Do Kraju tego…

0

Miałam ostatnio niezwykły sen. Stałam na środku ulicy polskiego miasteczka, nieznanego mi, ale dziwnie bliskiego. Dookoła przepiękna złota, polska jesień, mnóstwo drzew z liśćmi w kolorze ognistej czerwieni i babie lato. Otulało mnie ciepłe powietrze, wyraźnie czułam zapach zmierzchu lata, późnych żniw. 

Zapach Polski – tylko tak mogę oddać to uczycie. Stałam i płakałam, że chcę już tu wrócić. Tu, czyli do domu, do kraju, do siebie, do moich bliskich i przyjaciół, którzy wciąż jeszcze mieszkają w miejscu, z którego my wyjechaliśmy. Zostali i zmagają się z realiami polskiej rzeczywistości, paranoją, otaczającą ich w każdym urzędzie, szpitalu, sklepie czy innych miejscach użytku publicznego.

Przyznam, że zaskoczyło mnie to bardzo. Poza granicę naszego kraju wyemigrowałam dziesięć lat temu i nie zdążyło mi się tęsknić. Teraz poczułam to po raz pierwszy. Siedząc przy ognisku z ludźmi, którzy od lat są moimi przyjaciółmi, moją rodziną z wyboru, zaczęłam zastanawiać się, gdzie jest tak na prawdę moje „tu”. Czy moje tu jest tutaj, w kraju, w miejscu, gdzie co roku spędzam wakacje i czekam na to dziesięć długich miesięcy? Czy moje „tu” jest może jednak w Szkocji, kraju, który mnie przygarnął, dał szansę na poprawę bytu, spokojną egzystencję i poczucie bezpieczeństwa?

Zdałam sobie sprawę, że możemy próbować żyć w dowolnym miejscu na ziemi, osiadać w obcej rzeczywistości, asymilować się z rodzimymi mieszkańcami danego kraju, ale przychodzi moment, w którym odzywają się w nas korzenie, ten absolutnie polski kawałek duszy, przesiąknięty nam tylko znaną historią naszego narodu, inwokacją Mickiewicza, gryką i świeżopem pałający. Piękny jest zapach gryki, domowej roboty masła, wędzonych kiełbasek, własnoręcznie upieczonego chleba, mleka prosto od krowy, prawdziwego miodu, koszonych traw, ziemi parującej po deszczu, rodzącej plony na kolejny rok. Wszystko to na wyciągnięcie ręki, teraz i tutaj. Tęsknię za tym coraz mocniej każdego roku. Tęsknię za domem, za moją ojczyzną, krajem moim i moich przodków.

Czy będzie to kraj mojego dziecka? Do tej pory niespecjalnie o tym myślałam. Teraz zaczęłam się zastanawiać, ile z naszych dzieci wróci do Polski, ile z nich zna historię naszej ojczyzny, ile z nich poprawnie używa naszego ojczystego języka? Wnioski są raczej smutne, tak jak pożegnania z polską rodziną, kuzynostwem, dziadkami, koleżankami i kolegami. Wakacje stają się jedną z niewielu okazji do pobycia ze sobą, nacieszenia się bliskością. Dzieci odcięte od korzeni, z konieczności emigracji rodziców również są trochę tu, trochę tam. Pozbawione codziennego kontaktu z najbliższą rodziną, możliwości spędzania z nimi czasu bez konieczności planowania lotu. Czy jest jakiś sposób, aby złagodzić ten stan rzeczy?

Oczywistym rozwiązaniem są kontakty wykorzystujące współczesne „cuda techniki”, takie jak Facebook, Skype, czy innego rodzaju komunikatory, telefony. To praktyczne i oczywiste, choć nie zastąpi fizycznego kontaktu, obecności drugiej osoby, siedzącej obok nas z kubkiem dobrej kawy, czy herbaty. Dzieciom zaś z pewnością nie pomoże pobawić się wspólnie w chowanego, berka, czy w polepić babek w piaskownicy. To takich relacji brakuje najbardziej.

Dla mnie osobiście rozwiązaniem takich braków są spotkania z przyjaciółmi, których poznałam tutaj, w Szkocji. Pomimo natłoku zajęć i nieustającego braku czasu staram się nie zaniedbywać tego, co ważne i nie do przecenienia. Nie zawsze mi się to udaje i przyznaję, że to bardzo trudne. Zdaję sobie jednak sprawę, że czas wspólnie spędzony, to wycięty ze szkockiej codzienności mały kawałek Polski. Potrzebują tego nasze dzieci, my również jesteśmy wdzięczni losowi, że stawia na naszej drodze takich ludzi.

Nieuchronnie zbliża się moment wyjazdu. Pozostało nam jeszcze kilka słonecznych dni i znów powrót do domu, do rzeczywistości, która będzie nam towarzyszyć przez cały kolejny rok. Jestem bogatsza o nowe, ważne rozmowy, spotkania, znajomości. Kolejne przemyślenia kłębią się w mojej głowie. Będąc tutaj, znowu utwierdziłam się w przekonaniu, że kiedyś wrócę. Do irytującej swoją skostniałą, sformalizowaną formą służby zdrowia, urzędów pełnych wszechwładnych pracowników, ludzi mało i nieczęsto uśmiechniętych, umęczonych realiami życia tutaj. Wrócę do zapachu, smaku i duszności polskiego lata, słoty jesieni, śnieżności zimy i kwitnącej bzem wiosny. „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba” (Cyprian Kamil Norwid). Kiedyś…