Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej

0
Unia Europejska

1 maja 2004 roku na mocy traktatu secesyjnego podpisanego 16 kwietnia 2003 r. w Atenach będącego prawną podstawą przystąpienia (akcesji) Polski do Unii Europejskiej, nasz kraj, razem z 9 innymi państwami z bloku wschodniego, zyskał członkostwo UE.

Od tej daty minęło już 10 lat. W spocie wyprodukowanym na tę właśnie okazję, okres naszej obecności w szeregach UE nazwany został latami świetlnymi, co oczywiście ma oznaczać ogromny skok ku pozytywnym zmianom, jakiego Polska w tym czasie dokonała.
Mimo to, emocje, które towarzyszyły wydarzeniom związanych z polską akcesją były ogromne. Entuzjaści widzieli same korzyści dla Polski, bo przecież wchodzimy do klubu krajów bogatych, i z tego bogactwa przynajmniej część trafi do nas.
Unia Europejska miała być panaceum na nasze problemy: na bezrobocie, biedę, brak szans życiowych.
Nie brakowało też pesymizmu: nie wytrzymamy konkurencji. Zaleją nas swoimi towarami – obawiali się eurosceptycy przed wstąpieniem Polski do UE. I tak się stało. Z tym wyjątkiem, że to polskie firmy zalały swoimi towarami Europę. W 2013 r. przedsiębiorcy wysłali za granicę towary za 639 mld zł. Zaś gdyby policzyć wartość eksportu z całej dekady, okaże się, że przedsiębiorcy sprzedali za granicę towar za 3,5 bln zł. Z tego 80 proc. to był eksport do krajów UE.

W jaki sposób członkostwo w Unii umożliwiło szybszy wzrost gospodarczy? Głównym motorem rozwoju okazały się fundusze europejskie. To dzięki dotacjom firmy inwestowały i zwiększały zatrudnienie. Drugim ważnym czynnikiem okazał się napływ kapitału zagranicznego. Kolejnym – migracje, choć efekt tych jest nieco bardziej skomplikowany. Z jednej strony migracje, a mówiąc dokładniej, pieniądze przesyłane przez emigrantów do bliskich w kraju, wpłynęły na poprawę życia wielu rodzin. Z drugiej strony migracje spowodowały odpływ siły roboczej. W efekcie obecny przyrost naturalny jest ujemny.

Jednak eksperci MSZ zauważają, że szybciej rosnące PKB, większe zatrudnienie czy wyższe płace, były spowodowane olbrzymim przypływem kapitału do Polski, czy to w formie funduszy unijnych, czy jako transfery właśnie od emigrantów.

Pieniądze to jedno, ale czy tylko takie wartości przyniosła ze sobą Unia?

NAJWAŻNIEJSZY JEST POKÓJ…

Rozumieli to Ukraińcy, którzy na Majdanie oddali swoje młode życie za chęć przynależności ich kraju do europejskiej strefy bezpieczeństwa, stabilności i pokoju.

Dzieje Europy nowożytnej, to pasmo krwawych konfliktów. Od wypraw krzyżowych, wojen stuletnich, religijnych, napoleońskich rzezi i kolonializmu, poprzez wojnę francusko-pruską, po dwie najgorsze w dziejach ludzkości wojny – pierwszą i drugą światową. Czy wobec tego, my, wyedukowani i kulturalni Europejczycy, nie brnęliśmy do samounicestwienia?

I oto na powojennym cmentarzysku Europy idealiści i marzyciele: Konrad Adenauer, Alcide De Gasperi, Jean Monnet, Robert Schuman, zakwestionowali polityczny darwinizm narodów. Pojęli, że pokój to stan kruchy i chwiejny. Zrozumieli, że, aby był solidny i trwały, trzeba wyrugować przyczyny wojen: imperializm państw, konkurencję o zasoby naturalne, hegemonię polityczną i gospodarczą, oraz nacjonalizm. Jak? Czyniąc Europę jednym domem narodów. I udało się. Niemcy – zarzewie wojen – są dziś fundamentem pokojowej Unii.

Przywykliśmy do pokoju. Jest jak powietrze. I trudno nam sobie wyobrazić, że pewnego dnia ktoś nam – tak jak dziś Ukrainie – odmówi dostępu do powietrza. Na nic się nie zda godnościowe napinanie muskułów pojedynczych narodów, wszak w jedności siła ! Od powstania Wspólnoty Węgla i Stali, Europa pogłębia integrację i się rozszerza. Najpierw o państwa wychodzące z dyktatur: Franco – Hiszpanię, Salazara – Portugalię, pułkowników – Grecję. A potem o nas, narody Europy Środkowej – Węgrów, Czechów, Słowaków, Polaków, Chorwatów, To zawsze proces żmudny i nużący. Wstrząsany kryzysami, przeplatany zwątpieniem. Ciągle oglądamy zmęczonych biurokratów kłócących się o kąt zakrzywienia banana. Faktem jest, że ich kompetencje przypominają często te z dowcipu o góralu, któremu doradzał urzędnik brukselski w sprawie hodowli owiec, a nie umiał odróżnić owcy od owczarka, ale chyba lepsze to, niż kolejne ofiary i zgliszcza miast po kolejnej bezsensownej europejskiej wojnie.

Być może Polska nadal gra rolę ubogiego krewnego u bogatych kuzynów, być może polscy rolnicy wchodzili do Unii na zasadach znacznie gorszych niż ich koledzy z Europy Zachodniej, i pewnie często jest tak , że Polska nadal jest ogrywana, i poklepywana po plecach w zamian za…Winna temu nasza własna polityka.
Jednak jestem przekonana, że wspólnota zjednoczonej Europy nie jest fikcją.
10 lat temu słusznie podjęliśmy jako naród decyzję o włączeniu się w proces integracji europejskiej. Wydarzenia ostatnich miesięcy w krajach Europy Wschodniej, a w szczególności na Ukrainie powinny jeszcze bardziej utwierdzać nas w przekonaniu, że integracja ze strukturami Europy Zachodniej jest naszą narodową racją stanu. Jednak zamiast wpływać na losy Unii (a jesteśmy przecież dużym jak na warunki europejskie krajem) i dbać o nasz narodowy interes, obecna władza za często odpuszcza negocjacje o nasze sprawy, w zamian za „perkal i koraliki”.
Podsumowując 10 lat naszej obecności w UE, należy świętować, bo jest co; rzeczywiście dla ludzi zmęczonych wiecznymi kryzysami, to szansa na lepsze jutro. Pozostaje jednak pytanie, czy cieszymy się faktem, ze mamy szansę pracy w krajach UE, bo w naszym własnym jest lepiej, ale nie wszystkim…, czy też ciągle mamy nadzieję, że polscy politycy przestaną patrzeć tylko na czubek własnego nosa, mając jednocześnie usta wypchane frazesami, i doprowadzą Polskę do bycia państwem członkowskim UE na równi z innymi krajami, ze wszystkimi obowiązkami z tym związanymi, ale i równymi prawami.

Autor tekstu: Anna Bator-Skórkiewicz