyłącznie z ekologicznych, odnawialnych materiałów, mieszkają ludzie, którzy powiedzieli “nie” zasadom współczesnego świata. Witajcie w Findhorn!

Mieszkańcy tego miejsca – choć pod wieloma względami rewolucyjnego – starają się zanadto nie przyciągać publicznej uwagi. Niepozorna droga B9011, pośród zielonych pól i lasów prowadzi nas do miejsca, które osobliwością i kolorytem architektury odcina się od typowych dla Szkocji szarości. Docieramy do Findhorn – jedynej w swoim rodzaju “ekologicznej wioski”, w której wszystkie budynki, instalacje, a nawet wyposażenie domów, stworzone zostały z myślą o jak najmniejszej ingerencji w środowisko naturalne.

Filozofia u podstaw

Wszystko zaczęło się przed 55 laty, w 1962 r., gdy trójka przyjaciół przeprowadziła się do przyczepy kempingowej w Moray i na wezwanie swych “wewnętrznych głosów” rozpoczęła nowe życie. Filozofia była prosta – funkcjonować możliwie jak najbardziej zgodnie z naturą – poprzez rezygnację z elektryczności, paliw i wszystkich wymysłów człowieka, które byłyby szkodliwe dla środowiska

Peter i Eileen Caddy oraz ich przyjaciółka, Dorothy McLean, wspólnie interesowali się rozwojem życia duchowego i naturalnymi uprawami. Miejsce, w którym osiedli zaczęło cieszyć się lokalną sławą, gdy wśród okolicznych mieszkańców rozeszły się opowieści o nienaturalnie wręcz dużych warzywach, które miały tu rosnąć. “To jest właśnie magia natury!” – przekonywali Peter i Eileen.

W 1972 r. wioskę, która rozrastała się dzięki nowym osadnikom, oficjalnie zarejestrowano jako Findhorn Foundation. Przyczyniło się to do rozpowszechniania sławy tego miejsca. Już w latach 80-tych fundacja liczyła sobie 300 członków.

Findhorn dziś

Co od dziesięcioleci przyciąga ludzi do tego miejsca? Jak mówi Michael Shaw, członek społeczności Findhorn: “Ta wspólnota okazała się być prawdziwym magnesem dla wszystkich dziwnych, szalonych i oryginalnych osób (…) Tutaj właśnie otrzymali sposobność do tego, by dać upust swej kreatywności”. Ludzie żyją tu we wspólnocie, dzieląc się tym, co osiągną wyłącznie przy użyciu swej kreatywności i… własnych rąk.

Na wioskę składa się kilkadziesiąt budynków mieszkalnych, centrum spotkań (Universal Hall) i mnóstwo niezwykłych – zazwyczaj niespotykanych nigdzie indziej – pobocznych projektów autorstwa jej mieszkańców, jak np. turbiny wiatrowe, ogrody z organiczną uprawą, kolektory słoneczne i stanowiący wielką chlubę Findhorn – w 100 proc. autorski system oczyszczania ścieków, zwany “Living Machine”.

Living Machine był pierwszym tego typu systemem uzdatniania w Europie. Zaprojektowany przy wykorzystaniu inżynierii ekologicznej, może oczyścić do 65 m3 ścieków na dobę. Wystarcza to na obsłużenie 350 osób. Jak system ten wygląda w praktyce? Zbudowany na zasadzie systemu komór, przeprowadza nieczystości przez kolejne zbiorniki. Tam poddawane są one kontaktowi z mikroorganizmami, bakteriami, algami i różnymi rodzajami roślin, drzew, ślimaków, ryb i innych organizmów żywych. Ich obecność oczyszcza wodę sprawiając, że nadaje się ona do powtórnego użytku.

Oryginalnie i pomysłowo? Całe Findhorn jest równie niezwykłe! Fakt ten zresztą – w połączeniu z rosnącą popularnością tego miejsca – sprawił, że projekt ekologicznej wioski przyniósł organizacji wiele nagród. Przez cały rok chętni mogą skorzystać z warsztatów edukacyjnych dotyczących ekologii, czy zrównoważonego rozwoju. Nic nie stoi również na przeszkodzie, by zarezerwować  wycieczkę po wiosce z przewodnikiem.

Patrząc na dzisiejszą skalę rozwoju tego miejsca, aż trudno uwierzyć, że wszystko zaczęło się od małego, okrągłego domku ze starych beczek po whisky, który był pierwszym obiektem, jaki tu wybudowano.

Walutą wioski nie funt, lecz Eko

O wyjątkowości tego miejsca może świadczyć również fakt, że od 2002 r. emitowana jest tu wyjątkowa waluta – Eko. Pieniędzmi tymi można płacić na terenie całego kampusu. Co ciekawe – tym, co zadecydowało o wprowadzeniu Eko, nie był wcale “chwyt marketingowy”, ale względy wynikające bezpośrednio ze wspólnotowego charakteru wioski. Dzięki temu, że miejsce to posiada swój własny “bank centralny”, ludziom łatwiej jest zadbać o interes społeczności. Powiernictwo zwane “Ekopią” przez 15 lat działalności wyemitowało 20 000 banknotów. O dobro mieszkańców dba ono także poprzez oferowanie niskooprocentowanych pożyczek i własnemu systemowi dotacji. Mieszkańcy Findhorn mogą zgłaszać się doń po pomoc, jeśli potrzebują sfinansowania nowego pomysłu.

Pieniądz emitowany w wiosce dostępny jest w nominałach 1, 5, 10 i 20 Eko. Oprócz tego, do czego został stworzony – czyli płacenia –  dla przybyszy z zewnątrz służy również jako pożądany obiekt kolekcjonerski.

Raj na ziemi? Nie do końca

Z założenia Findhorn miało stać się miejscem, do którego problemy tego świata nie miałyby prawa wstępu. Pomimo, iż plany dotyczące projektu eko-wioski znakomicie sprawdzają się w przypadku sfery rolniczej, wątpliwości od dawna dotyczą sfery duchowej Findhorn Foundation.  

W 1996 r. na runku pojawiła się książka “Hipocrisy and Dissent within the Findhorn Foundation: Towards a Sociology of a New Age Community” autorstwa Stephena J. Castro. Na 255 stronach autor opisuje życie tutejszej społeczności w sposób daleki od wyidealizowanej wizji “wspólnoty perfekcyjnej”, na jaką Findhorn się kreuje. Castro krytykuje podziały występujące wśród mieszkańców wioski, segregowanie ludzi na “lepszych” i “gorszych” oraz pogardę dla świata zewnętrznego, jaką mają cechować się niektórzy mieszkańcy.

Autor wskazuje, że w zestawieniu z charytatywnym z założenia charakterem organizacji, “szokująca jest rozbieżność pomiędzy przyjętymi wytycznymi, a rzeczywistością, którą rządzi się to miejsce”.  Wartość aktywów fundacji już przed 20 laty można było szacować na 6 mln funtów. W tym momencie jest to już samonapędzające się przedsiębiorstwo, które najwyżej postawionym w hierarchii przynosi krocie. Podział dóbr jest  nierównomierny, a na najcięższej pracy najniżej postawionych, najwięcej zarabiają nieliczni.

Turyści mile widziani

Niezależnie od tego, jak przedstawiają się realia relacji międzyludzkich tego miejsca, bezsprzecznym faktem pozostaje wyjątkowość Findhorn. Z pewnością warto więc pewnego dnia wsiąść w samochód i ruszyć na spotkanie z utopią, która od kilkudziesięciu lat przyciąga wszystkich zadających sobie pytanie o słuszność kierunku, w jakim podąża świat!

Jak dojechać: udając się na północ – zarówno z Edynburga, jak i Glasgow – kierujmy się w stronę Perth, na drogę A9. Tuż za Aviemore odbijamy na A95, a następnie boczną drogą dojeżdżamy do Carrbridge. Z tego miejsca B9007/ A940 poprowadzi nas do Forres, a drogą B9011 dojedziemy  na sam koniec świata… czyli do Findhorn.

Tekst pochodzi z najnowszego, czerwcowo-lipcowego numeru Magazynu Square.pl. Czy zdobyliście już własny egzemplarz? Wersja online TUTAJ