Kochanego ciała nigdy za wiele ???

0

Cukier krzepi! Tak bywało kiedy tego cukru brakowało. Wtedy takie slogany miały jakiś sens, bo przecież organizm, do poprawnego funkcjonowania, wymaga wielu składników odżywczych, cukru również, byle nie w nadmiarze, bo jak powszechnie wiadomo, przesada szkodzi, i to w każdej dziedzinie życia.
Niestety, równowaga na ziemi już dawno została skutecznie zaburzona, z jednej strony- tony marnowanej codziennie żywności, z drugiej zaś miliony niedożywionych dzieci.

A jako przeciwwaga (choć to chyba nie najlepsze określenie) wzrastające z prędkością światła, pokolenie XXL.

Ogólna dostępność i niska cena śmieciowej żywności, tej kalorycznej, pełnej cukru i poprawiaczy smaku, sięgnęła progu, po przekroczeniu którego coraz częściej potrzebna jest interwencja chirurga.

A czy nie lepiej zapobiegać , niż leczyć?

Zaczyna się niewinnie, bo już w trakcie życia płodowego, mija właśnie 19 tydzień ciąży, ginekolog tłumaczy przyszłej mamie, że odpowiedzialność za odpowiednią dietę małego Adasia, zaczyna się już teraz. Dziecko w łonie matki popija wody płodowe, w ustach rozwijają się mu pierwsze receptory smaku, więc czyni to tym chętniej, kiedy wody są słodsze. Wpływ na ich smak, ma odżywianie mamy.

Gdy Adaś nieco podrośnie,dziadkowie wkroczą do akcji, przekupując malucha słodyczami, następnie pałeczkę przejmą ciocie , wujkowie, i na koniec zaganiani rodzice, racząc synka słodkim serkiem, batonikiem, czy chipsami.
Jeszcze słodsza będzie podstawówka, w której dorastający Adam odkryje sklepik szkolny, gdzie słodkie nie są tylko słone paluszki. Pragnienie ugasi colą z automatu, i pewnie będzie zwolniony z lekcji W-fu z powodu nadwagi. Nie mówiąc o tym, że wprost proporcjonalnie do przybywających kilogramów, samoocena takiego młodego człowieka, spada na twarz.

POLSKA

Niemal co piąte dziecko w Polsce ma stwierdzoną nadwagę, a i tak w porównaniu do innych krajów, sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna. Tylko co z tego, kiedy statystyki rosną i alarmują.

Przeciętny tegoroczny pierwszoklasista, od urodzenia zjadł już, pod różnymi postaciami 84 kg cukru. To, że uzależnił się od słodyczy, jest wspólną zasługą rodziców, dziadków, szkoły i koncernów spożywczych, które reklamują produkty obfite w zbędne kalorie pod płaszczykiem zdrowej żywności.
Apropos wdrażania odpowiedniej diety już u niemowlaków, okazuje się, że dostępność produktów bez domieszki cukru, jest ograniczona. Na jednym z for internetowych, znalazłam ciekawy wpis: „Hej, właśnie jestem u rodziny w Polsce z półroczną córką. Wczoraj wybrałam się do sklepu. Chciałam kupić kaszkę błyskawiczną i jestem w lekkim szoku – kaszek dla dzieci są dziesiątki, ale nie znalazłam żadnej, absolutnie żadnej bez cukru. Na półkach mnóstwo herbatek granulowanych dla niemowląt – oczywiście sam cukier. Jogurciki – nie dość że dosładzane, to nawet nie trzeba trzymać ich w lodowce. Wy serio kupujecie to dzieciom?”- pisze młoda mama. To wszystko niestety prawda. Wystarczy przeczytać etykietę dowolnego produktu spożywczego. Herbatki dziecięce w proszku, potrafią mieć i ponad 90 gramów cukru w 100 gramach produktu! Dietetyczne płatki śniadaniowe dla dzieci – ponad 30 gramów cukru w każdych 100 gramach. Serek homogenizowany – 12 gramów. Mleczny batonik, reklamowany jako źródło białka niezbędnego do wzrostu – 8 gramów. Razem 50 gramów, w przeliczeniu na wartość energetyczną 200 kilokalorii (kcal), czyli ponad 10 proc. dziennego zapotrzebowania na energię przeciętnego przedszkolaka.

Doliczmy do tego jakiś pączek czy ciacho między posiłkami, potem obiad, popijany napojem gazowanym, oczywiście słodzonym, i jeszcze przekąski przed kolacją, efekt- dzienny bilans kaloryczny dziecka sięgnie 4 tys. kcal. Mniej więcej tyle spala organizm biegacza podczas maratonu. A przecież do szkoły i ze szkoły jeździ się zwykle samochodem lub autobusem, po lekcjach siedzi zaś na fejsie, nie – na trzepaku. Obecnie odsetek polskich dzieci z nadwagą przekracza 20 proc., a otyłych jest 4 proc. To niechlubny wynik niezdrowej diety, bogatej w gotowe dania, kapiące od cukru i nasyconych tłuszczów. Proste węglowodany, takie jak biały cukier, trawimy błyskawicznie, dostajemy olbrzymią porcję kalorii, ale za chwilę znów jesteśmy głodni.
Statystyczny Polak co miesiąc zjada kilogram cukru, począwszy od słodzenia herbaty, przez domowe konfitury aż po ten ukryty w słodyczach, deserach czy napojach. Statystyki nie podają, ile z tego przypada dzieciom. Wiadomo – dużo.

UK

Co czwarty mieszkaniec Wielkiej Brytanii jest otyły, nadwagę ma ok 60 % Brytyjczyków.
Najgrubsi w Europie są Szkoci, którzy w tej mało chlubnej klasyfikacji „o włos” wyprzedzają Anglików. Kolejni są Irlandczycy. Myślicie, że już jest źle? Za 10 lat ma być jeszcze gorzej.

Autorzy raportu OECD oszacowali, że w 2020 roku z powodu nadwagi lub otyłości, będzie cierpieć 70 proc. populacji Wysp. Przy czym wzrośnie przede wszystkim liczba tych drugich. W Szkocji w 2030 roku, chorobliwie otyłych może być nawet 40 proc. osób. To znacząco wpłynie na długość życia. Osoby z nadwagą żyją o dwa do czterech lat krócej, niż te z normalną wagą. Różnica zwiększa się dla tych poważnie otyłych, i wynosi od ośmiu do dziesięciu lat, czyli tyle, ile w wypadku palaczy.

Brytyjczycy są wprawdzie szczuplejsi niż Amerykanie, jednak różnice są niewielkie. A pojedyncze miasta na Wyspach, potrafią dorównywać Stanom Zjednoczonym traktowanym jako całość. Tak jest przede wszystkim w Birmingham, które uznano najgrubszym miastem Unii Europejskiej. Otyły jest tam co trzeci dorosły i co czwarty 11-latek.

Birmingham dopiero niedawno przegoniło Glasgow. Wśród narodów Wielkiej Brytanii najgorzej wciąż jest w Szkocji, gdzie przyzwyczajenia żywieniowe – zwłaszcza odnośnie sięgania po warzywa i owoce – są jeszcze mniej zdrowe niż w pozostałych częściach Wysp. Między innymi z tego powodu, nadwagę ma aż 62 proc. Szkotek.

Problem ten dotyka nie tylko dorosłych, ale przede wszystkim ogromne rzesze dzieci, aż 40% z nich waży za dużo. Dlaczego tak jest? Niektórzy twierdzą , że to kwestia dziedziczenia otyłości, przy czym chodzi tu nie tylko o genetyczne predyspozycje, ale przede wszystkim o przekazywany kolejnym pokoleniom styl życia. Winna jest zależność kulturowa, pewne nawyki żywieniowe. Kuchnia obfita w gotowe dania, ociekające tłuszczem bekon i kiełbaski. To jednak nie wszystko, powodów występowania otyłości jest wiele, i na ogół zachodzą one na siebie.

Straszne jest to , że liczba operacji zmniejszenia żołądka, przeprowadzanych już u nastoletnich dzieci, rośnie z roku na rok, a brytyjski rząd szuka rozwiązań na zmniejszenie problemu otyłości wśród swoich obywateli. Wszelkie podejmowane dotychczas próby, na razie nie przynoszą spodziewanego efektu.

Reasumując , co kraj , to obyczaj, ale mało kto nie lubi słodkiego, jednak przesładzanie żywności to nie tylko kwestia gustów konsumenckich. To także, może przede wszystkim, niezła biznesowa kalkulacja.

Weźmy na przykład znanego producenta kremu do pieczywa Nutella- Ferrero, który to, dwa lata temu dostał od sądu we Frankfurcie nakaz skorygowania etykiety smakołyku. Zgodnie z europejskim prawem, producent musi napisać na opakowaniu, ile procent dziennego zapotrzebowania na poszczególne składniki odżywcze pokrywa 100 gramów jego wyrobu. Na etykiecie Nutelli napisano zaś, że 100 gramów kremu pokrywa 7 proc. dziennego zapotrzebowania na cukry i tłuszcze, choć taka porcja to aż 44 proc. dziennego zapotrzebowania organizmu na oba składniki. Pomyłka? W wypadku witamin, białka i soli mineralnych producent jakoś się nie pomylił. Ferrero odmawia komentarzy. Normalka. Producenci żywności zachowują się tak samo jak koncerny tytoniowe – dyskredytują wyniki badań pokazujących szkodliwość ich produktów, w najlepszym zaś wypadku, winę zrzucają na konsumentów. Cukier i tłuszcz to takie same składniki odżywcze jak witaminy czy białka, jeśli jesz je bez umiaru, nie miej pretensji, że tyjesz.

To prawda, że nikt nie zmusza rodziców do faszerowania dzieci czekoladowym kremem na śniadanie. Problem w tym, że wmawia się im, że w ten sposób łączą przyjemne z pożytecznym. Koncern Danone reklamuje np. swoje Danonki jako “mnóstwo pyszności dla mocnych kości”. Na stronie produktu mowa o wapniu i witaminie D, tak ważnych dla prawidłowego rozwoju dziecięcego kośćca. Dlaczego w takim razie, 100 gramów tego serka zawiera tylko 6,4 grama białka i aż 13,4 grama węglowodanów, głównie prostych cukrów?

W reklamie i na etykiecie eksponuje się zawartość pożytecznych składników, czyli witamin, białek, soli mineralnych. O tłuszczu i węglowodanach – cisza, najwyżej drobnym druczkiem.

A to dopiero czubek góry lodowej. Czy wobec tego naprawdę mamy świadomość tego co jemy, albo czym karmimy nasze dzieci?

Niestety, składniki dziecięcej diety, najwyraźniej nie spędzają nam snu z powiek. W sieci, wieszamy psy na producentach, znajomym chwalimy się, ile czasu i pieniędzy poświęcamy na właściwe odżywianie. A tak naprawdę, tłumacząc się zmęczeniem, coraz częściej zatykamy głodnego malucha batonikiem.

Nie jest tak? W takim razie czemu statystyki wciąż pokazują, że najwięcej dzieci ma problem z nadwagą w wieku od czterech do sześciu lat? Akurat wtedy, gdy rodzice mają jeszcze pełną kontrolę nad ich dietą?
W Polsce otyłość nadal nie uchodzi za problem, a tym bardziej za chorobę. Aż 61 proc. Polaków nie uprawia żadnej aktywności ruchowej. Pod tym względem plasujemy się w ogonie Unii Europejskiej.

Wiele osób tłumaczy się brakiem funduszy na zdrowsze produkty, bo te bardziej kaloryczne są tańsze. Cóż, śmieciowe jedzenie i śmieciowe teorie, bo tu nie chodzi o ilość , ale o jakość, a dieta nieco bogatsza w owoce czy warzywa z pewnością nie zrujnuje naszych finansów, za to poprawi styl życia.

ABS