Wywiad z konsulem RP

0

Być może, nie wszystkim z naszych czytelników wiadomo, że dotychczas nam panujący Konsul RP- Dr Tomasz Trafas, kończy swoja kadencję ma tym stanowisku. 19 sierpnia, w klimatycznej sali City Chambers, w Edynburgu odbyło się uroczyste pożegnanie Polskiego Dyplomaty. Mieliśmy przyjemność w nim uczestniczyć. Owocem tego spotkania było poznanie wielu ciekawych osób, pracujących na rzeczy Polonii w Szkocji. Byli tam również obecni nasi szkoccy przyjaciele, ludzie którzy dotychczas współpracowali z Panem Konsulem.

W atmosferze wszechstronnej integracji , udało nam się porozmawiać z Dr Tomaszem Trafasem o Jego pracy na placówce w Edynburgu.

„To były bardzo intensywne lata, dużo się zdarzyło…”

– Jaką role pełni Placówka Konsularna w Edynburgu, i jaki wpływa ma ta działalność na egzystencję środowisk polonijnych na terenie UK ?

-Placówka konsularna pełni rolę jakby służebną w stosunku do obywateli Polskich mieszkających poza granicami kraju, począwszy od spraw administracyjnych po rolę promocyjną, która powoduję, że nasza obecność tutaj jest zauważana.
Każdy Polak powinien zdawać sobie sprawę z faktu, że istnieje taka placówka, która może ich w jakiś sposób wspomagać , chronić czy reprezentować.

– Polacy przywykli do traktowania urzędnika jako osoby, która raczej komplikuje sprawy,niż pomaga w ich rozwiązaniu, czy taka opinia pokutuje również w konsulacie ?

– Myślę, że taka opinia, to echo przeszłości, kiedy to urzędnicy niestety odgradzali się od obywatela. Jednocześnie obserwuję, że okres transformacji na polu petent – urzędnik, następuje bardzo szybko, i takie zachowania należą już do historii. Z pewnością nie maja one przełożenia na placówkę konsularną, gdzie obustronne kontakty są bardzo poprawne. Staramy się być otwarci na potrzeby obywatela, oczywiście w granicach, jakie stanowią przepisy.

– Stanowisko Konsula generalnego RP, które Pan dotychczas piastował, to ogromnie odpowiedzialne zadanie.
Czy przy wykonywaniu takiej funkcji, właściwa jest wstrzemięźliwość emocjonalna, czy wręcz przeciwnie ?
Czy można Pana prace nazwać misja społeczną ?

-Tak, to ogromna odpowiedzialność, i rzeczywiście niejako misja, ponieważ wszyscy , którzy pracują w konsulacie, pełnią rolę przedstawiciela naszego kraju poza jego granicami, w szerokim aspekcie spraw. Wykonywanie takiej służby, to zdecydowanie coś wykraczającego poza obowiązki zawodowe, to zaangażowanie i działanie na rzecz Polonii, edukacja społeczeństwa, pomoc w integracji, popularyzacja polskiej kultury.
Aby dobrze wykonywać to zadanie, należy przede wszystkim być przekonanym do tego co się robi, a także posiadać zdolność dostosowania swoich działań do aktualnych potrzeb.
Z pewnością przydaje się tutaj wstrzemięźliwość emocjonalna z dużą dozą zdrowego rozsądku.

– Na placówkach, gdzie Pan pracował, istniała zapewne różna dynamika działania. Jak ocenia Pan pod tym względem konsulat w Edynburgu?

-Tutejsza placówka jest, mówiąc obrazowo bardzo „energetyczna” i dynamiczna, tak ze względu na ilość petentów, którzy korzystają z naszej pomocy, jak i działań promocyjnych , które inicjuje konsulat.
Myślę, że choćby na polu współpracy z tutejszymi władzami lokalnymi jest wiele do zdziałania, ale warto tu występować z inicjatywą, podejmować wspólne akcje, pomysły – wszelka tego rodzaju aktywność zaprocentuje w przyszłości.

– Rozumiem, że podobnie jak w każdej instytucji państwowej, w Konsulacie również obowiązuje podział zadań i obowiązków. Jakie z nich przypadały Panu, oczywiście poza koordynacja całego zespołu ?

-U nas w konsulacie nie ma czegoś co można by nazwać wąską specjalizacją, każdy z konsuli jest przygotowany do pełnienia wielu funkcji konsularnych, co pozwala na wzajemne zastępowanie się, tak więc jedna osoba często ma wiele zadań z różnych sfer działalności konsulatu. Ja, jako szef placówki, poza oczywiście kierowaniem pracą zespołu, zajmowałem się kontaktami zewnętrznymi, inaczej mówiąc reprezentowaniem naszego kraju na zewnątrz, co tutaj w Szkocji ma istotne odniesienie w kontekście istniejącej tu autonomii. Moim obowiązkiem było promowaniu naszego kraju, dorobku kulturalnego, i oczywiście utrzymywaniu bezpośrednich kontaktów i dialogu z tutejszymi władzami.

– Czy ma pan satysfakcję z tej działalności?

-Ależ oczywiście, ogromną, dobrze jest wykonywać to do czego ma się wewnętrzne przekonanie, widzi się tego sens i potrzebę oraz cel, któremu ma służyć – wtedy mamy pewność, że założone cele osiągniemy z pozytywnym skutkiem.

– Konsulat RP , poza wieloma innymi, pełni także rolę przedstawicielstwa kulturalnego naszego kraju.
Jak odbywa się to w Edynburgu ? Czy udaje się integracja środowisk poprzez krzewienie naszej kultury, sztuki ?

-Jeśli chodzi o metody działań integracyjnych, nie ma nic lepszego niż właśnie język szeroko pojętej kultury. Czy będą to wystawy, występy teatrów, czy artystów prezentujących różne sfery twórczości, to wszystko ma przełożenie na budowanie mostów i relacji, które wynikają ze swoistego dobrodziejstwa jakim jest przenikanie się kultur.
Z roku na rok, w okresie festiwalowym , udaje się nam zaprezentować to , co w polskiej kulturze jest interesujące. Dobrym tego przykładem jest jedno z największych wydarzeń kulturalnych na świecie – edynburski International Festival i Fringe Festival. Pośród wielu narodowości, występują tam również polscy artyści, polskie, ambitne teatry tzw off-owe, – artyści dzięki którym, każdy może zobaczyć jak wygląda nasz współczesny świat artystyczny – polska sztuka.

-A jak Szkoci odbierają nasza kulturę?

-Mogę bez wahania stwierdzić, że są nią niezwykle zainteresowani.
Warto pamiętać , że był okres , kiedy to przenikanie się kultur było utrudnione przez zawirowania polityczne – istnienie żelaznej kurtyny oddzielającej nas od reszty Europy. To była ogromna bariera, ale już wtedy udało się wiele pokazać z naszych osiągnięć i propozycji kulturalnych, sporo tu zawdzięczamy zaangażowaniu tutejszych moderatorów i mecenasów kultury.
Tu chciałbym podkreślić wielką rolę profesora Richarda Demarco, który ma ogromne zasługi jako promotor polskiej sztuki. W okresie komuny, to właśnie On, starał się otworzyć drzwi do Szkocji, wielu polskim artystom, między innymi Tadeuszowi Kantorowi, którego teatr i dzieła zyskały, dzięki działaniom profesora, wymiar międzynarodowy. Profesor Demarco, nadal jest nieustannym, pełnym pasji, propagatorem naszej twórczości.

– Jak Pan sądzi, czy my Polacy, trochę bardziej rozumiemy, jak ważne jest propagowanie naszych dóbr kulturowych i przekazywanie następnym pokoleniom wartości narodowych, szczególnie na obczyźnie ? Czy wobec tego Wy, jako Konsulat, wspieracie działalność np. Polskich Sobotnich Szkół ?

-Tak, to ważne zadanie. Polskie szkolnictwo na terenie Szkocji jest nadal w fazie rozwoju, zarówno programowo, jaki i strukturalnie. Przy tym, należy zwrócić szczególna uwagę na potrzeby dzieci, które jak wiadomo dorastają i ich potrzeby, również te dotyczące kształcenia, zmieniają się. Warto podkreślić, że oddziaływanie sobotnich szkół, na promowanie naszej kultury już się dzieje, jednak nadal jest to początek . Faktem jest, że zaangażowanie grupy ludzi w szeroko rozumianą działalność oświatową zasługuje na ogromne uznanie, imponuje mi ich determinacji i przekonanie, że te działania są ważne dla budowania pokolenia przyszłości.
A jak to robić, jakimi środkami i w jaki sposób ? To wszystko jest w fazie eksperymentalnej. Placówki te nie są osamotnione w dążeniu do celu – nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych zdecydowanie wspomaga te inicjatywy.

– Ostatnio dużo czyta się o niechęci rządu Brytyjskiego do emigrantów, wymienia się Polaków, jako tych , którzy zabierają Brytyjczykom pracę, korzystają z benefitów.
Jak ocenia Pan tę sytuację , jak to się odnosi do naszej egzystencji tutaj.

-Myślę, ze to element gry politycznej, Partia Pracy, która ostatnio lansuje takie opinie, jest obarczona wewnętrznym kryzysem, i stara się zdobyć poparcie w takich spektakularnych, nagłośnionych działaniach. W Szkocji jest zupełnie inna sytuacja, Szkocja była dużo lepiej przygotowana do przyjęcia imigrantów, niż Anglia czy Walia. Z większym zrozumieniem i otwartością podchodziła do imigrantów. Stąd też, dużo więcej Polaków przybyło właśnie do Szkocji, w stosunku do ilości emigrantów, którzy już wcześniej tutaj byli. Jest to napływ zupełnie nowej imigracji. Szkocja dokonała niejako psychologicznego zabiegu, przyciągając taką ilość emigrantów jaką chcieliby u siebie widzieć, a liczba ta jest znaczna.
W związku z powyższym, nie widzę powodu do jakiegokolwiek niepokoju o bezpieczny byt polskiej emigracji na terenie Szkocji.

– Wśród współpracowników, ma Pan opinie osoby niezwykle opanowanej o wyróżniającej się kulturze osobistej, ale również człowieka z mnóstwem pomysłów na nowe projekty.
Jak łączy Pan spokój z wciąż niegasnącym ogniem do działania ?

-To trochę kwestia doświadczenia życiowego, poza tym nie jest to moja pierwsza placówka, a każda poprzednia edukowała i pomagała to doświadczenie zdobyć z korzyścią dla kolejnej pracy.
Zawsze po drodze, człowiek się uczy, a moje „po drodze” trwa już dobrych kilkanaście lat, i ciesze się, że to procentuje.
Natomiast inspirowanie różnorakich działań jest projektowane i w pewnym sensie narzucane przez strategów z MSZ czy Ministerstwa Kultury. Projekty jesteśmy obowiązani realizować, ale także działać w sposób kreatywny – i takie jest moje zadanie, nie ukrywam, że zawsze cieszy fakt ktoś doceni nasze inicjatywy – przynosi to ogromną satysfakcję i inspiruje do dalszych działań.

– A teraz nieco prywaty, bo urzędnik tez człowiek .
Przy takim zaangażowaniu w prace, trudno nie przynosić jej czasem do domu.
Czy rodzina wspiera Pana w zawodowych działaniach, a może również osobiście bierze udział w Pana inicjatywach ?

-Zdecydowanie tak, co prawda obydwie córki są już samodzielne, natomiast zawodowo i prywatnie, są szczerze oddane sztuce, i oczywiście kibicują moim działaniom w tej sferze. Natomiast małżonka, prze lata pracowała w Muzeum Narodowym w Krakowie, była także związana z PWST w Krakowie, więc dobrze się w tej kwestii rozumiemy.

– Właśnie kończy się Pana 4-letnia kadencja na stanowisku Konsula Generalnego RP w Edynburgu.
Jak ocenia pan te lata.?

-To były bardzo intensywne lata, dużo się zdarzyło, zarówno w sensie politycznych przemian , jak i samej dynamiki działań zewnętrznych placówki konsularnej w Edynburgu.
Koło historii zaczęło się toczyć dość szybko, wymuszając odpowiednią reakcję. Same kontakty z tutejszymi władzami były bardzo potrzebne, pożyteczne i niejako oczekiwane przez samych Szkotów.
Miały miejsce wydarzenia o wymiarze światowym jak np. olimpiada, które przyciągały uwagę międzynarodowej społeczności do naszego kraju . Jak zawsze mam uczucie, że jest jeszcze parę rzeczy, które uda się zrobić, ale czas szybko zleciał, dlatego zostawiam mojemu następcy pewne rozpoczęte projekty, i jestem pewien , że będzie je z sukcesem kontynuował.

– Doświadczenie, zrozumienie środowiska, to wartość sama w sobie, z tej perspektywy, jakie rady skierowałby Pan do swojego następcy ?

-Daleki jestem od dawania komukolwiek rad, bo uważam, że każdy powinien działać w zgodzie z własną intuicja, jedyne czego mogę życzyć mojemu następcy, to żeby – po prostu – „ dał wszystkiemu radę” i sprostał wymaganiom tej specyficznej i odpowiedzialnej misji społecznej.

– Nie mogę nie zapytać o plany na przyszłość.
Nie będzie Panu brakowało tego pędu pracy, ludzi i nowych wyzwań ?

-Jak najbardziej, będę ciepło wspominał moich współpracowników i ludzi , których los postawił na mojej drodze. A co do pędu pracy, potrzebuje chwilkę oddechu i mam nadzieję , że uda się jeszcze coś zdziałać, ale już w Polsce.
Moje plany na najbliższą przyszłość, to powrót do rodzinnego Krakowa, zajęcie się działalnością akademicką i kształceniem nowych kadr dla dyplomacji.

-Dziękując za rozmowę, w imieniu czytelników magazynu „Emigrant”, życzę Panu spokoju, ale nie stagnacji, i wciąż dużo energii.

-Ja także dziękuję i pozdrawiam Rodaków i czytelników „Emigranta”.

Rozmawiała Anna Bator-Skórkiewicz