Samotnym być…

0
samotność, miłość, cierpienie, oddalenie, samotnym być,
samotność, miłość, cierpienie, oddalenie, samotnym być,

„Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że naprawdę możecie kochać tylko wtedy, gdy jesteście samotni? Zapytacie, jakie to ma dla miłości znaczenie. Oznacza to widzenie osób, sytuacji, rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości, a nie takimi, jakimi sobie wyobrażacie, że są”.Anthony de Mello.
Cytatem tym chciałabym zrobić wielki ukłon w stronę ludzi, którzy są samotni lub czują się osamotnieni. Zazwyczaj samotność traktujemy, jako coś niepożądanego, a tak naprawdę negatywne emocje i negatywne nastawienie do samotności nie dają żadnych korzyści. Odbierają tylko energię i powodują, że pogrążamy się w smutku. A jakby tak wstać i… podziękować za samotność? Podziękować za nią Bogu, losowi lub światu. Podziękować, przygarnąć ją do siebie i przytulic? Powiem więcej – być z całego serca za nią wdzięcznym. Jakby tak przestać z nią walczyć? Zaakceptować ją i … zobaczyć jakie cuda zaczną się dziać…
Cierpienie związane z samotnością zamień na możliwość poznania siebie, dokopania się do najgłębszych pokładów „kim jestem”, „czego pragnę”, „jakie są MOJE wartości”, „w jakim kierunku idę”, a „w jakim kierunku CHCIAŁBYM iść”. Spróbuj odnaleźć siebie. Rozwijaj swoje talenty. Przekieruj uwagę z szukania na zewnątrz, na szukanie wewnątrz siebie. Dogrzeb się do siebie i zaakceptuj ją. Nie walcz ze swoją samotnością. Walka i szukanie na oślep kogokolwiek, czegokolwiek spowoduje tylko jeszcze większą samotność…o dziwo. I nie chodzi o to, żeby samotność sama w sobie była celem, ale o to, żeby nie stanowiła przeszkody przed prawdziwym życiem; żeby nie powodowała cierpienia, a raczej była odbierana jako „możliwość”. Możliwość poszerzania swojej świadomości, możliwość przygotowania sobie gruntu pod szczęście, możliwość przekształcenia, przeobrażenia swojej rzeczywistości. Jeśli uważasz, ze Twoje życie jako osoby samotnej jest puste – masz racje. Jeśli uważasz, ze POMIMO Twojej samotności – jest wyjątkowe – też masz racje. To Ty decydujesz co zrobisz ze swoja „samotnością”. Możesz zamknąć się w domu i płakać w poduszkę, jeść nutelle i zagryzać orzeszkami, możesz rzucić się w wir imprez i panicznie szukać kogo popadnie, ale możesz też wsłuchać się w siebie, rozwijać swoje talenty i iść za nimi. Możesz otaczać się ludźmi bliskimi Ci duchowo, z podobnymi zainteresowaniami i z podobnymi do Twoich pasjami. Zacznij być świadomy, przestań się bać, pokochaj siebie. Zaakceptuj samotność, podziękuj za nią Bogu, a prawdziwa zmiana nastąpi we właściwym dla Ciebie czasie. Nastąpi, ponieważ tylko akceptacja daje spokój wewnętrzny, pozwala stanąć w prawdzie i iść przed siebie z podniesioną głową. Akceptacja pomaga nam narodzić się na nowo i żyć w pełni każdego dnia. A co najważniejsze „akceptacja” pozwoli na spokojnie, w tłumie ludzi, znaleźć tą jedyną, odpowiednią osobę…
Chcę w tym miejscu przytoczyć fragment książki „Moc uwielbienia” Merlina R.Carothers, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, i tak naprawdę przewróciła do góry nogami moje postrzeganie Boga. Poniższy fragment nie mówi co prawda o samotności, a raczej o zmianie sposobu postrzegania naszej rzeczywistości.
„Młoda kobieta napisała do mnie i opowiedziała, jak doszła do ostateczności. Pewne kłopotliwe okoliczności osobiste spowodowały, że straciła szacunek do siebie samej i zaczęła zaniedbywać swój wygląd. Napisała: „Jedzenie było moją ucieczką. Wkrótce zaczęło przybywać kilogramów w całym moim ciele, aż zaczęłam wyglądać jak cyrk o trzech arenach. Mój mąż zaczął spoglądać na inne kobiety i pewnego dnia wyprowadził się,  prosząc o rozwód”. Zaczęły się kumulować niespłacone rachunki, jej nerwy napięły się do granic wytrzymałości, a myśl o samobójstwie przychodziła częściej”…”Postanowiła spróbować dziękować Bogu za wszystko. W końcu, co miała do stracenia? Przybierała na wadze tak szybko, ze zdawała sobie sprawę, ze może dostać zawału w każdej chwili. Ze słabiutkim płomykiem nadziei uklękła w swoim salonie do modlitwy. „Boże, dziękuje Ci, że moje życie jest takie, jakie jest. Każdy problem jest Twoim darem, który zaprowadził mnie tu, gdzie teraz jestem. Nie pozwoliłbyś, żeby stała się którakolwiek z tych rzeczy, gdybyś nie wiedział, że to jest najlepsze dla mnie. Boże, Ty mnie naprawdę kochasz!…” W tym miejscu jej modlitwa została przerwana przez psa, szczekającego głośno na listonosza. Codziennie pies witał każdego gościa tego domu zajadłym szczekaniem. Było to jedno z tych drobnych, irytujących zdarzeń, które zdawały się piętrzyć, by uczynić jej dni nieszczęśliwymi ponad wytrzymałość. Gdy wstała i ruszyła ku drzwiom, aby uciszyć psa zwykłą ostrą komendą, to nagle przypomniała sobie: Mam być wdzięczna za wszystko. „Dobrze, Boże. Dzięki Ci za mojego szczekającego psa!”. Listonosz przyniósł list, a ona patrzyła na znajomy charakter pisma na kopercie. To niemożliwe! Mąż nie odzywał się od miesięcy! Bóg nie mógł zadziałać aż tak szybko. Drżącymi dłońmi otworzyła list i przeczytała: „Jeżeli jeszcze tego pragniesz, to może jest sposób na rozwiązanie naszych problemów”. Boże wyczucie czasu było doskonałe. Ta młoda dama, pełna radości, była teraz zdolna uwierzyć że Bóg rzeczywiście działa w jej życiu dla jej dobra”…”Jej mąż powrócił i znów byli razem. Napisała: „Czasem rano budzę się, słysząc siebie, jak mówię do Boga, na przykład „O Boże, dzięki Ci za piękny dzień. Kocham Cię”. Punkt zwrotny w jej życiu nastąpił, gdy zaczęła akceptować swoje ówczesne uwarunkowania z dziękczynieniem. To jest doskonała ilustracja duchowej reguły w działaniu”.
Wierzysz w Boga – rewelacja!!!!, nie wierzysz – pewnie w COŚ wierzysz. Podziękuj więc tej sile, energii, losowi, Bogu, podziękuj! Zacznij być „wdzięczy” i utrzymuj ten stan już zawsze…

Monika Kawka-Wyrebowska