Szkocja tajemnicą stoi

0

Gdy zanurzymy się w historii Szkocji, niemal od razu natkniemy się na opowieści o nawiedzonych miejscach, lochach pełnych trupów i niewyjaśnionych zgonach. Nadejście jesieni stanowi doskonały moment na przypomnienie kilku historii, od których aż cierpnie skóra.

Most psich samobójców

Znajdujący się w pobliżu szkockiego Dumbarton most Overtoun powstał w 1885 r. wg projektu H.E. Milnera. Położona w zacisznym miejscu budowla zyskała międzynarodowy rozgłos jako miejsce, w którym z niewyjaśnionych przyczyn swój żywot zakończyło kilkadziesiąt psów. Począwszy od lat 50 XX w. na przestrzeni lat dziesiątki czworonogów zabiło się skacząc przez balustradę mostu wprost w 15-metrową przepaść.

Eksperci próbujący dociec przyczyn zachowania psów, przez dłuższy czas bezradnie rozkładali ręce. W końcu wskazali na możliwość wabienia ich przez zapach moczu norek, które miały żerować pod mostem. A jednak, w 2014 r. John Joice – myśliwy mieszkający w okolicy od pół wieku – obalił tę teorię twierdząc, że z całą pewnością na tym terenie nie ma ani jednej norki, a przyczyna psich samobójstw musi leżeć gdzie indziej. Gdzie? Tego nadal nie wie nikt.

Jedno ze stanowisk zakłada, że psy skaczą z mostu na znak współodczuwania smutku swych właścicieli. Dumbarton często wybierane jest w plebiscytach na jedno z najbardziej depresyjnych miejsc do życia w Zjednoczonym Królestwie. Nierzadkie są również głosy wskazujące na tamtejszą obecność  sił nieczystych.

W 1994 r. Kevin Moy zabił zrzucając z mostu swojego 2-tygodniowego synka stwierdziwszy, że był on wcieleniem diabła. Zdarzenie to jeszcze bardziej umocniło złą sławę tego miejsca.

Miasto udręki

Edynburg uchodzi za jedno z najbardziej nawiedzonych miast świata. Nie bez powodu. Starówka  – choć piękna – wprost roi się od miejsc, które bywały świadkami ludzkich tragedii. Zacznijmy od urokliwego parku Princes Street Gardens, dzielącego wzgórze zamkowe od najbardziej obleganej ulicy miasta. Dziś miejsce tętniące zielenią, w którym swe przeznaczenie znalazł chociażby pomnik bohaterskiego niedźwiedzia Wojtka. Przed setkami lat, po tym gdy wyschło jezioro Nor Loch – bagnisko pełne ścieków odprowadzanych ze wzgórza.

To właśnie tutaj ówczesne sądy sprawdzały swoje podejrzenia wobec czarownic. Kobiety oskarżane o konszachty z diabłem wrzucano do wody. Ich utonięcie traktowano jako dowód niewinności. Wypłynięcie na powierzchnię – potwierdzenie zarzutów i tak skazujące na pewną śmierć. Szacuje się, że w ten sposób z życiem pożegnało się tu ponad 300 osób. Bagnisko pochłonęło zresztą znacznie więcej ludzkich istnień, będąc miejscem licznych egzekucji przestępców, a także samobójstw i zabójstw. Dopiero w XVIII w.  teren osuszono i zamieniono w park.

Miejscem, które miało stać się niemym świadkiem niezliczonych ludzkich tragedii, jest Mary King’s Close. Jak można dowiedzieć się w trakcie organizowanych w stolicy „wycieczek z duchami”, historia uliczki sięga XVII w. Ze względu na unoszący się smród z kominów i rynsztoków, Edynburg przezywano wówczas „Starym Kopciuchem”. Brak elementarnej higieny sprzyjał szerzeniu się chorób, co sprowadziło na miasto epidemię dżumy. Za wylęgarnię choroby uznano skupisko najbiedniejszej warstwy społecznej, zebrane wokół Mary King’s Close. W 1644 r. podjęto decyzję o odcięciu uliczki od miasta poprzez zamurowanie jej z obu stron. Kwarantanna w istocie skazywała kilkuset tamtejszych mieszkańców na śmierć. Gdy po roku odmurowano wejście, znaleziono ok. 600 ludzkich ciał w stanie rozkładu i wiele padłych zwierząt. Lęk przed zarazą sprawiał, że nikt nie chciał zająć się pochówkiem zmarłych. Ostatecznie dobrze opłaceni rzeźnicy zajęli się cięciem trupów na mniejsze części – tak, by możliwym stało się ich przetransportowanie i pochowanie w masowym grobie.

Turyści odwiedzający Mary King’s Close nierzadko doświadczają dziwnych doznań. Jednym z najczęstszych są zasłabnięcia i omdlenia. Wiele relacji opisuje obecność ducha dziewczynki płaczącej za zgubioną lalką, czy cieni zwierząt, które zostały pozbawione głów. Miejsce to uchodzi za jedno z najbardziej nawiedzonych na świecie, co przy jego historii specjalnie dziwić nie może.

Duch królowej

Tragiczny życiorys Marii I Stuart zapisał ją w historii jako najbardziej znaną szkocką monarchinię. Maria, która urodziła się 8 grudnia 1542 r. była córką Jakuba V i jego francuskiej żony – Marii de Guise. Królową Szkocji została mając zaledwie 6 dni. Szkocko-angielskie niepokoje, w czasie których dorastała sprawiły, że w wieku 5 lat trafiła do Francji. Gdy dojrzała do małżeństwa, poślubiła Franciszka II Walezjusza, na krótki okres zostając królową Francji. Śmierć męża odwróciła dobrą kartę. Powrót w ojczyste strony stwarzał zagrożenie dla władzy Elżbiety I, dlatego Maria przez wiele lat pozostawała w uwięzieniu. Z zaufanymi ludźmi kontaktowała się jedynie za pomocą tajnych listów.

Nieudany spisek, mający na celu zgładzenie królowej Elżbiety, doprowadził 45-letnią kobietę na szafot. Jak donoszą źródła historyczne, „kat uderzał w szyję Marii trzykrotnie, zanim pozbawił ją życia. Po wszystkim złapał odciętą głowę za włosy, które okazały się peruką, a sama głowa potoczyła się po podeście.”

Maria I Stuart nie opuściła wówczas tego świata w pełni. Przynajmniej jeśli wierzyć doniesieniom całej rzeszy ludzi, którzy na przestrzeni wieków widywali ducha królowej w różnych miejscach związanych z jej życiorysem. Wielu świadków zarzekało się, że widziało Marię w zamkach Stirling, Borthwick, Loch Leven, Craignethan…

Czy fakt, że królowa jest widywana w różnych miejscach świadczy o tym, że relacje o jej obecności są kłamstwem? Nie, jeśli wierzyć , że jej pojawianie się związane jest z kumulacją energii w miejscach, które były mocno związane z jej życiem. Jak tłumaczą parapsycholodzy, obecność Marii mogła wywrzeć tak silne piętno na niektórych miejscach, że w tym momencie widzimy nie tyle samą jej postać, ile projekcję wcześniejszej obecności, przebijającą do nas z zaświatów.

Pewne rzeczy dzieją się niezależnie od tego, czy udaje się nam je racjonalnie wytłumaczyć, czy nie. Możemy przechodzić obok nich ze wzruszeniem ramion. Przynajmniej do czasu, gdy ktoś – lub COŚ – niespodziewanie zapragnie dołączyć do naszej halloweenowej zabawy…