Szkot w Polsce

0
Szkot w Polsce

Część I – Hostel

Życie składa się z przypadków i taki to przypadek, czy też losu kręte drogi, zaprowadziły mnie do redakcji magazynu Emigrant, poproszono mnie o dołączenie do grona autorów. A dlaczego? To już zostawiam ocenie zespołu redakcyjnego, niemniej jednak jest mi bardzo miło.
Żyłem jakiś czas w Waszym kraju, poznałem wielu ciekawych ludzi, oto wyniki moich obserwacji i przygód na polskiej ziemi.

Kiedy wysiadłem z samolotu na Okęciu, upał niczym z Karaibów uderzył w moje płuca (wszak przywykłem do niższych temperatur), więc miałem wrażenie, że za chwilę padnę z wycieńczenia. Zadziwiłby wielu Szkotów fakt, że Polska może cieszyć się takim gorącym latem. Wcześniej kojarzyłem ten kraj z klimatem raczej zimowym i mnóstwem śniegu.

Przemierzając lotnisko starałem się unikać taksówkarzy, którzy krążyli jak drapieżnicy wokoło niewinnych turystów. Zdążyłem już trochę poznać język polski, więc uważałem siebie za cwaniaka, którego nie da się nabrać, więc zamiast dać zarobić taksiarzom, szedłem dalej do autobusów.

To był mój pierwszy raz w stolicy Polski, choć nie pierwszy raz w Polsce. Co ciekawe, ludzie, których poznałem poza Warszawą, do tamtej pory nie wyrazili jakiegoś super zdania na temat stolicy, co jeszcze bardziej wzmogło moją ciekawość tego miasta – wkrótce przecież miałem zasilić grono studentów Uniwersytetu Warszawskiego.

Mój kolega załatwił mi pracę w hostelu letnim, który tak naprawdę był akademikiem studenckim przerobionym tymczasowo na hostel. Już miałem potwierdzoną roczną wymianę na UW, więc cel był taki, żeby spędzać lato w kompletnie polskim otoczeniu, spróbować polepszyć swój już i tak świetny polski do poziomu ekstra-klasa! 😉

Zanim jednak dotarłem do wspomnianego miejsca, upłynęło trochę wody w Wiśle:)
Należy wspomnieć, że przed moim przylotem do Polski cały dzień, oraz większość nocy, spędziłem w klubach i pubach na przyjacielskiej , pożegnalnej imprezie, tak więc, kiedy postawiłem stopy na polskiej ziemi, alkohol zapewne jeszcze krążył w żyłach. Być może dlatego znalezienie wspomnianego hostelu okazało się nie lada wyzwaniem.

Wyglądało to tak, że chodziłem po centrum Warszawy z wielką torbą na plecach, z mapą w ręku i w bardzo niesympatycznym nastroju. Zmęczony, spragniony i trochę skacowany, mój humor pogarszał się stopniowo, ale szukałem dalej, używając Pałacu Kultury jako ‘starting point’. Pogoda zaczęła mnie dość mocno wkurzać. Moja szkocka skóra nie była przyzwyczajona do takiego mocnego słońca. W ogóle nie rozumiałem mapy, może taksówka wcale nie była złym pomysłem.
W końcu, po dwóch godzinach tułaczki po stolicy, znalazłem miejsce mojej pracy i pobytu na najbliższy czas.

W Hostelu na ulicy Tamka menedżerka oczekiwała mnie nieco wcześniej, ale cóż, w końcu dotarłem. Wszedłem do recepcji, dziewczyna tam siedząca bez specjalnego zainteresowania rzekła – ‘Hello’ myśląc pewnie, że jestem kolejnym turystą.

‘Dzień dobry!’ powiedziałem. ‘Mam na imię Conor, będę tutaj pracował’. Dziewczyna dalej się gapiła, dodając ‘aha, znów bez specjalnego zainteresowania; szczerzę mówiąc sadziłem, że zrobię nieco większe wrażenie na płci przeciwnej.
Wiem jedno: wtedy potrzebowałem jedynie odpoczynku, więc jak tylko znalazłem się w pokoju, dosłownie padłem na łóżko i zasnąłem.

Po kilku godzinach snu i już większej przytomności umysłu, zszedłem na recepcję. Gapiąca się dziewczyna nadal tam była, ale teraz miała towarzyszkę. Tym razem przywitała mnie ciepło wielkim uśmiechem.

Teraz nadszedł czas, żeby im zaimponować moją świetną polszczyzną! – pomyślałem. Nawet gapiąca się zaraz będzie pod wrażeniem!

Ale cóż, chcieć, to nie zawsze móc … Siedziałem z nimi i jakby mnie zamurowało, kompletnie – jak to Wy mówicie, zapomniałem języka w gębie, a kiedy próbowałem, wyszła jakaś bzdura, kompletnie bez ładu i składu.
Dziewczyny raczej nie były pod wrażeniem, wiedziałem , ze muszę to szybko naprawić, zostały mi przecież tylko trzy dni do pierwszej zmiany na recepcji…

 

Autor tekstu: Conor MacGuire