Wielka Szkocka Dziesiątka

0

Niektóre szkockie nazwiska na zawsze zapisały się złotymi zgłoskami w historii… Anglii. Nie, to nie pomyłka. Wystarczy tylko uważnie prześledzić biografie wielkich postaci brytyjskiej kultury, nauki, czy sportu, by zorientować się, jak wiele z nich ma szkockie korzenie.

Oto nasze „top ten”, czyli dziesiątka najbardziej znanych Szkotów Wielkiej Brytanii.

Sean Connery

Urodzony w Edynburgu aktor często podkreśla swe szkockie pochodzenie, chętnie pozuje do zdjęć w tradycyjnym kilcie, a przy tym nieraz deklarował poparcie dla idei niepodległej Szkocji. Nie lada ironią losu jest, że do demontażu angielsko – szkockiej unii nawołuje człowiek, który jako pierwszy (i zdaniem wielu czyniąc to najlepiej) wcielił się w rolę superszpiega Jej Królewskiej Mości, słynnego Jamesa Bonda. Między innymi za to, w 2000 r., brytyjska monarchini nadała mu tytuł szlachecki, w uznaniu zasług dla kultury narodowej… Wielkiej Brytanii. Pięć lat później, w ankiecie przeprowadzonej dla Sky TV uznano go zaś Najlepszym Brytyjskim Aktorem Wszechczasów. Z całą pewnością nie była to przesadzona ocena – tylko samego Bonda zagrał siedmiokrotnie. Do klasyki filmu przeszły też jego wielkie role w „Czerwonym Październiku” „Nieśmiertelnym”, „Twierdzy”, „Rycerzu króla Artura”, czy trzeciej części przygód Indiany Jonesa.

Alex Ferguson

Podobnie jak poprzednik, on również może pochwalić się sir przed nazwiskiem. Otrzymał go w 1999 r. za zdobycie potrójnej korony – Pucharu Mistrzów (po słynnym dreszczowcu i wygranej w ostatnich sekundach z Bayernem Monachium), Pucharu Anglii i Mistrzostwa Anglii. Po tą ostatnią zdobycz sięgał z prowadzonym przez siebie Manchesterem United aż 13 razy. W sumie, w ciągu swej imponującej kariery, sir Alex zdobył 49 różnego rodzaju trofeów, co czyni go najbardziej utytułowanym trenerem w dziejach futbolu. Zdecydowaną większość tych sukcesów odniósł z Man U, ale… na koncie ma też trzy tytuły mistrza i cztery Puchary Szkocji zdobyte przez Aberdeen na początku lat 80-tych XX wieku. Krótko (i bez sukcesów) prowadził też szkocką reprezentację, co nie powinno dziwić, bo sir Alex to gość z Glasgow.

Angus Young

Pochodzący z Glasgow gitarzysta AC/ DC z pewnością nie może pochwalić się tytułem szlacheckim. I raczej trudno przypuszczać, aby Jej Królewskiej Wysokości przyszło nawet przez myśl, by takim wyróżnieniem go kiedykolwiek uhonorować, choć jego również – podobnie jak Connery’ego i Fergusona – oklaskują tłumy. Tylko jego image niespecjalnie chyba pasuje do szlacheckiego tytułu. Angus Young zwykł bowiem biegać w krótkich spodenkach po scenie, tarzać się po niej i nader przekonująco wcielać się w rolę porażonego piorunem. Generalnie tak, jak przystało na muzyka hardrockowej kapeli. Rodzina opuściła Szkocję, gdy młody amator gitary miał 8 lat i osiedliła się w Australii.

Annie Lenox

Pochodząca z Aberdeen wokalistka Eurythmics to kolejna przedstawicielka świata muzyki na naszej liście. Nie tarza się po scenie i nie ma tytułu szlacheckiego. Jest za to zaangażowana w pomoc dla afrykańskich kobiet zakażonych wirusem HIV, a od jesieni 2007 r. prowadzi swoją kampanię charytatywną o nazwie SING Campaign. Stara się zainteresować ludzi problemami Afryki. Za swą działalność społeczną została jednak odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego, dokładnie 31 grudnia 2010 r. Mimo szkockich korzeni, większość życia spędziła w Londynie – wyjechała tam na studia i już nie wróciła w rodzinne strony.

Andy Murray

Los bywa przewrotny. Bo jak inaczej spuentować fakt, że jedyny od zakończenia II wojny światowej brytyjski zwycięzca Wimbledonu jest… Szkotem. 27-letni tenisista pochodzi z niewielkiego Dunblane (hrabstwo Stirling). Poza wygranym prestiżowym turnieju ma w dorobku triumf na US Open i złoty medal olimpijskich igrzysk w Londynie. Dziennikarze lubią go pytać o jego szkockie korzenie, ale on sam unika od kategorycznych wypowiedzi twierdząc dyplomatycznie, że jest w połowie Szkotem, a w połowie Anglikiem.

Artur Conan Doyle

Najsłynniejszy detektyw świata jest londyńczykiem. To właśnie w tej brytyjskiej metropolii, przy Baker Street 221 B mieszkał Sherlock Holmes i dr Watson. Twórca tego duetu – sir Artur Conan Doyle – pochodził jednak z Edynburga. Tam ukończył studia medyczne i tam też po raz pierwszy sięgnął po pióro, próbując swych sił jako autor kryminalnych nowel. W 1887 roku, 28-letni wówczas pisarz, opublikował pierwszą powieść, którego bohaterem był Sherlock Holmes. Po 12 latach wymyślania kolejnych przygód Holmesa (w sumie stał się on bohaterem kilkudziesięciu powieści i opowiadań), znudzony Conan Doyle uśmiercił swego bohatera, co sprawiło, że jego fani zaczęli nosić czarne przepaski na znak żałoby. Dziś postać słynnego detektywa jest jedną z najbardziej znanych marek angielskiej popkultury. Na motywach opowiadań o Sherlocku Holmesie powstało mnóstwo filmów (w luźny sposób nawiązuje do niego też „Dr House”), sztuk teatralnych i gier komputerowych.

Ewan McGregor

Z takim nazwiskiem trudno wyprzeć się szkockiego pochodzenia, choć znany i ceniony aktor również dla kariery opuścił rodzinną Szkocję (pochodzi z Crieff, czasem można też natrafić na informację, że z Perth) i wylądował w Anglii. Na złe mu to nie wyszło, bo dziś jest jednym z najpopularniejszych brytyjskich aktorów, a lista zagranych przez niego ról może przyprawić o ból głowy niejednego kolegę po fachu. Coś jeszcze? Aha, on, podobnie jak Sean connery otrzymał z rąk Królowej Elżbiety II Order Imperium Brytyjskiego. Oczywiście za krzewienie brytyjskiej kultury na świecie.

Graham Bell

Bez pochodzącego z Edynburga wynalazcy telefonu świat nie byłby taki sam. Choć w dobie facebooka, internetu i smartfonów, “stacjonarny” aparat telefoniczny coraz bardziej traci na znaczeniu, to jednak nikt nie zaryzykuje jeszcze tezy o jego definitywnym końcu. A gdy mówisz „telefon”, to myślisz Bell. To właśnie on, z zawodu logopeda i nauczyciel muzyki, w 1876 roku skonstruował, a co ważniejsze jako pierwszy opatentował, telefon. To ostatnie zastrzeżenie jest o tyle istotne, że urządzenia umożliwiającego przekazywanie na odległość pojawiały się już wcześniej, ale ich twórcy nie mieli pieniędzy na opłacenie patentu, bądź – jak stało się w przypadku Elisha Graya – dokonali tego zbyt późno (amerykański inżynier pojawił się w urzędzie patentowym dosłownie kilka godzin po Bellu). Szkocki wynalazca miał szczęście, pieniądze, pomysł i świadomość tego, jak epokowym jest jego dzieło.

James Watt

Opis sylwetki inżyniera z Glasgow mógłby zaczynać się tak, jak poprzednika – on też zrewolucjonizował świat, choć jego wynalazek w swym oryginalnym kształcie nie jest już stosowany. Bez maszyny parowej, bo o niej tu mowa, nie byłaby jednak możliwa rewolucja przemysłowa w Europie. Kiedy w drugiej połowie XVIII stulecia, Bell, pracujący na uniwersytecie w Glasgow, udoskonalił istniejący już silnik parowy, angielskie przędzalnie ruszyły pełną parą, stając się fabrykami z prawdziwego zdarzenia. Radykalnie zmieniły się kopalnie i huty, a w ślad za tym zaczął zmieniać się cały zachodni świat. Rozwijające się ośrodki przemysłowe zaczęły przyciągać ludzi poszukujących pracy, powodując masową migrację ze wsi do miast. Wkrótce odkryto, że za pomocą maszyny parowej można napędzać pojazdy. Pojawiła się lokomotywa, a potem na morza wypłynęły parowce. I jeszcze jedno – to właśnie Watt, dla określenia mocy silników wprowadził nową jednostkę. Nazwał ją… koń mechaniczny.

Alexander Flaming

“To natura wyprodukowała penicylinę, ja ją tylko odkryłem” – miał powiedzieć najsłynniejszy szkocki laureat nagrody Nobla, pytany o kulisy odkrycia pierwszego antybiotyku. Otrzymał ją w 1945 r. wraz z dwójką innych naukowców, którzy zdołali wyodrębnić odkrytą przez niego substancję. Nikt nigdy nie policzy, ile istnień ludzkich udało się ocalić dzięki temu odkryciu. Faktem jest, że w dobie antybiotyków choroby zakaźne przestały być tak groźne, jak jeszcze 100 lat temu. Kłopotem zaczęły być same antybiotyki, ale to już zupełnie inna historia.

Autor tekstu: Krzysztof Kruk