Wspomnienie Świąt Wielkanocnych

0

Święta Wielkanocne  to szczególny czas dla rodzin, są to radosne chwile, spędzane przy obfitym stole. Ten czas ma szczególne znaczenie, ponieważ sprawia, że zatrzymujemy się na chwilę, przestajemy myśleć o tym codziennym pędzie w niewiadomym kierunku i z przyjemnością odwiedzamy bliskich i przyjaciół, by nacieszyć się sobą, by przy świątecznym stole prowadzić długie rozmowy i cieszyć się tym wyjątkowym i podniosłym nastrojem.

Kiedy byłam dzieckiem, dzień Zmartwychwstania Pańskiego spędzałam wraz z najbliższą rodziną w domu moich dziadków. Przyjeżdżali też wszyscy bracia mojej mamy wraz z rodzinami. Dom był pełen hałasu, śmiechów i żartów. Dziadkowie cieszyli się, że mają przy sobie wszystkie wnuczęta, a my cieszyliśmy się totalną swobodą oraz tym, że możemy razem spędzić ten niezwykły czas. Jednakże te najwspanialsze wspomnienia bardziej wiążą się z przygotowaniami do Wielkanocy. Moja babcia była osobą bardzo wierzącą i religijną, dlatego zawsze ściśle przestrzegano w jej domu Wielkiego Postu, który rozpoczynał się we Środę Popielcową. W czasie Wielkiego Postu codziennie jedliśmy na śniadanie postny żurek i dorośli nie spożywali mięsa. Kolejnym uroczystym dniem w czasie pokuty była Niedziela Palmowa, więc dzień wcześniej wraz z mamą i babcią zrywaliśmy gałązki wierzbowe z baziami. Poza tym babcia wręczała nam pęki suszonych kwiatów, kłosów zbóż, zielony bukszpan z ogródka, kolorowe wstążki, bibułę i każde z nas przystrajało gałązki tak, jak potrafiło, by w niedzielę iść do kościoła z własnoręcznie zrobioną palemką. Po powrocie ze mszy świętej babcia lekko biła domowników swoją palemką, by zapewnić nam szczęście na cały rok.

Niedziela Palmowa rozpoczynała Wielki Tydzień. Codziennie jeździliśmy do kościoła i uczestniczyliśmy we wszystkich obrzędach związanych z każdym dniem tego tygodnia. Poza tym w Wielki Poniedziałek kończyliśmy ostatnie porządki w domu i wszystkich pomieszczeniach gospodarczych, których nie zdążyliśmy zrobić do niedzieli – tak, by wszystko lśniło czystością. W ten sposób wymiataliśmy z mieszkania zimę, a wraz z nią wszelkie zło i choroby. Razem z rodzeństwem i kuzynostwem lubiliśmy Wielki Czwartek, ponieważ otrzymywaliśmy od dziadka zrobione przez niego kołatki i mogliśmy bezkarnie biegać z nimi przez cały dzień i robić dużo hałasu. Nikt nam tego nie zabraniał. Wielki Tydzień był też czasem przygotowań wspaniałych potraw, które potem spożywaliśmy w czasie Świąt. Wśród wspaniałych dań musiały się znaleźć: żurek wielkanocny, biała kiełbasa pieczona, szynka świąteczna, faszerowane jajka, ćwikła, babka wielkanocna, mazurek i sernik. Pomagaliśmy babci i mamie w tych przygotowaniach, ale najwięcej radości sprawiało nam malowanie pisanek. Babcia uczyła nas, jak uzyskać kolorowe skorupki. Świeżo wyciśnięty, lekko zakwaszony sok z buraka barwił pisankę na różne odcienie różu i czerwieni, sok z jagód – na fioletowo, wywar z suchych łusek cebuli – na wszystkie odcienie ciepłej żółci aż do rudawego brązu, zaś woda, w której gotował się szczypiorek lub świeża zielona trawa – na zielono. Zabarwione skorupki mogliśmy ozdobić misternymi wzorkami. Za pomocą szpilki lub ostro zakończonego noża „wydrapywaliśmy” dowolne motywy, każdy dawał upust swemu talentowi. Czasem używaliśmy też tuszu lub kolorowych mazaków. Oprócz pisanek, robiliśmy też różne dekoracje na świąteczny stół: stroiki, kurczaki z waty zabarwionej na żółto i baranki z białego futerka. Bardzo dbaliśmy o szczegóły i spędzaliśmy przy tym wiele godzin, dzięki czemu nie marudziliśmy i nie przeszkadzaliśmy dorosłym w ich pracach.

Wielka Sobota była też szczególnym dniem radosnego oczekiwania. Jechaliśmy do kościoła, by poświęcić koszyczek z jedzeniem. Nie mogło w nim zabraknąć baranka, który symbolizował Chrystusa Zmartwychwstałego, mięsa i wędlin, by zaznaczyć, że kończy się post. Święciliśmy też chrzan, – bo „gorycz męki Pańskiej i śmierci została zwyciężona przez słodycz zmartwychwstania”, masło – oznakę dobrobytu i jajka – symbol narodzenia. Tego dnia ksiądz święcił też wodę. A my po powrocie do domu pomagaliśmy babci robić „pogrzeb żuru”, wylewając go z garnka na ziemię, a dziadkowi, w równie widowiskowy sposób, pomagaliśmy rozstać się ze śledziem – kolejnym symbolem Wielkiego Postu. Z ogromną radością i satysfakcją „wieszaliśmy” na wierzbie wystruganą w drzewie rybę. W ten sposób karaliśmy śledzia za to, że przez sześć niedziel „wyganiał” z jadłospisu mięso.

W Wielką Niedzielę budził nas odgłos bijących dzwonów w kościele, więc szybko wstawaliśmy, ubieraliśmy się i szliśmy do kościoła na rezurekcję. Po mszy zasiadaliśmy do świątecznego śniadania. Najpierw dziadek, jako głowa rodziny, dzielił jajko i podając każdemu, składał życzenia. Potem babcia podawała nam po kawałku wędlin i chleba z poświęconego koszyczka, całowała nas w czoło i robiąc znak krzyża na czole, błogosławiła i składała życzenia. Oprócz jajek, na stole nie mogło zabraknąć baby wielkanocnej i dziada – czyli mazurka. A po śniadaniu dziadek zabierał wszystkie wnuczęta do ogrodu i mieliśmy zadanie, by znaleźć zajączka, czyli małej niespodzianki dla każdego. Mieliśmy przy tym wiele radości, a jeśli któreś z dzieci miało problem ze znalezieniem zajączka, dziadek pomagał podpowiadając, gdzie też ten zając mógł się ukryć.

Kolejnym niesamowitym przeżyciem był lany poniedziałek, czyli śmigus-dyngus. Biegaliśmy wokół studni i oblewaliśmy się wodą. Oblewać można było wszystkich i wszędzie. Moi kuzyni wraz z chłopcami z sąsiednich domów biegali z wiadrami wody i próbowali oblać wodą mnie i moje kuzynki. Dziadek żartował, że zmoczone muszą być wszystkie panny, żeby miały większe szanse na zamążpójście. Żadna nie mogła się obrazić za to, że została oblana wodą, bo to znaczyłoby, że nieprędko znajdzie męża. Po takiej zachęcie żaden z kolegów nie miał skrupułów i wszystkie byłyśmy całkiem przemoczone. Ta zabawa z oblewaniem wodą mogła trwać tylko do godziny dwunastej. Potem musieliśmy wysuszyć się, zmienić ubrania i zasiąść przy stole do rodzinnego obiadu.

Takie chwile są najwspanialszym wspomnieniem z okresu mojego dzieciństwa. Obecnie, kiedy razem z braćmi i kuzynostwem spotykamy się w czasie Świąt, często wracamy pamięcią do tamtych lat, kiedy żyli babcia z dziadkiem, którzy w tak wspaniały sposób potrafili przekazać nam wszystkie tradycje związane z Wielkanocą i innymi świętami. Opowiadamy o tym dzieciom i żałujemy, że te kolejne młode pokolenia, zasiadające przed komputerem, nie będą miały już takich wspomnień, jak my.

Autor tekstu: Mariola Pacholczyk