Syndrom Sztokholmski w relacjach partnerskich

0

Zdarza się, że w naszym otoczeniu spotykamy osoby żyjące w toksycznych związkach. Obserwujemy ich zachowania, relacje i zastanawiamy się, dlaczego tych dwoje ludzi nadal żyje ze sobą. Myślimy sobie „Co on widzi w tej kobiecie? Przecież to despotka”, „Dlaczego ona pozwala sobie na takie traktowanie? To taka mądra i inteligentna kobieta, a on nie dorasta jej do pięt”, „Co sprawia, że ktoś tak wesoły, miły i dobry jest z takim chamem i gburem?”. Zadajemy sobie takie i podobne pytania nie otrzymując na nie odpowiedzi, a często nie zdajemy sobie sprawy, że mamy do czynienia z oprawcą i ofiarą. Psychologowie nazywają taką zależność syndromem sztokholmskim.

Pod hasłem syndrom sztokholmski znajdziemy w Wikipedii informację, że jest to stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Zależność ta może osiągnąć taki stopień, że osoby więzione pomagają swoim prześladowcom w osiągnięciu ich celów, lub w ucieczce przed policją. Syndrom ten jest skutkiem psychologicznych reakcji na silny stres, oraz rezultatem podejmowanych przez porwanych prób zwrócenia się do prześladowców i wywołania u nich współczucia. Nazwa syndromu wiąże się z napadem na Kreditbanken przy placu Norrmalmstorg w Sztokholmie, podczas którego napastnicy przez kilka dni (między 23, a 28 sierpnia 1973 r) przetrzymywali zakładników. Po złapaniu napastników i uwolnieniu przetrzymywanych przez nich osób, przetrzymywani bronili przestępców. W czasie przesłuchań ofiary napaści odmawiały współpracy z policją. Termin ten został użyty przez szwedzkiego kryminologa i psychologa, Nilsa Bejerota, który współpracował z policją podczas tego napadu, i który przedstawił swoje obserwacje dziennikarzom.

Termin wkrótce przyjął się wśród psychologów na całym świecie.
Syndrom sztokholmski jest przykładem niezwykłych strategii, jakie umysł stosuje, aby zachować nas przy życiu. Stresująca sytuacja wyzwala reakcje, jakie nigdy nie wystąpiłyby w normalnych okolicznościach. Ten mechanizm przetrwania często jest walką o życie, i pojawia się w sytuacjach skrajnie traumatycznych, jednakże wielu psychologów zauważyło, że może pojawić się także w związkach miłosnych, opartych na dominacji jednego z partnerów. W takich sytuacjach partner podporządkowany, szczególnie w pierwszym okresie związku, nie zdaje sobie sprawy z tego, że ukochana osoba jest katem. Dzieje się tak dlatego, że pozytywne uczucia, miłość i potrzeba bliskości z partnerem zamazują realny obraz i schemat związku. Ktoś, kto kocha prawdziwie, daje z siebie wszystko co najlepsze, zapomina, że tego samego powinien oczekiwać od swojego partnera/ partnerki. Kiedy pojawiają się pierwsze symptomy dominacji partnera, druga strona stara się zrozumieć motywy jego zachowań, usprawiedliwia, a nawet podziela jego poglądy. Natomiast partner dominujący prowadzi wyrachowaną grę. Często uzależnia finansowo drugą stronę, kontrolując wydatki, zapisując wszystkie wartościowe inwestycje na siebie. W ten sposób pozbawia ofiarę środków do życia w razie jej decyzji o ucieczce. Początki takiego toksycznego związku, to ciągłe wzbudzanie zaufania. Sprawca jest bardzo pomocny, opiekuńczy, stara się całkowicie wypełnić życie swojej ofiary w taki sposób, by jej czyny i myśli krążyły tylko wokół życia i potrzeb drugiej strony. Kiedy sprawca staje się całym światem dla ofiary, zaczyna on prowadzić swoją grę w taki sposób, by pozbawić podporządkowanego poczucia własnej wartości, wiary w siebie i energii do wyrwania się ze związku, a także do jakiegokolwiek sprzeciwiającego działania. Ofiary czują się wypalone i przeważnie są w depresji, w efekcie nie maja siły ani motywacji do ucieczki. Prześladowca zaczyna też stopniowo ograniczać kontakt swojej ofiary z osobami trzecimi, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy próbują one w jakikolwiek sposób ingerować w jego plany, chcąc pomóc osobie przesladowanej. Oprawca usprawiedliwia swoje zachowanie wobec ofiary opowiadając historie ze swego dzieciństwa o tym, jak był wykorzystywany, maltretowany i poniżany pokazując tym samym ofierze, że on także jest niewolnikiem własnej przeszłości. A po bestialskim potraktowaniu ofiary przyznaje się, że jest trudnym człowiekiem, potrzebuje pomocy psychologicznej, co jest zarazem odmową wzięcia odpowiedzialności za ten czyn i przerzuceniem jej na ofiarę, która współczując, tylko przedłuża swój stan zależności i uwięzienia. Ofiara tak bardzo chce wierzyć w dobre intencje swego partnera, że kiedy on momentami jest dla niej miły, interpretuje takie zachowanie jako jego pozytywną cechę. Takimi niewielkimi ukłonami w stronę ofiary mogą być: pozwolenie pójścia do kina, na imprezę, zezwolenie na zrobienie zakupów, czy podarowanie kwiatów bądź kartki z przeprosinami po kolejnej awanturze. Takie uprzejmości są dla ofiary dowodem, że oprawca nie jest taki zły. Ofiara cieszy się, kiedy oprawca mogąc wyrządzić jej krzywdę z powodu jej przewinienia, nie zwróci na to uwagi.

Zastanówmy się, jak może się czuć ofiara w tak uzależnionym związku, kiedy wszystko cokolwiek zrobi, czy powie, może obrócić się przeciwko niej, wywołując wybuch złości oprawcy. Ofiara zaczyna się uczyć przetrwania, przede wszystkim poprzez widzenie świata oczyma oprawcy, stara się naprawiać rzeczy mogące wywołać złość partnera, zachowuje się tak, jak on by oczekiwał, unika tych elementów swego życia, które mogłyby stworzyć jakikolwiek problem. Staje się zaabsorbowana wypełnianiem potrzeb, pragnień i zwyczajów narzuconych przez oprawcę. Dlatego też, przyjmując perspektywę oprawcy i chcąc przeżyć, ofiara złości się na tych, którzy chcą jej pomóc, ponieważ widzi tylko związane z tą pomocą problemy powodujące wybuchy złości oprawcy. Natomiast kat, widząc potencjalne zagrożenia ze strony osób bliskich ofierze, manipuluje nią by ją od nich odizolować. Do tego celu posługuje się oskarżaniem, zastraszaniem, wybuchami złości i przemocy. Z tych powodów ofiara boi się kontaktu z rodziną i najbliższymi, zaklina ich by nie dzwonili i nie kontaktowali się z nią, a czasem oskarża, że próbują rozbić jej związek, bądź są zazdrośni, i nie życzy sobie, aby ktokolwiek wtrącał się do jej życia. Pozornie wygląda to tak, jakby ofiara trzymała stronę oprawcy. Prawda jest jednak taka, że chce ona zminimalizować cierpienia wywołane napadami złości oprawcy. Szczególnie trudno jest dotrzeć do ofiary w sytuacjach, gdy w toksycznych związkach są dzieci, ponieważ są one kartą przetargową dla oprawcy, i prawne zakończenie takiego związku rodzi poważne problemy. Oprawca wyraża ekstremalne groźby grożąc, że zabierze dzieci i wyjedzie z nimi w nieznane, że prędzej zrezygnuje z pracy niż zapłaci alimenty, że ujawni intymne zdjęcia lub sprawy ofiary lub że nie da ofierze spokoju i nie pozwoli ułożyć nowego życia. Oprawca może nawet grozić, że spali część dobytku lub sprawi, że ofiara straci pracę. Oprawcy często utrzymują ofiarę w poczuciu winy grożąc popełnieniem samobójstwa, gdy ta odejdzie. W związkach młodych ludzi, ofiarami mogą być osoby niedoświadczone, nie wierzące w siebie, przytłoczone swą aktualną, życiową sytuacją. W takich sytuacjach, ofiara może mimo wszystko czuć, że związek z oprawcą jakoś stabilizuje jej życie. Przykładem może być udzielenie przez oprawcę pomocy (materialnej, psychicznej) przy wejściu ofiary w nowe życie. W krótkim jednak czasie okazuje się, że pomoc polega na zaabsorbowaniu ofiary codziennymi problemami w związku: tym że ktoś spojrzał na nią, że ofiara zapisała się na kurs i tam pozna “nieodpowiednich ludzi”, że zbyt często kontaktuje się z bliskimi, którzy próbują zniszczyć związek, że jedzenie które przygotowała jest niesmaczne itp. Ofiara, by przeżyć całą swą energię wydatkuje na uniknięcie za wszelką cenę tych kłopotów, i stojących za nimi awantur, gróźb i rękoczynów. Życie ofiary sprowadza się więc do ciągłej kontroli stanów psychicznych oprawcy i sytuacji tworzących problemy. W konsekwencji, taka osoba zaczyna unikać kontaktów z rodziną i przyjaciółmi, rezygnuje z życia towarzyskiego i odseparowuje się od kogokolwiek, kto może być zarzewiem problemu. Nie znaczy to w żadnym wypadku, że ofiara nie chce tych relacji, lub nie kocha rodziny – wręcz przeciwnie, ale zrywa z nimi więzy bo chce uniknąć kłopotów. Tego typu relacje wyglądają na idealne, gdyż ofiara zrobi wszystko, by oprawca był z niej zadowolony. Poza tym, oprawca w otoczeniu jego przyjaciół i bliskich stara się stwarzać pozory idealnego partnera. Jest wspaniałym aktorem i odgrywa rolę kochającego i romantycznego człowieka. Posuwa się nawet do tego, by zachwalać swoją partnerkę, opowiadając o jej zaletach, o tym, jak bardzo ją kocha i jaki jest z nią szczęśliwy. A ofiara, nawet jeśli ma coś do zarzucenia, w takiej chwili nie powie nic przeciwko swemu katowi, zdarza się, że sama wierzy w te słowa utwierdzając się w przekonaniu, że on nie jest taki zły, przecież tak bardzo ją kocha. Nie mówiłby tego do swoich znajomych, gdyby było inaczej. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że to tylko gra.

Jak zatem pomóc komuś, kto tkwi w tak chorym związku? Co zrobić, by ofiara przestała cierpieć? Musimy pamiętać, że człowiek uwikłany w związek zależności od oprawcy bardzo cierpi, a jego relacje z rodziną i bliskimi stają się bolesne dla obu stron. Gdy zaczyna on zrywać kontakty oznacza to, że dostał alternatywę: związek albo rodzina. W takim przypadku należy pamiętać, że im większe wywieramy naciski na ofiarę, tym bardziej utwierdzamy ją w przekonaniu o utrzymaniu związku. Kat utwierdza ofiarę w przekonaniu, że to jej bliscy chcą zrujnować tak wspaniały związek, obarcza ich winą za wszystkie swoje przewinienia. Dlatego też każda forma nacisku ze strony otoczenia jest dowodem ich złych zamiarów i obraca się przeciwko nim. Jedynym sposobem i możliwością wpływu rodziny, przyjaciół na taki toksyczny związek jest ustanowienie i przestrzeganie przewidywalnych i kulturowo akceptowalnych kontaktów, np. wspólne weekendowe zakupy, święta, rocznice itp. Nieprzewidywalne odwiedziny mogą być uznane za próby sterowania i kontroli nad związkiem, oraz rodzą podejrzenia oprawcy i wzmagają jego aktywność. W czasie kontaktów z ofiarą nie wolno dyskutować na temat związku. Jedynym celem tych kontaktów powinno być ich podtrzymanie i utwierdzanie tym samym ofiary, że zawsze może liczyć na rodzinę i bliskich. To także pokazuje oprawcy, że ofiara nie jest bezsilna – ma rodzinę, której on nie może niczego zarzucić. Bliscy powinni zmniejszyć kontakty do minimum, by nie dawać oprawcy argumentów do wymuszenia na ofierze zerwania kontaktów. Nie można brutalnie wkroczyć w jej życie, czy zabrać ją z tego domu, bo takie zachowania tylko pogorszą sprawę i nie wniosą nic dobrego. Ofiara tylko zamknie się w sobie i na zawsze stracimy jej zaufanie. Nie wolno też myśleć, że zachowanie ofiary świadczy o jej dezaprobacie wobec rodziny i bliskich. Trzeba zrozumieć jej punkt widzenia i dostrzec, że to zachowanie jest jedynie formą przetrwania w związku, z którego ofiara nie widzi ucieczki. Aby jej pomóc, ofiara musi czuć, że nie jest odrzucana z powodu swego zachowania. Należy pamiętać, że ona walczy o to, by nie być niszczoną przez swego partnera. Warto więc w kontaktach z ofiarą podkreślać, że będziemy z nią niezależnie od decyzji jaką podejmie i nieważne kiedy to zrobi. Na pewno takie zapewnienia bliskich osoba uzależniona zapamięta i gdy będzie gotowa, będą one dla niej deską ratunku. Jeśli oprawca izoluje ofiarę od rodziny, można taką informację przesłać drogą pośrednią: na kartce świątecznej, przez znajomych. Nie wolno podejmować żadnych nagłych i dramatycznych kroków, gdyż oznaczają one dodatkowe kłopoty dla ofiary, a wtedy bliski staje się dla ofiary kolejnym katem. Należy też pamiętać, że kiedy ofiara zdecyduje się w końcu opuścić oprawcę, będzie ona potrzebowała nie tylko wsparcia najbliższych, ale także opieki psychologicznej, by w przyszłości szukając dla siebie nowego partnera, nie poszukiwała kolejnego oprawcy.

Wspomniane sytuacje bardzo często trudno dostrzec , ponieważ dzieją się one w zaciszu domowym, bez skarg, czy scen, dlatego potrzebna jest ogromna wrażliwość, aby zauważyć takie dramaty i postarać się pomóc.

Autor tekstu: Mariola Pacholczyk