Żołnierze Wyklęci – wielcy, niezapomniani

0

Gdy w zimną noc z 3 na 4 stycznia 1944 roku Armia Czerwona w okolicach Rokitna przekraczała byłą polsko-radziecką granicę, mało kto przypuszczał że obce wojska pozostaną na naszym terytorium przez kolejne 49 lat. Po początkowej pozornej współpracy, szybko okazało się, że pomoc w wyzwalaniu kraju z rąk Niemców jest tylko pretekstem do realizacji innego celu – kolejnej okupacji. Jednak istnieli ludzie, którzy nie zgadzali się na taki stan rzeczy i to właśnie ich nazywano Żołnierzami Wyklętymi.

Kiedy czytamy wspomnienia żołnierzy z różnych organizacji niepodległościowych, wyłania się jasny obraz. Wielu z nich traktowało Rosjan jak kolejnego najeźdźcę. Właściwie zmieniły się jedynie nazwy – miejsce niemieckiego Wermachtu zajęła Armia Czerwona, jak wcześniej tajna policja Gestapo. Ta powtórka z historii była bolesna głównie dlatego, że represje wymierzono w żołnierzy, którzy przez sześć ostatnich lat zaciekle walczyli o wolność Polski.

Podobnie jak w obliczu niemieckiej okupacji, zaczęły powstawać lub przekształcać się oddziały, których główną siedzibą stał się las. To właśni tutaj znaleźli kryjówkę ludzie, którzy chcieli albo kontynuować walkę z komunistami, albo uniknąć śmierci w sowieckich łagrach za odmowę współpracy i za to, że wcześniej działali w organizacjach niepodległościowych.

Podziemie antykomunistyczne starało się przeprowadzać skuteczne akcje, polegające przede wszystkim na rozbrajaniu i likwidowaniu posterunków Milicji Obywatelskiej, siedzib i funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa czy agentów NKWD. Akcje te na ogół kończyły się sukcesem.

Leśni żołnierze, których władza ludowa nazywała bandytami, od września 1944 roku do końca roku 1945 przeprowadzili ponad 12 tysięcy akcji zbrojnych. Zginęło w nich 529 funkcjonariuszy UB i MO, 429 żołnierzy Armii Czerwonej i 303 żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Jednak zasadą nie było zabijanie schwytanych Sowietów. Dla większości żołnierzy partyzanckich działających w tamtym czasie była to ostateczność, do której posuwano się w trakcie walki. Schwytanego żołnierza najpierw rozbrajano, a później puszczano wolno, a tak zdobyta broń była bezcenna w dalszych walkach.

Sukces Sowietów w działaniach mających na celu schwytanie i powstrzymanie żołnierzy wyklętych wydawał się być przesądzony, bo przecież wszystkie działania Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego były wspomagane przez Armię Czerwoną i NKWD. A jednak się nie udawało i bardzo wiele rejonów w Polsce pozostawało pod faktyczną władzą partyzantów. Nie odstraszało ich nawet widmo natychmiastowej egzekucji bez żadnego sądu. Czy to więc oznaczało, że siły radzieckie były za słabe aby zapewnić skuteczną pomoc? Otóż nie, oddziały NKWD i Armii Czerwonej w Polsce były bardzo silne. W czerwcu 1945 roku spośród 35 pułków NKWD aż 15 znalazło się w Polsce. To nawet o 5 więcej niż w niemieckiej strefie okupacyjnej. Powodów niepowodzeń radzieckich powinniśmy raczej szukać w skuteczności sił naszego podziemia niepodległościowego.

Kiedy czyta się raporty wojskowe z tamtego czasu, mogą dziwić bardzo wysokie wskaźniki śmiertelności wśród Żołnierzy Wyklętych w walkach z komunistami. Istnieje racjonalne lecz bardzo drastyczne wytłumaczenie tego faktu. Wynikało to z powszechnej wśród NKWD-zistów praktyki, o której dowiadujemy się między innymi dzięki wspomnieniom łączniczki z oddziału Majora Kalenkiewicza w czasach bitwy o Surkonty. Pisała ona, że zaraz po zakończeniu walk Rosjanie robili obchód pola bitwy, a następnie leżących na nim Polaków, nawet tych lekko rannych, dobijali za pomocą bagnetów. Miało to odstraszać od wszelkich działań partyzanckich.

Bardzo wiele osób popierało działania podziemia antykomunistycznego i aktywnie je wspierało, np. po przez dostarczanie żywności, zapasów, czy zapewnianie noclegu. Natomiast w zamian wielu Żołnierzy Wyklętych utrzymywało porządek w lokalnych społecznościach i likwidowało bandytów. Oczywiście istniały wyjątki od tej reguły, ponieważ zdarzało się, że zdesperowane oddziały żołnierzy brutalnie wymuszały środki do życia. Kiedy indziej przestępcy upodabniali się umundurowaniem do partyzantów i korzystając z chaosu, tak właśnie uzasadniali swoją działalność. Jednak wiele z takich band powstało z inicjatywy komunistów, którzy tym samym chcieli zrazić ludność cywilną do leśnych żołnierzy i odciąć ich od pomocy.

Wspomagająca podziemie ludność płaciła ogromną cenę za każdą formę pomocy . Wystarczył jedynie ślad, aby rozpoczęło się długotrwałe śledztwo, często z użyciem bezlitosnych metod. Bywało, że nie była potrzebna żadna poszlaka, np. od 10 do 25 lipca 1945 roku, połączone oddziały Ludowego Wojska Polskiego, NKWD i Armii Czerwonej aresztowały, a następnie zamordowały 600 osób zaledwie podejrzanych o kontakty z partyzantami. Zbrodnia ta dzisiaj nazywana jest “małym Katyniem”.

Zastraszanie ludności było jedną z metod działania komunistów, ale niestety nie jedyną. Aby nakłonić żołnierzy podziemia do wyjścia z lasów, komuniści w sierpniu 1945 roku ogłosili amnestię. Udało się nawet zdobyć poparcie dla amnestii ze strony dowódców Armii Krajowej, wcześniej często aresztowanych przez Urząd Bezpieczeństwa. Ujawniło się wtedy, według rożnych szacunków, od 30 do 50 tysięcy żołnierzy podziemia. Oczywiście komuniści kłamali, bo zamiast obiecanej wolności oferowali represje, wyroki i egzekucje. Wobec jawnego złamania warunków umowy przez komunistów, wielu żołnierzy podziemia wróciło do leśnych oddziałów.

Pomimo pełnej koncentracji na zwalczaniu partyzantów, w gabinetach komunistycznych dygnitarzy wrzało. W samym tylko roku 1946, a więc już rok po amnestii, doszło do ponad 9 tysięcy zbrojnych akcji podziemia. Jednak w myśl zasady że kropla drąży skałę, komuniści i tak odnieśli pewne sukcesy. Od osób zgłaszających się w ramach amnestii uzyskali bezcenne informacje o sposobach działania partyzantów, a poza tym w ich szeregi wprowadzili wielu agentów i kolaborantów, którzy donosili władzom o każdym ruchu partyzantów. Oprócz tego, władza ludowa zadała jeszcze jeden dotkliwy cios, który podkopał morale Żołnierzy Wyklętych. Było nim sfałszowanie wyborów do Sejmu w 1947 roku, w których większość głosów zdobyły partie związane z komunistami. Władze zachodnich mocarstw uznały wynik tego głosowania, co tylko upewniło władzę ludową w pełnej bezkarności. Nic już nie stało na przeszkodzie do ostatecznego rozprawienia się z Żołnierzami Wyklętymi.

Wybory z 1947 roku miały jeszcze jedno znaczenie – nieoczekiwanie po nich ogłoszono następną amnestię. Miała być ona aktem łaski ze strony zwycięzców. Żołnierze po latach życia w konspiracji, często w nieludzkich warunkach, zaczęli ujawniać się ponownie, tym bardziej, że tracili nadzieję na lepszą przyszłość ze względu na ukonstytuowanie się władzy komunistycznej. Jak wtedy z nimi postępowano? Schemat działania zazwyczaj wyglądał bardzo podobnie. Parę tygodni po ujawnieniu były żołnierz otrzymywał wezwanie na komendę milicji. Tam dowiadywał się, że jest podejrzewany o działalność antypaństwową lub zatajanie informacji. Tak rozpoczęła się fala aresztowań za czyny tylko teoretycznie objęte amnestią, która okazałą się niezwykle skuteczna, bo w lasach pozostało zaledwie 2000 osób.

Dalsza walka właściwie była już przegrana. Z pamiętników Żołnierzy Wyklętych wynika, że wielu z nich chciało tylko umrzeć śmiercią żołnierza, a nie w katowniach bezpieki. Szeregi leśnych oddziałów kurczyły się z każdym dniem. Życie Żołnierzy Wyklętych, którzy zostali schwytani, najczęściej kończyło się w anonimowym grobie. Zanim tam trafili, byli poddawani okrutnemu traktowaniu za pomocą całego katalogu tortur. Po zakończeniu dochodzenia, do celi więźnia wchodzili funkcjonariusze władzy ludowej, a następnie, po pseudoprocesie trwającym często tylko minutę, wydawali wyrok śmierci. Aby jeszcze bardziej upokorzyć więźnia, na czas procesu sadzano go na toalecie, dlatego też Żołnierze Wyklęci nazywali takie procesy “kiblowymi”.

Zaledwie 19 lat od wkroczenia Armii Czerwonej do Polski potrzebne było na rozprawienie się ze wszystkimi Żołnierzami Wyklętymi. Wśród nich był między innymi rotmistrz Witold Pilecki, legenda Armii Krajowej. Przed egzekucją w trakcie ostatniego spotkania z żoną powiedział, że czas spędzony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu był igraszką przy katowni Urzędu Bezpieczeństwa. Pojmana i osądzona została też Danuta Siędzikówna pseudonim „Inka”, 18- letnia sanitariuszka piątej wileńskiej brygady Armii Krajowej, niesłusznie oskarżona o zabójstwo funkcjonariuszy UB i MO, brutalnie torturowana i ostateczne skazana na śmierć. Jej los podzielił Major Marian Bernaciak pseudonim „Orlik”, który bronił ludności cywilnej przed aktami przemocy ze strony Niemców i Rosjan, oraz podporucznik Anatol Radziwonik pseudonim „Olech”, legenda ruchu oporu na byłych polskich ziemiach wschodnich, który organizował ochronę ludności cywilnej przed komunistami, schwytany dopiero w 1949 roku.

Ostatnim poległym żołnierzem podziemia antykomunistycznego był Józef Franczak pseudonim „Lalek”, który został schwytany dopiero w 1963 roku przez połączone oddziały Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Dzisiaj trudno oszacować liczbę zabitych Żołnierzy Wyklętych. Z pewnością było ich zbyt wielu. Na szczęście powoli wraca pamięć o ludziach, którzy nie złożyli broni po wejściu Armii Czerwonej i do końca walczyli o prawdziwą niepodległość swojej ojczyzny.

1 marca został w Polsce ogłoszony Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, który celebrujemy jako święto narodowe. Ten dzień jest dla nas, żyjących dziś na emigracji, symbolem początków działań na rzecz przywracania Żołnierzom Wyklętym należnego im miejsca w panteonie narodowej pamięci.

Przysługuje im tytuł wyklętych, bo wyklęła ich powojenna władza, a ich niezłomność docenił Bóg i historia. Wrzuceni byli do ziemi jak kamienie pod fundament niepodległej Ojczyzny. W dniu święta Żołnierzy Wyklętych odbył się w Londynie już trzeci marsz ku ich czci. Podobne uroczystości odbyły się również w Dublinie, Bradford i Brighton. W tym ostatnim mieście pojawili się specjalni goście z Polski: mjr Czesław Sawicz „Horski” i kpt. Lech Rudziński „Goniec”, ostatni żyjący żołnierze Brygady Wileńskiej AK, którzy w lipcu 1944 roku brali udział w walkach o wyzwolenie Wilna. Obchody zorganizowała brytyjska i irlandzka Polonia.

Autor tekstu: Natalia Bator
Źródło zdjęcia: www.radioemiter.pl