Żegnaj Europo, witaj Ameryko

0

Rok 2017 obfituje w same niespodzianki. Choć czasy podbojów kolonialnych Wielka Brytania ma już dawno za sobą, to kraj ten tradycyjnie lubi pozostawać w centrum uwagi. Nie jest to wyłączną zasługą Brexitu. W tym przypadku chodzi też o relacje z nowym prezydentem USA i jego administracją.

Sprawa dotyczy głównie warunków handlowych. Rząd brytyjski jest przekonany, że posiada dużą siłę przebicia, Donald Trump natomiast obiecuje złote góry państwom, które będą chętne do podjęcia współpracy handlowej z USA. Weźmy zatem pod lupę to, co do zaoferowania ma każdy z zainteresowanych krajów.

W roku 2015 wartość usług i produktów wysłanych z Wysp do USA osiągnęła £100 mld funtów szterlingów. Dzięki takim relacjom handlowym, Ameryka to importer numer 2 – zaraz po Unii Europejskiej (£200 mld). Dwa olbrzymie rynki zbytu, dwa kanały pozwalające Wielkiej Brytanii utrzymywać się na wysokiej pozycji w świecie.

Zanim jednak rząd Theresy May wejdzie w stan rozanielenia, odsuwając Unię w kąt, przyjrzyjmy się kilku kwestiom, w których tkwi prawdziwy szkopuł. UK nie może zbyt szybko podpisać umów handlowych na produkty brytyjskie, gdyż od prawie pół wieku podlegała obostrzeniom unijnym pod względem produkcji, etykiety oraz standardów żywieniowych. Stąd też całkowity zakaz obejmuje np. szkocki rarytas – haggis. Z drugiej strony, USA posiada genetycznie zmodyfikowane uprawy produktów rolnych, które nie spełniają standardów unijnych. A to tylko jeden z wielu przykładów komplikacji.

Przeciwnicy UE byli głęboko przekonani, że Zjednoczone Królestwo jest zdolne ponownie wrócić na arenę międzynarodową przejmując pozycję lidera. Sęk w tym, że czasy piratów siejących postrach na morzach i ocenach już dawno się skończyły. Aby utrzymać pozycję, z którą liczą się przywódcy innych krajów, należy podjąć pełnowymiarową współpracę, osiągając kompromisowe porozumienia gospodarczo-ekonomiczne.

Monika Nowicka