„Telegraph”: Bezrobotni imigranci zapełniliby miasto wielkości Bristolu

0

Brytyjski dziennik bije na alarm informując, że bezrobotnych imigrantów w wieku produkcyjnym jest na Wyspach tak dużo, że mogliby stworzyć własne miasto.

Jeden na siedmiu z 2 733 000 imigrantów z Unii Europejskiej w wieku 16-64 lat (łącznie 390 tys.  osób) jest bezrobotny lub nieaktywny zawodowo – pisze Gordon Rayner dla The Telegraph.

Steven Woolfe odpowiedzialny za kampanię ws. Brexit stwierdził, że dane te wskazują na potrzebę zamrożenia migracji pracowników niewykwalifikowanych  zaraz po opuszczeniu struktur Unii Europejskiej:

Jesteśmy w pełni świadomi korzyści, jakie przynoszą obywatele UE Wielkiej Brytanii – i chcemy utrzymać napływ wykwalifikowanych pracowników – ale ludzie na ulicy mogą być zaniepokojeni  faktem, że tak wielu obywateli Unii – potencjalnie domagających się świadczeń socjalnych  (…) pozostaje bez pracy.

UK imigracją stoi

Badanie ONS wykazało, że w niektórych sektorach imigranci stanowią nawet 10 proc. ogółu siły roboczej. To pokazuje z kolei, że ograniczenia w swobodnym przepływie osób – które rząd chce wprowadzić dla obywateli Unii Europejskiej – będą stanowiły dla kraju prawdziwe wyzwanie.

W sumie w Wielkiej Brytanii zatrudnionych jest 3,4 mln osób z zagranicy. 2,2 mln spośród nich to obywatele Unii Europejskiej. 1,2 – przybyli spoza Europy.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

W połowie ub. r. Daily Mail grzmiał nad tym, że wskaźnik zatrudnienia wśród obywateli Unii Europejskiej zamieszkałych w UK jest wyższy, niż wśród Brytyjczyków. (odpowiednio 85,9% do 80,9%) Redaktorzy gazety ubolewali wówczas, że statystyka jasno wskazuje na dyskryminowanie rodzimych mieszkańców Wysp (sic!)

Prawdą jest, że pokazywanie samych liczb niewiele mówi o istocie problemu, a wszystkimi danymi można manipulować. To, że kilkanaście procent imigrantów nie pracuje, nie znaczy jeszcze, że nie przynosili, nie przynoszą, lub nie będą oni przynosić Wielkiej Brytanii korzyści.

Trudno wyobrazić sobie bowiem, by do pracy chodziły kobiety z maleńkimi dziećmi, chorzy, czy niepełnosprawni (którzy mogli nabyć swe schorzenia już na Wyspach – a wobec tego mają pełne prawo, by korzystać z pomocy systemu, na funkcjonowanie którego sami pracowali!)

Czasem można więc odnieść wrażenie, że Brytyjczycy chcieliby „zjeść cukierek i mieć cukierek” – czyli jednocześnie czerpać z siły roboczej cudzoziemców, ale nie ponosić z tego tytułu żadnych kosztów. A tak się po prostu nie da!

Krzysztof Mielnik-Kośmiderski