Świątecznie, niekoniecznie

0

Boże Narodzenie to wyjątkowo rodzinne święto. Rok rocznie tysiące rodaków w drugiej połowie grudnia wyrusza do ojczyzny, aby spędzić choć kilka dni z najbliższymi. Niestety, są i tacy, którzy muszą zostać w Wielkiej Brytanii.

Większość z nich próbuje jakoś stworzyć świąteczną atmosferę rodem z Polski. Czy skutecznie? Tego nie wiem, ale śmiem twierdzić, że tak na sto procent to się chyba jednak nie da. Nie mam zamiaru w świątecznym numerze przeprowadzać jakiejś pseudonaukowej analizy porównawczej świąt w ojczyźnie i na emigracji. Chętnie natomiast zaproponuję coś innego. Zupełnie innego.

Zacznijmy od kempingów. Kojarzą się raczej z latem, prawda? Ale to wcale nie oznacza, że tego typu placówki zimową porą zamykają się na cztery spusty. To znaczy niektóre tak, ale sporo z nich funkcjonuje normalnie. Nie zachęcam oczywiście do ekstremalnej przygody pod namiotem, ale już do noclegu w domku kempingowym jak najbardziej. Static caravan (tak brzmi ich oficjalna nazwa) niczym nie przypominają zawilgotniałych tekturowych domków, które starsi czytelnicy mogą jeszcze pamiętać z obozów harcerskich, czy letnich kolonii. Współczesne chatki wyposażone są niejednokrotnie lepiej niż nasze mieszkania. Ogrzewanie, prysznic, wygodna sypialnia, kuchnia, nierzadko kominek, czegóż więcej chcieć? Może przepięknych okoliczności przyrody? Żaden problem, niemal każdy kemping takowe oferuje. Dlaczegoż więc, jeśli nie możemy wybrać się na święta do ojczyzny, nie spróbować wyruszyć na łono natury. Spędzić czas inaczej, niekoniecznie za stołem. Choć przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby w domku kempingowym kolację wigilijną przyrządzić. A dokąd się wybrać? Możliwości jest naprawdę sporo. Podstawowym kryterium powinien być dystans jaki chcecie pokonać, aby spędzić świąteczny urlop, w Szkocji wszak wszędzie jest pięknie. Bez problemu wyszukacie w internecie całoroczne kempingi. Ja polecam na przykład stronę www.pitchup.com. Pitchup, to fajna wyszukiwarka, bardzo precyzyjnie możecie określić swoje preferencje, a jeśli na wybranym przez was kempingu nie będzie wolnych miejsc, to wyszukiwarka zaproponuje najbliższą lokalizację spełniającą wasze kryteria. Dla przykładu, w Drummohr Caravan Park, kilka mil na wschód od Edynburga, możecie spędzić 6 nocy (od 24 do 30 grudnia) już za niecałe 300 funtów. Domek jest wprawdzie maleńki, luksusów w nim nie uświadczycie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyście wybrali bardziej okazałą chatkę, szczególnie jeśli zamierzacie odpoczywać w kilka osób. Większe domki są oczywiście droższe, ale posiadają też więcej udogodnień. Jeśli macie ochotę na wyprawę w bardziej dziewicze rejony Szkocji to przyjrzycie się bliżej Loch Tay Highland Lodges, a w szczególności Glamping Domes – kosmicznie wyglądającym chatkom z przeszkloną ścianą, kominkiem i oczywiście zapierającym dech w piersiach widokiem.

Jeśli pomysł spędzenia świątecznego urlopu w domku letniskowym wydaje wam się mało szalony i stwierdzicie, że stać was na większą fantazję, to całkiem możliwe, że zainteresujecie się kolejną propozycją. Pozostańmy w klimacie kempingowym, zamieńmy jedynie stateczną chatkę na chatkę… na kółkach, czyli bardziej prozaicznie rzecz ujmując, samochód kempingowy. O ile z miejscami noclegowymi w domkach może być w okresie świątecznym problem, bo wbrew pozorom zainteresowanie taką formą wypoczynku jest spore o każdej porze roku, to ze znalezieniem miejsca na podłączenie do prądu naszego wehikułu, kłopotu być nie powinno. Ponownie zerknąłem na www.pitchup.com i ku uciesze znalazłem kilkadziesiąt kempingów w całej Wielkiej Brytanii, które w okresie świątecznym przyjmą nas z otwartymi rękami. Koszt spędzenia nocy we własnym pojeździe jest o wiele niższy niż nocleg w tradycyjnym lokum. Cena w dużej mierze zależy od lokalizacji, czyli właściwie od atrakcyjności turystycznej danego kempingu oraz od dodatkowych udogodnień jakie oferuje. Uśredniając i zakładając, że sześć nocy spędzimy w jednym miejscu, musimy liczyć się z wydatkiem trochę ponad 100 funtów. Tylko, że takie założenie jest bezsensowne, bo nie po to wynajmujemy samochód kempingowy, abyśmy mieli zapomnieć o tym, że ma silnik i koła. Przecież podstawową zaletą tej formy podróżowania jest to, że praktycznie w dowolny sposób możemy modyfikować trasę. Bezpieczniej jest oczywiście z wyprzedzeniem zarezerwować kempingi, na których będziemy nocować, ale z drugiej strony, powołując się na wspomnianą już fantazję, nie po to przecież mamy chatkę ze sobą, żebyśmy się martwili o nocleg. W razie czego można się przedrzemać na parkingu. W czym drzemać więc? Jaki samochód wypożyczyć? Opcji jest kilka. Od razu ostrzegam, że osoby niezainteresowane motoryzacją mogą spokojnie przejść do kolejnego akapitu. Zainteresowanych informuję, że są dwie możliwości. Pierwsza, wypożyczamy nowoczesny, prawie nowy, zazwyczaj maksymalnie trzyletni samochód kempingowy, wyposażony w toaletę, kuchnię, ogrzewanie. Pojazd jest przestronny i wygodny, ale… pozbawiony duszy, plastikowy, przeciętny. Wersja druga jest oryginalna, gwarantuje, że będą się za nami oglądać przechodnie (obu płci). Wypożyczamy bowiem volkswagena campera. Nienowego, oldtimera z krwi i kości, hipisowski wehikuł czasu. Samochody pamiętające lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia są oczywiście po remoncie, w doskonałym stanie technicznym, ale… ciasne, niskie i bez porównania gorzej wyposażone niż ich nowocześni krewni. Podjęcia decyzji nie ułatwia cena wynajmu, jest ona bowiem w obu przypadkach podobna, między siedemset a osiemset funtów za tydzień. Jeżeli zamierzacie przede wszystkim podróżować, na kempingach zatrzymując się jedynie na nocleg i prysznic, i fakt jakim środkiem transportu się przemieszczacie ma dla was znaczenie, to powinniście wybrać stylowego volgswagena campera. Jeżeli jednak cenicie wygodę i zamierzacie spędzać więcej czasu na kempingach, to nowoczesny, komfortowy pojazd będzie lepszą alternatywą.

Jazda po krętych szkockich drogach jednym sprawia frajdę, innych męczy. Zapierające dech w piersiach widoki, zapierają dech między innymi dlatego, że trzeba sporo trudu włożyć, aby do celu podróży dotrzeć. No ale co z tymi, którzy męczyć się nie zamierzają, a odpoczynek na łonie natury niekoniecznie wprawia ich w dobry nastrój? Czy im się już nic od życia nie należy? Otóż należy się, na przykład wyprawa do dużej metropolii, do Londynu na przykład. O stolicy dziś pisać nie będę, gdyż to temat na oddzielny artykuł, skupię się natomiast na samej formie podróży. Samolot lub samochód, te dwa środki lokomocji przychodzą wam pewnie w pierwszej chwili na myśl. No ale jest jeszcze jeden – pociąg. I to całkiem fajny. Caledonian Sleeper, nocne połączenie Londynu ze Szkocją. Lonely Planet – prestiżowe wydawnictwo specjalizujące się w przewodnikach turystycznych umieściło trasę Fort William – Londyn w pierwszej dziesiątce najciekawszych, turystycznych połączeń kolejowych na świecie. To chyba niezła rekomendacja, prawda? Nie musicie jednak wybierać się aż do Fort William, aby wsiąść Caledonian Sleeper. Listę wszystkich stacji oraz szczegółowy rozkład jazdy znajdziecie na www.sleeper.scot.

Niektórzy z was, nawet jeśli dotrwali do tej części artykułu, to nie zarazili się moim entuzjazmem, nie uważają, że święta w przyczepie kempingowej, w pociągowej kuszetce, za kierownicą samochodu, czy w podróży w ogóle, to dobry pomysł. Jako kontrargument mogą podać, że to wszystko kosztuje, i to całkiem sporo. Zgoda, ale wyprawa do Polski też tania nie jest, szczególnie na przełomie grudnia i stycznia. Wie to każdy, kto w ostatniej chwili spróbuje kupić bilet lotniczy. A te wszystkie kolejki do kas w supermarketach z wypchanymi po brzegi wózkami, to również wydatek niemały. Skoro więc nie wybieracie się w tym roku do ojczyzny, a mimo wszystko zaoszczędziliście trochę grosza, czy raczej pensa, to spróbujcie spędzić czas inaczej niż zazwyczaj. Może nie będą to najlepsze święta w waszym życiu, ale z pewnością będzie to czas, który dostarczy wam wielu wspomnień.