Fenomen Boxing Day i Black Friday

0

Klasyczny ekonomista założy, że jesteśmy racjonalnymi agentami, którzy zimno kalkulują plusy i minusy danej sytuacji przed podjęciem decyzji. Dowodów przeciw takiemu założeniu jest wiele. Przykładem takiego irracjonalnego zachowaniu możne być zjawisko czarnego piątka. Amerykańskie zapożyczenie Black Friday, (czyli czarny piątek) jest nieoficjalnym rozpoczęciem sezonu Bożego Narodzenia. Tak przynajmniej mówi się w Stanach. Tuż po amerykańskim Dniu Dziękczynienia, czarny piątek jest znany jako dzień wszelkich przeceń. Wiele sklepów obniża ceny na produktach RTV i AGD, można również kupić komputer lub aparat fotograficzny w okazyjnej cenie. Taka sytuacja powoduje szaleństwo wśród tysięcy konsumentów, wielu z nich wyczekuje pod drzwiami sklepu, nawet dzień przed planowanymi obniżkami, wszystko po to, aby zwiększyć swoje szanse w kolejce po upragniony telewizor.

Wiadomości są pełne anegdot z każdego zakątka kraju i nie tylko, ze sklepów, w których ludzie w sposób bezpardonowy walczą o cenne produkty. W niejedenym przypadku interweniowała policja z powodu niepokoju i bójek w sklepach. A dlaczego dzień wyprzedaży nazywany jest właśnie czarnym piątkiem? Podobno, nazwa ta pochodzi od stanu zbytu sklepów, w tym dniu sklepy przekraczają sprzedaż z „czerwonego”, czyli straty, do „czarnego”, czyli na plusie. Sklepy brytyjskie od paru lat biorą udział w małpowaniu swoich amerykańskich kuzynów i co za tym idzie, w zamęcie czarnego piątku. Takie widoki potwierdzają irracjonalizm zachowań konsumenta, bo przecież, kto chciałby siedzieć godzinami w zimnie, tylko po to, żeby coś kupić za niższą cenę? Podobne szaleństwo można zobaczyć pod drzwiami sklepów Apple’a, w noc przed pojawieniem się nowego modelu iphone’a.

Jest to zjawisko ciekawe, choć wydaje się niedorzeczne. Producenci rozdają wysokie rabaty niczym prezenty w świątecznym duchu,a konsumenci wprost skaczą z radości, otrzymując szanse na tak intratne zakupy. W końcu wszyscy uwielbiamy przeceny i promocję. Natomiast pytanie brzmi: dlaczego sklepy oferują ceny, które czasami nawet nie pokryją kosztów produkcji? Odpowiedzi na to pytanie jest co najmniej kilka.
Otóż, wiadomym jest, że w ciągu całego roku wiele sklepów ponosi straty, jedynie w okresie świąt Bożego Narodzenia jest szansa na wyrównanie, a nawet niezłe odrobienie strat poniesionych w mniej intratnych miesiącach. Czarny piątek , może więc służy, jako katalizator do rozpoczęcia sezonu, w którym wydajemy więcej pieniędzy. Istotną rolę w całym zamieszaniu odgrywają również media, to właśnie one napędzają machinę obniżkową do granic absurdu.. Ciężko jest uniknąć całego cyrku związanego z czarnym piątkiem. W tym okresie jesteśmy nieustannie bombardowani reklamami w różnego rodzaju i maści mediach i ulicznych bilbordach. Pobudzają one nasz apetyty na nowe rzeczy, oraz powoduję ekscytację zbliżającymi się świętami, co z kolei wysyła sygnał do naszego mózgu, że należy wybrać się na duże zakupy, i wydać pieniądze w dużych ilościach.

Kolejnego wytłumaczenia zachowań charakterystycznych dla czarnego piątku należy szukać w ekonomicznym zjawisku ‘sunk cost fallacy’, czyli ‘błąd poniesionych kosztów’. Sklepy reklamują szczególnie kuszące oferty, lecz często są te oferty ‘limitowane’, czyli jest ograniczona ilość pewnego produktu, czyli sklep może zaoferować produkt w podanej cenie tylko dla pierwszych 50 nabywców, stąd właśnie te długie kolejki noc przed otwarciem, aby zostać jednym ze szczęściarzy i kupić dany produkt w atrakcyjnej cenie. Jednak takie intratne oferty cenowe, to swoista pułapka, ponieważ Ci, którzy nastawili się na zakup konkretnego towaru, ale nie zdołali go dostać, rzadko wracaja do domu z pustymi rękoma, tym sposobem sklep zapewnia sobie zbyt na wiele towarów. Oferty są tak atrakcyjne ,że działają na konsumentów niczym przynęta. Oto właśnie „błąd poniesionych kosztów”, nie kupowanie byłoby po prostu stratą czasu, lepiej coś wydać i coś mieć.

Cenionym prawem handlu jest szeroko rozwinięty marketing, więc z większą lub mniejszą znajomością tematu, używają go sklepy celem przedstawienia klientowi zalet swego towaru, często nie są to informacje zgodne ze stanem faktycznym. Konsumenci z kolei często sami siebie przekonują do korzyści wynikających z zakupu danego produktu po niższej cenie, ignorując fakt, że np. jazda do centrum, lub do galerii w takim dniu, zajmuje dużo czasu więcej czasu. Oczyma wyobraźni już widzimy nowy telewizor, często zapominając, jakie są ukryte koszty takiego zakupu. Ograniczenie ilości produktów, zawężony czas, w którym można je kupić, podnosi postrzeganą wartość: bo jutro już nie będzie tej samej okazji. Albo jeszcze gorzej: ktoś inny kupi to dla siebie, zostawiając Ciebie z pustymi rękami!

Autorzy książki ‘Thinking, Fast and Slow’ Khaneman i Tversky, argumentują, że ludzie na początku są ostrożni, i niechętnie podejmują ryzyko. Zmienia się to dość szybko, kiedy przekonują się do kupna chociaż jednego drobiazgu. Po czym, ta awersja staje się coraz słabsza, co świetnie wykorzystują producenci. Jeśli kupujesz np. duży, nowoczesny telewizor, to dokupienie jeszcze jakiegoś drobiazgu raczej nie ma znaczenia. Wobec tego, zadaniem sklepów jest przekonanie konsumenta do zakupu choć jednego z oferowanych produktów, a przy kolejnych wydajemy pieniądze znacznie łatwiej i bez większych zahamowań.

Koniec końców, czarny piątek jest wyjątkową okazją dla sklepów, pod wieloma względami. Cały ten zamęt jest nieuniknioną częścią całości, bo gdyby tego nie było, nie byłoby tego samego poczucia potrzeby i energii, żeby pójść do sklepu i coś…cokolwiek, kupić! Podobno Szkoci nie powinni tracić rozumu w sprawach finansowych. Jednak sadząc po scenach ze w całym kraju, to nie do końca prawda, również oszaleliśmy na punkcie czarnego piątku. Ale jak moja babcia zwykła mawiać – jeśli czegoś nie potrzebujesz, to nie jest przecena! Nie ważne ile kosztuje!

Autor tekstów: Conor MacGuire