Wpuszczeni w kanał, czyli wypoczynek na narrowboat

0

Wypłynąć w rejs. Marzyliście kiedyś o tym? Jeśli tak, to pierwsze skojarzenia prowadzą zapewne na bezkresne wody oceanu. Wielki żaglowiec, ogromne fale, zapach wiatru i słonej wody. Ale można też skromniej, bliżej, trochę inaczej… co wcale nie znaczy, że mniej ciekawie.

Narrowboats to wąskie łodzie przypominające wyglądem barki, którymi podróżować można po licznych brytyjskich kanałach. Ta forma aktywnego spędzenia czasu, a coraz częściej również sposobu na życie, jest całkiem popularna w Wielkiej Brytanii. O ile jednak nasi rodacy chętnie korzystają z dobrodziejstw tutejszej natury np. chodząc po górach, jeżdżąc rowerami, czy pływając kajakami, to narrowboats omijają szerokim łukiem. A to błąd. Zabieram was więc w rejs wąską łodzią.

O czym mowa?

Zacznijmy od samych narrowboats. Napisałem, że przypominają wyglądem barki, bo są wąskie i długie. Sprawiają przez to wrażenie trochę pokracznych, zachwiana proporcja rzuca się w oczy. Tylko, że ich wygląd to nie efekt wybujałej fantazji konstruktorów, a zabieg celowy. Kanały z założenia zbyt szerokie nie są, tak więc czym węższa łódź, tym łatwiej nią sterować. Łodzie mają zazwyczaj do 2 m szerokości. W kwestii długości panuje większa dowolność. Widuje się małe, niespełna dziesięciometrowe łodzie – choć jest to moim zdaniem absolutnie minimum. Dwadzieścia metrów kwadratowych to wymiary niewielkiej kawalerki, o przepychu i komforcie nie może być więc mowy.

Ile więc mieć będzie “pływający apartament”? Pod względem konstrukcji, ograniczeń właściwie nie ma. Problem jedynie w tym, że łodzią dłuższą niż 22 metry nie możemy wpłynąć do niektórych śluz. Przed wypożyczeniem warto więc sprawdzić, jakie przeszkody czyhają na nas na trasie. Firma, która przygotuje dla was łódź, z pewnością doradzi optymalne rozwiązanie.

Standardowo większość łodzi posiada przynajmniej cztery miejsca do spania, toaletę, prysznic, centralne ogrzewanie i kuchnię z wyposażeniem. Całkiem często na wyposażeniu jest również tradycyjny piec opalany drzewem. Niby gadżet, ale sprawia, że we wnętrzu robi się przytulnie i ciepło.

Sceptycy powiedzą pewnie, że nie ma się czym zachwycać – wszak pomieszczenie dwa na dwadzieścia metrów przypomina korytarz, a urlop w takich warunkach grozi klaustrofobią. Może i tak, ale rejs wąską łodzią stanowi mimo wszystko najprostszą, najbezpieczniejszą i najbardziej komfortową formę wodnego transportu. Pływanie żaglówką wymaga sporej wiedzy i praktycznych umiejętności, które zdobywa się często latami. Do kajaka wsiąść możemy w zasadzie od razu, ale przy kapryśnej aurze nie zawsze będzie to przyjemne doznanie. Do sterowania narrowboat nie są zaś wymagane żadne uprawnienia, a niezbędną wiedzę można nabyć podczas godzinnego kursu. Poza tym, gdy pogoda spłata nam figla, możemy przycumować do brzegu, rozpalić w kominku i w przytulnej atmosferze rozkoszować się chwilą.

Hej, przygodo!

Czas najwyższy wyruszyć w rejs. Łączna długość szkockich kanałów, po których pływają narrowboats wynosi prawie 140 mil. Ja polecam dwa: Forth and Clyde Canal i Union Canal. Powody, dla których wybrałem te szlaki też są dwa. Po pierwsze, wypływając w rejs przepłyniemy z zachodniego krańca Szkocji na jej wschodnie wybrzeże. Pokonujemy zatem cały tzw. pas centralny, którego głównym ogniwem zwykło się określać autostradę M8 łączącą Glasgow z Edynburgiem. Okazuje się, że droga lądowa wcale nie jest jedyną opcją na jego pokonanie. Z powodzeniem można podróżować po tym regionie omijając asfaltowe szlaki. Drugi powód – podczas podróży będziemy mieli okazję skorzystać z Falkirk Wheel: jedynej na świecie windy wodnej pełniącej rolę śluzy. Doświadczenie wyjątkowe!

Z jakimi kosztami trzeba się liczyć chcąc wyruszyć w rejs? To zależy od kilku czynników: liczby osób uczestniczących w wyprawie, rozmiaru i standardu łodzi oraz – co jasne – terminu. Małą, czteroosobową łódź możemy wypożyczyć na tydzień już za £500-600. Za nieco ponad £1000 mamy do dyspozycji pływający domek dwudziestometrowej długości. Wydatek rzędu £200 na osobę za tygodniowe wakacje z dala od cywilizacji wydaje się kwotą przystępną.

Wróćmy do samych szlaków wodnych. Wprawdzie w Szkocji zbyt wiele ich nie ma, ale w całym Zjednoczonym Królestwie znajdziemy ich sporo. Nawet taka metropolia jak Londyn może pochwalić się malowniczymi kanałami. Brzmi może trochę niedorzecznie, ale zwiedzając stolicę od strony kanału właśnie, nie odnosi się wcale wrażenia, jakby się było w mieście, którego populacja sięgnęła ośmiu milionów ludzi. Jest zielono, przytulnie, cicho… Niby w centrum wszechświata, ale z dala od niego zarazem.

Mapkę kanałów w Wielkiej Brytanii możecie znaleźć na stronie drifters.co.uk. To oczywiście nie jedyne miejsce, w którym możecie zarezerwować wakacje, więc warto poszukać samemu. Warto mieć jednak na uwadze, że w razie znalezienia tańszej opcji, firma obiecuje zwrot różnicy w kosztach.

Nieco historii

Narrowboats jako sposób spędzania wolnego czasu jest zjawiskiem stosunkowo młodym, choć same łodzie kursowały po brytyjskich kanałach pod koniec XVIII i w XIX wieku. Wtedy jednak niewiele miało to wspólnego z relaksem. Barki były ciągnięte przez idące brzegiem konie i służyły głównie do transportu węgla z kopalni do miasta. A że nie było to zajęcie zbyt intratne, właściciele wraz z rodzinami zmuszeni byli na tychże barkach zamieszkać. Mało romantyczne, prawda?

Najważniejszą zaletą narrowboats jest brak pośpiechu. Zwolennicy życia na łodzi określają je często jako slow living. Przede wszystkim dlatego, że narrowboats po prostu nie da się szybko płynąć. Obcując z tą formą wypoczynku nie można więc spieszyć się. Daje to czas, by przyjrzeć się z uwagą otaczającej przyrodzie i niespiesznie kontemplować każdą chwilę.

Ludzie, którzy świadomie dokonali wyboru i postanowili zamieszkać na wodzie (a jest ich z każdym rokiem coraz więcej) twierdzą, że taki styl życia to doskonała terapia, lekarstwo na stres i najlepsza forma ucieczki przed cywilizacją.

Większość z nas, chociażby z racji wykonywanego zawodu, nie może sobie pozwolić na taką trwałą ucieczkę na łono natury. Tego typu urlop poleci jednak każdy lekarz rodzinny. Może więc już czas, by zrealizować receptę i wyruszyć w wąski rejs?

Adam Kurp