Tunezja – jadę tam…?

0

Trzy miesiące po pierwszym ataku w muzeum Bardo nachodzi kolejny zamach na plaży w kurorcie Susa – czy tym razem turyści wyjadą z Tunezji bezpowrotnie?

Tunezyjczycy kontra… Tunezyjczycy

26 czerwca jest kolejną zakrwawioną datą w kalendarzu terroryzmu, powoli obezwładniającego ludzi na całym świecie… Niezliczona ilość łez i żałoby – zaczynamy czuć się bezbronni i bezsilni, oglądamy się za siebie i modlimy o koniec złych wieści.

Odpowiedzialny za śmierć i okaleczenie w sumie 78 osób jest 23-letni Seifeddine Rezgui, student lotnictwa na uniwersytecie w Kairuanie. Rezgui wszedł na plażę należącą do Riu Imperial Marhaba Hotel z bronią ukrytą w parasolu plażowym, gdy zaatakował niczego nie spodziewających się plażowiczów.

Napastnik nie uciekł daleko dzięki szybkiej reakcji pracującego w pobliżu 56-letniego budowlańca, pana Mayala, który pracując na dachu budynku położonego niedaleko hotelu, zobaczył uciekiniera. Mężczyzna szybko chwycił leżące obok niego dachówki i rzucił nimi w chłopaka, który się potknął, dzięki czemu został dogoniony i postrzelony przez funkcjonariuszy.

W krótkim reportażu Mayal pokazuje miejsce, z którego na chwilę obezwładnił terrorystę; ten w obronie zaczął strzelać na oślep, lecz został szybko powstrzymany przez policję. „Wielu ludzi chce ci podziękować za to co zrobiłeś” – mówi do niego brytyjski dziennikarz. „To był bardzo odważny wyczyn”.
Tunezyjczyk jednak kręci głową, stwierdzając, że wykonał tylko swój obowiązek jako Tunezyjczyk i jako muzułmanin. Po chwili mężczyzna schodzi na bok, niezdolny do powstrzymania obezwładniającego go smutku i żalu.

Również ojciec zabitego terrorysty publicznie oświadczył, że wstydzi się syna, przyznając, że nie widział żadnych znaków wskazujących na przemianę młodzieńca oraz ma wrażenie, że czuje, jakby zmarł razem z ofiarami zamachu.
Tak wygląda w tej chwili cały kraj – Tunezyjczycy są zmuszeni walczyć z Tunezyjczykami, a turyści stali się ruchomym celem, których strach przed przyjazdem do kraju ma dobić i zniszczyć gospodarkę. Dlaczego do tego doszło? Dlaczego kraj, który prześmiewczo nazywany był „najmniej muzułmańskim krajem”, i który zapoczątkował Arabską Wiosnę poprzez wybuch „Jaśminowej Rewolucji”jest tym, z którego trzeba uciekać?

Pranie mózgu, młody wiek, bezrobocie…ISIS

Właśnie, dlaczego ten wyzwolony kraj, który w 2011 roku zapoczątkował rewolucję i wygrał ją poprzez wybranie własnego rządu, teraz ma problem z własnymi obywatelami?

Reporter telewizji ITV, Rohit Kachroo, tłumaczy, że to właśnie Arabska Wiosna jest przyczyną „powstania” aż takiej liczby tunezyjskich dżihadystów. Aż takiej, ponieważ liczby nie kłamią i przerażają. Uważa się, że około 3 000 młodych Tunezyjczyków dołączyło do ISIS – jest to największa liczba terrorystów z jednego kraju. No więc, dlaczego?
Przede wszystkim wygnanie Ben Alego – poprzedniego prezydenta – przyniosło za sobą tyle minusów, co plusów. Nowo wybranym rządem została Partia Odrodzenia – islamistyczne ugrupowanie, którego nie powinno się kojarzyć z terroryzmem, niemniej jednak słowo „islamistyczna” obija się o uszy z niepokojem. Jest to partia, której przedstawiciele byli prześladowani i wygnani z kraju za rządów niesławnego Ben Alego – prezydenta, dla którego najważniejsza była swoboda religijna w kraju.

Wtedy było źle – islamiści byli prześladowani i oskarżani o terroryzm. Teraz jest jeszcze gorzej – islamiści rządzą krajem, który zasilił wojska ISIS o 3 000 młodych Tunezyjczyków.

W niczym nie pomaga tutaj sytuacja kraju, który nie zdążył się jeszcze podnieść po wspomnianej rewolucji – bezrobocie wykształconych młodych ludzi zapędza ich w najciemniejsze zakamarki umysłu, gdzie czekają na nich wyszkoleni terroryści, gotowi na nabór religijnych i głodnych lepszego życia – nawet za cenę życia innych.
Tak, Tunezja toczy wewnętrzną bitwę o swój własny kraj i na pewno nie ma zamiaru się poddać. Ale co my mamy z tym wspólnego?

Tunezja – jadę tam, ale…

Kampania „Tunezją – jadę tam” jest stworzona dla ludzi na całym świecie, którzy chcą pokazać swoje poparcie dla kraju, który kochają. W Polsce ich strona na Facebooku ma 20 000 fanów, a liczba ta nie maleje po okropnym ataku. Wśród znanych osób są m.in. Joanna Jabłczyńska i Robert Makłowicz – osoby publiczne, którym oczywiście trochę dostało się za propagowanie wakacji w kraju, który przez rząd polski został uznany za „niebezpieczny”.
W swoim felietonie w “Tele Tygodniu” Ilona Łepkowksa mocno skrytykowała całą kampanię, zwłaszcza osoby publiczne za pobieranie pieniędzy bez obaw o bezpieczeństwo obywateli Polski. Okazało się, że nikt pieniędzy za to nie dostał, ale przeprosić i tak trzeba było. Tylko za co?

Celem Państwa Islamskiego jest przestraszenie ludzi i wypłoszenie ich z kraju; sprawienie, by Tunezja osłabła i poddała się terroryzmowi. Nie jest to nasza wojna – jako turyści jesteśmy tylko pionkami, które terroryści zrzucają z planszy bez mrugnięcia okiem. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy ma prawo sam zdecydować, czy pojedzie czy nie.

Atak w muzeum Bardo był jednym, atak w Susie jest już czymś więcej. To czysta wiadomość od terrorystów: jesteście dla nas nikim i dopóki wspieracie ten kraj przyjeżdżając tu na wakacje, będziecie czuć się niebezpiecznie. Loty zostają zawieszane, Polacy zmieniają rezerwacje na inne kraje, w większości Grecję, a Tunezyjczycy muszą walczyć i nieważne jak bardzo nienawidzimy terroryzmu, a jak bardzo kochamy Tunezję – jeśli tak jest, to każdy powinien znaleźć swój sposób na wsparcie kraju. Jeśli nas to nie obchodzi, jedźmy do Grecji, choć i tak nikt nie zapewni nam już bezpieczeństwa.

Tunezja – jadę tam, ale jadę do rodziny, domku na południu kraju. Tunezja – jadę tam, ale nikogo nie namawiam, bo jako turystka chyba trzymałabym się z daleka i od Tunezji, i od Egiptu. Jeśli chodzi o własne życie – to lepiej chyba dmuchać na zimne.

londynek-logo
Autor: Sonia Hadj-Said Londynek.net