„Wywar z przywar” czyli za co Szkocji nie lubimy

0

Regularnie, miesiąc w miesiąc wychwalam Szkocję pod niebiosa. Staram się znaleźć odpowiednio malownicze słowa, aby piękno jej przyrody opisać, doceniam życzliwość jaką obdarzają mnie rodowici Szkoci, pochylam się ze zrozumieniem nad bogatą, acz burzliwą historią…

Same zalety, żadnych wad. Czy aby na pewno? Bardziej żartem niż serio, ale jednak chciałbym napisać kilka słów o tym, że czasem wcale łatwo nie jest. Szkocja daje w kość. Na co dzień.

Nie takiego angielskiego się uczyłem

Doskonale pamiętam swą przeprowadzkę do Szkocji, choć zdarzyło się to kilkanaście lat temu. Spotkałem wówczas kilku panów w średnim wieku, od stóp do głów ubranych w skórzane wdzianka. Motocykliści. Płynąłem promem z Zeebrugge do Rosyth. Usiadłem niedaleko nich w kawiarni. Prowadzili ożywioną dyskusję, której stałem się mimowolnym świadkiem. Co z tego, skoro nie rozumiałem ani słowa!

Myślałem, że to skandynawscy wielbiciele dwukołowych pojazdów mechanicznych omawiają szczegóły wycieczki po Szkocji. Niebawem okazało się, że… to Szkoci, którzy właśnie wracali z wyprawy po Europie. Tylko dlaczego mówili po norwesku? Otóż nie, mówili we własnym, ojczystym języku.

Zdawałem sobie oczywiście sprawę, że językiem Szekspira nie władam nazbyt biegle, ale żeby nic nie zrozumieć! Tak było. I często nadal tak bywa. Na pytanie: jak Ci się Szkocja podoba?, osoby, które dopiero co do niej przybyły często odpowiadają, że bardzo, tylko ten twardy akcent sprawia kłopoty.

Pół biedy jeśli wylądowaliśmy w Edynburgu, bo jeżeli los rzucił nas daleko na północ, to z dogadaniem się może być naprawdę kiepsko.

Jeden dzień – cztery pory roku

Widoki zapierające dech w piersiach: soczysta zieleń, granatowe jeziora wciśnięte w polodowcowe górskie szczeliny, pofałdowane połacie łąk, na których pasą się ospale śnieżnobiałe owce. No i ten wszechobecny fiolet wrzosowych kocyków przyklejonych do pagórków. Oto Szkocja właśnie!

Nic dodać, nic ująć, chciałoby się rzec, ale… wiatr i deszcz skutecznie zaburzają codzienny zachwyt nad pocztówkowym obrazem tej pięknej krainy. Słowo „pocztówka” jest kluczowym elementem tego akapitu. Uważam bowiem, że Szkocja to jeden z najpiękniejszych zakątków świata. Dlaczego? Na wyspie Skye, na przykład, są jedne z najbardziej malowniczych na świecie plaż. Cóż z tego, skoro nie można się na nich opalać. To znaczy można – pod warunkiem, że ani deszcz, ani wiatr, ani temperatura nie przekraczająca zazwyczaj piętnastu stopni Celsjusza, nie zniechęci Was do tego.

Zazwyczaj jednak kapryśna aura wrażenie na przybyszach robi. A plaże są puste. Statystyczny turysta wychodzi z samochodu, strzela fotkę, biegnie za czapką, którą podczas robienia zdjęcia złośliwe wiatrzysko mu zwinęło, znajduje nakrycie głowy, wraca do pojazdu, wrzuca zdjęcie na Facebooka i opatrza podpisem: tu byłem, piękna pusta plaża. A dlaczego pusta, skoro taka piękna. No właśnie. Szkocja przepięknie prezentuje się na zdjęciach, codzienne z nią obcowanie bywa uciążliwe. Deszcz i wiatr przychodzą znienacka, często równocześnie. Trzeba mieć zatem zawsze pod ręką parasol i kurtkę.

Kolejną kwestią jest temperatura. Analizując prognozę pogody dla Wielkiej Brytanii łatwo zauważyć, że w północnej części wyspy jest z reguły chłodniej, średnio o jakieś pięć stopni Celsjusza. W chwili kiedy piszę te słowa w Londynie jest dwanaście stopni, w Edynburgu siedem. Dodam dla otuchy, że do kapryśnej aury ostatecznie można się przyzwyczaić. Rodowici Szkoci potrafią w styczniu paradować w koszulkach z krótkimi rękawami.

Pytanie tylko jak długo trzeba tu mieszkać, żeby nie kląć pod nosem za każdym razem kiedy zapomnimy parasola .

Anglik to wróg

Kilka lat temu Szkoci zdecydowali w referendum, że pozostaną częścią Zjednoczonego Królestwa. Nie oznacza to jednak, że pokochali nagle swoich południowych sąsiadów. Animozje wciąż są silne. W debatach co rusz powracają zarzuty, że Londyn żeruje na szkockiej ropie i czerpie korzyści z przemysłu spirytusowego. Przypomnijmy jeszcze burzliwą historię obu narodów i wyłoni się współczesny obraz sąsiedzkich stosunków. Tak było i tak będzie, to jest pewien proces, który czasem się nasila, a czasem niknie w zgiełku codzienności. Ostatnio niestety przybiera na wadze w związku z Brexitem.

Jednym z powodów, dla których Szkoci nie zdecydowali się na całkowitą niepodległość, było dość realne ryzyko opuszczenia Unii  Europejskiej. W obecnej sytuacji to ryzyko stało się faktem. Tak więc sąsiedzka niechęć narasta z dnia na dzień. No i mnie to się nie podoba. Nie mogę powiedzieć, że wyjechałem z Polski, bo polityczny klimat sprawiał, że nie czułem się we własnym kraju komfortowo. Powodów było kilka, ale dopiero na obczyźnie zobaczyłem, że na wielka polityka nie ma nic wspólnego z codziennością, szarą prozą życia. Ludzie nie podniecają się w autobusach tym, że premier powiedział to, a pan z opozycji tamto. Mają ważniejsze rzeczy na głowie – jak np. banalną codzienność, którą każdy odbiera inaczej. I bardzo dobrze.

Obecnie niestety banalna codzienność nie jest już tak banalna. Szkocja jako część Wielkiej Brytanii opuści niebawem Unię Europejską. Kto jest winny? Anglik oczywiście. Każdy rzecz jasna. Anglik to wróg…

Szkocki jadłospis

Gdy mówimy w obecności Włochów, Hiszpanów czy Francuzów o tradycyjnych potrawach rodem z Wielkiej Brytanii, to na ich twarzach pojawia się zazwyczaj uśmiech politowania, grymas niedowierzania, pytanie: “czy aby na pewno naród ten ma kulinarnie coś do zaoferowania?” Coś tam ma, choć zbytnim entuzjazmem bym jednak nie pałał. Fish and chips, czyli smażona ryba z frytkami – oto danie narodowe Brytyjczyków.

A Szkoci, którzy cenią swoją odrębność, czy kulinarnie też są niepodlegli? Są, i to bardzo, a ich narodowe danie z fish and chips niewiele ma wspólnego. Haggis, czyli zaszyte w owczym żołądku podroby zmieszane z mąką owsianą i przyprawami. Ot, rarytas.

Wyglądem haggis przypomina trochę kaszankę, smakiem – no cóż – spróbowałem kiedyś, gdyż generalnie jestem otwarty na poszerzanie horyzontów kulinarnych i przyznać muszę, że ani się nie zniechęciłem, ani nie zachwyciłem. Dla Szkotów jednak haggis to dobro narodowe, danie numer jeden.

Jeżeli Robert Burns – najwybitniejszy szkocki poeta napisał wieki temu wiersz „Odę do haggisa”, to chyba nie należy patrzeć z pogardą na zalegające na wystawach sklepów mięsnych wypchane owcze kiszki. Z drugiej strony, nie przypominam sobie jednak, aby Mickiewicz popełnił kiedyś utwór literacki na cześć bigosu, żurku, czy schabowego.

Przyznać za to muszę, że narodowe danie szkockie na talerzu prezentuje się raczej kiepsko, a smak, to już kwestia wrażliwości podniebienia.

Wywar z przywar to tytuł tego artykułu, ale jednocześnie cytat z Andrzeja Poniedzielskiego – poety, satyryka, który bawi się słowem po mistrzowsku, potrafi w poezję codzienność przyodziać. Ja oczywiście takich zapędów nie posiadam, ale pisząc ten tekst chciałem, abyście z życzliwością i dystansem jednocześnie na swoje życie na obczyźnie spojrzeli, na codzienność składającą się z tego, że rano jest ciemno, później pada deszcz, czapkę zerwaną przez wiatr po ulicy trzeba gonić, na przystanku ktoś do nas gada, a my nie do końca rozumiemy o czym… Kupujemy frytki, a sprzedawca pyta, czy polać octem. Ale po co? No po to, żeby nudno nie było.

Adam Kurp