Something went wrong with the connection!

Magazyn Square

Turysta (nie)mile widziany?

Turysta (nie)mile widziany?

Turysta (nie)mile widziany?
Czerwiec 13
11:01 2017

W najpiękniejszych miastach Europy mają już dosyć turystów. Jasne, nadal kochają ich portfele, wypchane dolarami, jenami i euro. Po staremu mają dla nich serdeczne „welcome”, wystudiowany uśmiech, widokówki, t-shirty i pamiątkowe magnesy. Coraz bardziej im jednak przeszkadza hałas, spaliny, tłok na ulicach, sterty śmieci, sztucznie wywindowane ceny, zaglądanie do okien i notoryczny brak prywatności. Dlatego coraz więcej miast decyduje się na przymknięcie drzwi ciągającym do nich rzeszom turystów. Ograniczenia wprowadziły już Barcelona, Wenecja, Rzym i Dubrownik. Kto będzie następny?

Tłok, hałas i drożyzna. To wszystko wina turystów

Mieszkanie w takim miejscu jak Rzym, czy Barcelona przypomina stary dowcip o zimie, mieszczuchu i domku w górach. Pierwszego dnia pobytu jest cudownie – sypiący non stop śnieg przykrywa wszystko wokół warstwą białego puchu. Poezja (w wersji miejskiej ową cudowność zapewnia Gaudi i Michał Anioł, Koloseum i Sagrada Familia, La Rambla oraz Plac św. Piotra). Po tygodniu nadal jest fajnie, choć pierwotny zachwyt gdzieś jakby się ulotnił. Po dwóch sytuacja zaczyna być nieco nużąca, po trzech irytująca, a po miesiącu widok sypiącego śniegu (odpowiednio: tłumu zakochanych w Gaudim, Michale Aniele i wszystkich tych zabytkach i dziełach sztuki) zaczyna wywoływać spazmy i doprowadzać do furii. Górska zamieć o tyle jest jednak łatwiejsza do zaakceptowania, że nie trwa przez cały rok. A nalot turystycznej stonki na takie miejsca jak Wenecja, Rzym, czy Barcelona – owszem.

W ubiegłym roku stolicę Katalonii odwiedziło 17 mln turystów (jeszcze w roku 2014 gości było „zaledwie” 7,5 mln), co oznacza, że na jednego mieszkańca tej metropolii przypadało ponad dziesięciu przyjezdnych. – W takich dzielnicach jak Barceloneta mieszkańcy mają dosyć ekscesów turystów, głównie Brytyjczyków, którzy nadzy wchodzą do sklepów i wymiotują na ulicach. Niezadowoleni są też mieszkańcy dzielnicy, w której znajduje się park Guell. Oni już go stracili, nie mogą tam spokojnie chodzić na spacery, a na dodatek eksperci bija na alarm, że degradacji ulega słynna ceramika Gaudiego.

Barcelończycy narzekają, że ich miasto to już tylko park tematyczny –mówi mieszkająca niedaleko Barcelony Kasia. Jak dodaje życie wród tłumu turystów jest nie tylko męczące, ale także drogie. Ceny wszystkich produktów są bowiem ustawione pod gości. Szczególnie dotyczy to mieszkań. – W Barcelonie brakuje już mieszkań do wynajmu dla normalnych ludzie, a ceny są nieproporcjonalne do jakości. Właściciele wolą wynajmować mieszkania turystom i za tydzień zgarnąć 1000 euro niż wynająć komuś na cały rok – tłumaczy nasza rozmówczyni.

Limity, zakazy, bilety. Tak będzie w Barcelonie, Rzymie i Dubrowniku

Jest oczywiście i druga strona medalu. Uciążliwi goście zapewniają tysiące miejsc pracy w gastronomii, handlu i usługach, wydając każdego dnia ok. 18 mln euro. Dość powiedzieć, że wpływy z turystyki stanowiły w 2014 roku 14 procent budżetu Barcelony. – Ludzie zdają sobie sprawę z tego, ze turyści to ogromna kasa dla miasta, ale jednocześnie część osób ma już dość, bo czuje, ze traci własne miasto – mówi Kasia. I władze miasta najwyraźniej dały posłuch tej drugiej części, bo w styczniu podjęły decyzję o całkowitym zakazie budowy nowych hoteli w centrum miasta i wprowadzeniu ograniczeń dla takich inwestycji w strefie przylegającej do śródmieścia (bez przeszkód można je budować w dwóch pozostałych, bardziej odległych od centrum strefach).

Pomysł nie jest nowy – kilka lat temu zakaz budowy nowych hoteli wprowadzono na berlińskim Kreuzbergu. Zadecydowano też o kilkakrotnym zwiększenie liczby inspektorów, którzy będą sprawdzać, czy wynajmujący turystom mieszkania czynią to legalnie. Wszystko po to, aby chociaż trochę przerzedzić szeregi zadeptującej Barcelonę„stonki”. Dokładnie z tego samego powodu władze Dubrownika zadecydowały, że od tego sezonu za murami starego miasta będzie mogło przebywać nie więcej niż 8 tysięcy odwiedzających dziennie. Jeżeli ta liczba zostanie przekroczona (od 1 kwietnia na bieżąco monitorują to kamery z licznikami – wyniki pomiarów są dostępne na stronie dubrovnik-visitors-development.azurewebsites.net/), to wstęp na teren starówki zostanie wstrzymany. Ograniczenie nie będzie dotyczyć jedynie osób, które wcześniej (co najmniej z jednodniowym wyprzedzeniem) zarejestrują swoją wizytę.

Jak podały chorwackie media, pierwszego dnia liczenia turystów – w ciągu zaledwie trzech godzin – kamery odnotowały ponad 2 tysiące gości wchodzących na dubrownicką starówkę. Biorąc pod uwagę, że działo się to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu turystycznego, można podejrzewać, że latem część osób planujących odwiedzić to miejsce niemal na pewno zostanie odprawiona z kwitkiem. Z utrudnieniami niebawem będą musieli liczyć się też goście wybierający się do Rzymu. Od stycznia przyszłego roku turystyczne autokary nie będą mogły bowiem wjechać do ścisłego centrum stolicy Włoch, a poruszanie się w „dozwolonej” strefie będzie kosztować aż cztery razy drożej niż do tej pory!

Rzym nie jest zresztą jedynym włoskim miastem, w którym turyści stają się powoli „persona non grata”. Nad wprowadzeniem jakiejś formy ograniczeń zastanawiają się również władze Wenecji. Na razie zadecydowały o liczeniu gości w najbardziej atrakcyjnych punktach miasta i umieszczaniu tych danych w mediach społecznościowych, co – jak zakładają inicjatorzy tego rozwiązania – ma w momentach największego zatłoczenia zniechęcać kolejnych chętnych do udawania się w te miejsca. Bardziej promowane mają być też położone dalej od centrum atrakcje, ale jeśli to nie pomoże i sytuacja nie ulegnie zmianie, to urzędnicy nie wykluczają wprowadzenia w przyszłości biletów wstępu na plac św. Marka.

A może tak nie pchać się tam, gdzie wszyscy?

Reasumując, zwiedzanie przynajmniej kilku spoĞ ród najbardziej atrakcyjnych turystycznie miast Europy niebawem stanie się trudniejsze i droższe. Czy to zniechęci do ich odwiedzania? Tego dowiemy się pewnie ze dwa – trzy lata. Statystyki za obecny sezon mogą paradoksalnie pokazać nasilenie się ruchu turystycznego, bo być może wiele osób będzie chciało odwiedzić wspomniane miasta przed wejściem w życie nowych przepisów (przypadek Rzymu), bądź obawiając się, że to dopiero początek ograniczeń (przypadek Wenecji).

Hotelarze z Barcelony chyba obawiają się czarnego (dla nich) scenariusza, bo zapowiedzieli, że będą starali się zablokować w sądzie wprowadzone przez władze miasto regulacje. Ogólnego trendu jednak raczej nie odwrócą. W tym kontekście zatem, planujący wakacyjne wojaże muszą przeprowadzić swoisty bilans zysków i strat. Czy aby na pewno mają ochotę ścigać się z czasem i tłumem chętnych do wejścia na dubrownicką starówkę, bądź nerwowo zaglądać na facebooka, sprawdzając ile już osób tłoczy się na placu św. Marka w Wenecji? Może przełożyć sobie urlop na jesień, kiedy tłumy turystów nieco się przerzedzają? A może w ogóle zmienić priorytety? Odpuścić sobie takie oczywistości jak Barcelona, Dubrownik, czy Rzym (które tak, czy inaczej będą zatłoczone) i poszukać choć trochę mniej popularnych (czytaj: zadeptanych) miejsc?

Macedońska Ochryda, rumuńska Sighisoara (z domem, w którym przyszedł na świat prawdziwy Vlad Drakula), Czeski Krumlow (w 2012 r. światowa Federacja Dziennikarzy i Pisarzy Turystycznych uznała to miasto za najciekawsze z punktu widzenia turystyki miejsce na świecie), gruzińskie Signagi, hiszpańskie Albarracín, czy francuskie Amiens z imponującą, gotycką katedrą.

To tylko pierwsze z brzegu, bardzo subiektywne, propozycje dla tych, którzy chcieliby stworzyć sobie własną trasę wakacyjnych podróży. Może ktoś z Was się skusi?

Krzysztof Kruk

Tekst pochodzi z najnowszego, czerwcowo-lipcowego numeru Magazynu Square.pl. Czy zdobyliście już własny egzemplarz? Wersja online TUTAJ

Share

Powiązane Artykuły

Polub nas na FB

Krzyżówka Luty nr 14

Kursy walut

Kursy walut w eGospodarka.pl
Notowania
23-10-2017
Kurs
( PLN )
Zmiana
EUR 4,2359 - 0,22%
GBP 4,7520 + 0,63%
USD 3,6061 + 0,26%