Wybory prezydenckie to ogromny wydatek

0
Wybory prezydenckie będą nas kosztować 166,4 mln zł, w tym druga tura ok. 60-70 mln zł. A można tych kosztów uniknąć.

PKW na organizację wyborów prezydenckich zaplanowała budżet w wysokości 166,4 mln zł. Poprzednie wybory prezydenckie w 2010 roku kosztowały 107 mln zł, a wzrost kosztów zawdzięczamy przede wszystkim wzrostowi diet dla członków komisji wyborczych, które stanowią niemal połowę kosztów – 81,8 mln zł (druk kart do głosowania kosztuje zaledwie 9,2 mln zł).

Członkowie obwodowych komisji wyborczych za każdą turę w wyborach prezydenckich otrzymają: przewodniczący komisji – 200 zł (165 zł w 2010); zastępcy – 180 (150 zł w 2010); członkowie komisji – 160 zł (135 zł w 2010). I trudno krytykować PKW za ich podniesienie, bo przez 5 lat zarówno płace, jak i ceny wzrosły.

Według szacunków Krajowego Biura Wyborczego z tych wszystkich kosztów na drugą turę przypada ok. 60-70 mln zł. A można by ich uniknąć, gdyby zmienić system głosowania. Interesującą alternatywą jest tzw. ordynacja preferencyjna. To system stosowany w wielu krajach anglosaskich. Polega na tym, że możemy głosować na więcej niż jednego kandydata, ale z zachowaniem preferencji tych głosów.

W I turze głosujesz też w II turze

Na karcie wyborczej zamiast stawiania krzyżyka w jednej kratce wpisujemy rangę, którą nadajemy kandydatowi. Przy najbardziej preferowanym przez nas kandydacie wpisujemy 1, przy drugim w kolejności 2, przy trzecim 3 itd. Możemy w ten sposób zagłosować na kilku kandydatów, a nasz głos ciągle jest ważny, nawet jeśli kandydat z rangą 1 przepadł.

Jak wtedy liczy się głosy? Na początku bierze się pod uwagę tylko głosy z najwyższą rangą, czyli 1. Po ich podsumowaniu z rywalizacji odpada kandydat, który uzyskał najmniej głosów. Wtedy ponownie analizuje się karty, z których został oddany na niego głos i zlicza głosy z rangą 2. Proces ten jest powtarzany aż do wyłonienia zwycięzcy.

Wadą tego systemu jest długi czas liczenia głosów, ale można go wyraźnie skrócić zmniejszając liczbę rang np. do dwóch. Wtedy komisje mogą podliczyć głosy od razu, łącznie dla obu rang. Resztę pracy wykona system informatyczny (o ile da radę). Innym rozwiązaniem dostosowującym ordynację preferencyjną do polskich warunków byłoby przeniesienie wyborów na sobotę, co dałoby czas komisjom na kolejne tury liczenia głosów w niedzielę.

Najważniejsze, że druga tura nie jest konieczna. To obniża koszty wyborów, a także pozwala wyborcom lepiej zadysponować swoim głosem. Kiedy bowiem głosujemy według systemu preferencji, nasz głos jest trudniej „zmarnować”. To rozwiązanie, które można także stosować w jednomandatowych okręgach wyborczych, eliminując ich główną wadę – niską reprezentatywność zniechęcającą do głosowania.

Zaletą tego rozwiązania jest także łatwość jego wprowadzenia. Nie wymaga bowiem zmiany Konstytucji, a jedynie ustawy.

Źródło: Onet.pl
Zdjęcie: TVN 24