Tajemnica Clydebank Blitz

0
Żołnierze na Piorunie, rok 1940. Fot. Public Domain

W marcu obchodzimy 77 rocznicę tragicznego w skutkach bombardowania przedmieść Glasgow – Clydebank Blitz. Dwie tragiczne noce poprzedzone były wieloma niepokojącymi zbiegami okoliczności…

Już pod koniec 1940 roku, w celu zmniejszenia strat, dowództwo Luftwaffe przyjęło taktykę nocnych nalotów. W nocy 13 marca 1941 roku, 260 bombowców niemieckich zaatakowało stocznie i fabryki amunicji na przedmieściach Glasgow. Samoloty nadlatywały falami przez 9 godzin, tysiące bomb zapalających, zostało zrzuconych na nieprzygotowane do obrony miasto.

Na szczęście w dokach remontowych stoczni Johna Browna stał zakotwiczony polski niszczyciel „ORP Piorun”, dowodzony przez kapitana Eugeniusza Pławskiego. Polscy artylerzyści postawili ścianę ognia, który skutecznie zniechęciła Niemców do bombardowania okrętów, w rezultacie stocznia nie doznała większych zniszczeń. Jak zażarty był to bój niech świadczy choćby anegdota, którą w 1974 roku spisał Ian MacPhail. Otóż stugębna plotka głosi, że Polacy zestrzelili nad stocznią samolot, lotnik wyskoczył ze spadochronem i niefortunnie wylądował na pokładzie Pioruna. A nieszczęsnego lotnika polscy marynarze żywcem wrzucili do pieca. W rzeczywistości artylerzyści Pioruna nie zestrzelili tej ani następnej nocy żadnego bombowca niemieckiego, dwa zestrzelenia zaliczyli piloci brytyjscy.

 

Łączka i pomnik na cmentarzu Dalnotar, gdzie w zbiorowej mogile pochowano ofiary nalotów.

Efekt dwóch nocnych nalotów na Clydebank był porażający! W ciągu dwóch dni 528 osób zginęło w płomieniach lub pod ruinami, 617 było poważnie rannych. Z 12 tysięcy domów, jakie istniały wówczas w Clydebank, tylko 7 nie zostało uszkodzonych podczas nalotów! Tak poważne straty musiały zmusić do refleksji nad stanem obrony przeciwlotniczej. A było bardzo źle, pierwszej nocy oprócz Pioruna strzelała jeszcze bateria czterech dział 3.5 calowych w Duntiglennan Farm, ale już o drugiej w nocy skończyła się im amunicja. Następnej nocy do obrony dołączyła bateria czterech cięższych dział cal 4.7 cala w Auchentoshan.

Gdzie podziały sie samoloty stacjonujące na lotniskach w Renfrew i Prestwick? I tu zaczyna się zbieg przedziwnych wypadków i tajemnica! Aby zrozumieć co stało sie 13 marca, trzeba poznać niemiecką taktykę nocnych nalotów. Do naprowadzania nocnych bombowców Niemcy używali specjalny emiterów fal radiowych, które zrzucali w dzień nad celem. W nocy w pierwszej fali leciały bombowce wyposażone w odbiornik sygnału, który naprowadzał je jak po sznurku. Zrzucały one bomby zapalające, aby rozświetlić cel dla kolejnych fal uderzeniowych. Naukowcy brytyjscy opracowali system zakłócania owych nadajników i kilkukrotnie wyprowadzili niemieckie naloty na mało zaludnione tereny wiejskie.

Pech chciał, że właśnie w marcu Niemcy unowocześnili swoje nadajniki, zmieniając częstotliwość sygnału. W rezultacie dowództwo obrony przeciwlotniczej postanowiło wypróbować nową taktykę walki nocnej. Aby nie razić ogniem obrony przeciwlotniczej swoich własnych myśliwców, nakazano lotnikom operowanie na pułapie 14 tys. stóp i wyżej, zaś wszystko do wysokości 12 tys. stóp miało być przestrzenią dla dział przeciwlotniczych. Strefa 12-14 tys. stóp miała być buforem. W rezultacie feralnej nocy 13 marca, poderwane już z lotnisk myśliwce zwyczajnie rozminęły się z nadlatującymi bombowcami które jakimś „cudownym zbiegiem okoliczności” nadlatywały na wysokości 13 tys. stóp.

Nie był to pierwszy „zbieg okoliczności” w okolicy Glasgow i nie po raz pierwszy pomyślano o „piątej kolumnie”. 3 marca spłonął doszczętnie budynek administracyjny na lotnisku w Prestwick. O tym, jakie ważne informacje „ulotniły” się z niego przed pożarem, nigdy się nie dowiemy. Dokładnie tydzień później spłonęła messa oficerska, nic więc dziwnego, że na lotnisku zamiast detektywów z lokalnej policji i strażaków pojawił się detektyw inspektor Donald Fish ze Scotland Yardu z jednostki współpracującej z Mi5. Co ustalił ten specjalizujący się w sprawach lotniczych detektyw tego nie wiemy, ale nie była to jego pierwsza wizyta i sprawa dotycząca dywizjonu 602 aktualnie stacjonującego w Prestwick…

Plac Solidarności – tablica pamiątkowa

PuWszystko zaczęło się od przymusowego wodowania Gingera Whalla, któremu odmówił posłuszeństwa Spitfire niedaleko Bognor. Kiedy 18 sierpnia wyciągnięto z wody maszynę było jasne, że nadaje się tylko na złom, ale wiele cennych części i surowców można będzie odzyskać. Ramę samolotu i wiele części rozebrano na miejscu, zespół napędowy w tym silnik wysłano do małej firmy w Bewlper (w Derbyshire).

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności firmę prowadziło kilku byłych górników, w czasie rozbiórki zbiornika paliwa zauważyli na nim ślady galaretowatej substancji która rozpoznali od razu, Gelignite środka wybuchowego bazującego na nitroglicerynie. Całość wkrótce trafiła do laboratorium Rolls-Royce, gdzie inżynierowie firmy rozebrali silnik na czynniki pierwsze, diagnoza była porażająca, ktoś wrzucił kilkanaście lasek dynamitu do baku Spitfire’a, łącznie 3,5 kg! Szczęśliwie dla pilota substancja osiadła na ścianach zbiornika i nigdy nie dotarła do komory spalania!

Detektyw Fish chciał oczywiście przesłuchać Gingera Whalla niestety zginał on kilka tygodni po przymusowym wodowaniu. Detektyw nie ustalił też za wiele w Sussex, postanowił zatem odwiedzić Drem (na wschód od Edynburga) gdzie rozpoczął swoją służbę feralny Spitfire. W okolicach Drem znajdowało się wówczas wiele czynnych kopalni i kamieniołomów potencjalnego źródła Gelignite. Analiza składu chemicznego substancji wskazała jednoznacznie producenta materiału wybuchowego Nobel Company. Co więcej detektyw Fish ustalił, że dokładnie ten typ wyprodukowano w oddziale firmy w Ayrshire z przeznaczeniem dla specjalnej jednostki operującej w Norwegii.

Innym odbiorcą feralnej partii była jednostka Home Guard w Kornwalii, wciąż posiadająca na stanie 7 kg materiału. Ponieważ pechowy Spitfire nigdy nie był w Norwegii ani w Kornwalii, sabotażysta musiał operować w Szkocji najpewniej na wschodnim wybrzeżu.

Historia prawdziwego „Igły” jest o wiele bardziej pasjonująca niż ta opisana na stronach powieści Kena Foleta, a jak było na prawdę nie dowiemy się zapewne nigdy. Archiwa Brytyjskie zostały utajnione najpierw na 50 lat, a następnie klauzula jest regularnie przedłużana jak w sprawie katastrofy na Gibraltarze, gdzie zginał gen. Sikorski.

Artykuł oparty jest na książkach: Douglasa McRobertsona, Lions Rampant, The story of 602 Spitfire Squadron oraz Iana MacPhaila, The Clydebank Blitz.

Autor: Paweł Porański