ŚLADAMI POLSKICH ZESŁAŃCÓW

0
syberia, wycieczki,
syberia, wycieczki,

Rozmowa z Panem Łukaszem Stachnikiem, organizatorem wypraw na Syberię.

-Dzień dobry. Czy może się Pan przedstawić? Czym się Pan zajmuje i skąd zainteresowanie tematyką zesłań i deportacji Polaków?

– Dzień dobry, nazywam się Łukasz Stachnik. Zajmuję się geografią, kończę doktorat na temat lodowców oraz ich wpływu na przyrodę. Syberią zainteresowałem się na początku moich studiów magisterskich, kiedy byłem członkiem Koła Geografów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kiedy zobaczyłem jak moi starsi koledzy jeżdżą po świecie, spełniają swoje marzenia o dalekich wyprawach, ja także chciałem realizować swoje plany, i tak to się zaczęło.
-Proszę opowiedzieć, czy były jakieś trudności podczas przygotowań do wyprawy na Syberię w 2011 roku?
– Tak. Największą trudnością, kiedy jechałem na Syberię w 2011 roku, było przede wszystkim to, że nie wiedziałem, gdzie dokładnie mam jechać. Te miejsca już nie istnieją na mapach. To jest zapomniana część historii. Można je tylko zobaczyć korzystając z układu topografii, rzeźby, rzek. Patrząc na ten układ, słuchając wspomnień ludzi, prosząc ich o narysowanie tego, co widzieli kilkadziesiąt lat wcześniej, tylko w ten sposób można się tam dostać. I to był główny problem. A druga rzecz, która była dla nas również ważna – chcieliśmy poznać ludzi, którzy znali ojca Bogusława i jeszcze żyją. Chcieliśmy się z nimi spotkać. Te wszystkie kontakty znikły, po wojnie wszystko się urwało. Na szczęście w Rosji dalej istnieją stowarzyszenia Polaków i patriotów, które wspierają ruchy i odnowę kultury, pomagają w odszukiwaniu śladów Polaków w historii Rosji. Takim właśnie poszukiwaczem historii naszych rodaków w Rosji była pani Wanda Selivanovska. Zarządzała ona stowarzyszeniem „Czerwone Maki” w Orenburgu. Jedynie pani Wanda mi odpowiedziała po wysłaniu wielu listów do innych stowarzyszeń polskich w Rosji. Dzięki jej pomocy odszukaliśmy ślady ojca Bogusława w archiwach w Orenburgu. Znaleźliśmy także osobę z którą Bogusław bawił się będąc na Syberii 70 lat wcześniej. Po 70 latach ponownie się zobaczyli.
– Czy było wielu chętnych na taką wyprawę?

– Akurat ta wyprawa była przygotowana dla pięciu osób, włącznie ze mną. Nikt z rodziny nie chciał się dołączyć, dlatego, że obawiali się trudności fizycznych, trudnej pogody i warunków. Obawiali się także Rosji, bo pamiętali tę Rosję z czasów, kiedy byli deportowani.
– Taka wyprawa to musi być duży wysiłek fizyczny, czy przygotowywał się Pan również trenując kondycję?

– Do tej wyprawy nie trenowałem aż tak bardzo, bo normalnie prowadzę bardzo aktywny tryb życia, więc to się wpisało w całość mojego treningu. Chodzę po górach zimą i latem, wspinam się na skałki podkrakowskie cały rok, a to zawsze wymaga dobrej kondycji fizycznej.
– Pakując plecak na taka wyprawę, czego absolutnie nie można zapomnieć?
– To jest trudne pytanie. My lecieliśmy samolotem, nadaliśmy bagaż, ale ten bagaż do nas nie przyjechał. Po tym wydarzeniu, przed wyprawą zostaliśmy zupełnie bez sprzętu. Ponowne skompletowanie potrzebnych rzeczy, po tej przykrej niespodziance polegało więc na dużej improwizacji. Trzeba było kupować wszystko w sklepach, w Rosji. Jendak zazwyczaj, jeśli się podróżuje na wyprawy, należy zdobyć możliwie dużo informacji o miejscu, gdzie się wybieramy, i na podstawie tej wiedzy się pakować. Dam taki przykład – jeśli się jedzie w obszary, gdzie wiadomo, że będzie się chodziło cały czas z plecakiem, zawsze trzeba mieć coś przeciwdeszczowego, bieliznę termoaktywną, polar. Latem ograniczamy liczbę garderoby. Na wszystkich wyjazdach bardzo ważny jest nóż – kiedy jesteś pod namiotem, zawsze go potrzebujesz żeby ukroić kanapkę, pozbierać jakiś opał, przygotować palenisko. Oczywiście zapałki, świeczka jest też dobrym pomysłem. Nie należy także zapominać, jeśli jedzie się na przykład na Syberię, o moskitierze.
– Proszę nam opowiedzieć o samej podróży, ile trwała i jaką trasą jechaliście?
– Cała podróż trwała 24 dni, w każdym dniu byliśmy w innym miejscu, cały czas się przemieszczaliśmy. Byliśmy zmęczeni tym, że zmieniały się warunki i ja, jako organizator, cały czas myślałem, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Byłem więc tym bardzo zmęczony, nastawiony na czujność. Zastanawianie się, czy wszystko gra, czy wszystko jest w porządku bywa bardzo wyczerpujące.
– Z pewnością niejednokrotnie mieliście okazję podziwiać piękno syberyjskiej przyrody. Jakie miejsca wywołały największe wrażenia?
– Największe wrażenie bez dwóch zdań wywołuje widok Bajkału. Bajkał, ogromne jezioro, coś niesamowitego, płynie się przez nie i płynie i nie można dopłynąć. Widać drugi brzeg, góry, które pomimo że duże, w oddali są niewielkie. To co piękne, to każdy nocleg nad Bajkałem, czy nad jakąś rzeką, w dziczy. Rozbijanie namiotu, rozpalenie ogniska, siedzenie, patrzenie, słuchanie szumu drzew i wody. To miejsca poza głównymi szlakami turystycznymi, gdzie można odetchnąć od całego ruchu, po prostu wsłuchać się w przyrodę.
– Czy może Pan opowiedzieć o miejscach, do których udało się Wam dotrzeć, ludziach, których spotkaliście i z którymi rozmawialiście?
– Udało nam się dotrzeć do celu, jaki zamierzyliśmy, czyli odnaleźć miejsce deportacji Bogusława Żukowskiego w czasie drugiej wojny światowej. Spotkaliśmy tam bardzo sympatycznych Rosjan z klubu górskiego w Krasnojarskim Kraju. Rosjanie mają takie podejście, że nawet gdy jest ciężko, pada deszcz, wszyscy są zmęczeni, dla nich jest „wsio normalna” , wszystko jest w porządku. Nie przejmują się rzeczami, które dla innych byłyby jakimś problemem. Rosjanie mają duży luz, z drugiej strony są bardzo otwarci, serdeczni. Bardzo lubią się spotykać, rozmawiać o historii, wspominać o tym, jak to kiedyś było. Zapraszają do siebie w gościnę, na spotkanie, na radość, potem śpiewają, graja na gitarach, bardzo lubią się spotykać ze wszystkimi, a szczególnie z ludźmi, którzy mają wspólne korzenie.
– Która z poznanych ludzkich historii wywarła na Panu największe wrażenie?

– Największe wrażenie oczywiście wywarła ta historia, na której opierał się cały wyjazd, czyli historia Bogusława. Ale jeśli chodzi o osoby poznane podczas wyjazdu, to był jeden Rosjanin o imieniu Wladimir, którego ojciec mieszkał w kołchozie „Nowoigorowka”. Obecnie jedyne co po nim pozostało, to ogromne pole, trawa, a na środku krzyż. Kiedy tam dotarliśmy, pewien bardzo zestresowany pan przyszedł do nas mówiąc, że dwadzieścia lat temu, kiedy był jeszcze dzieckiem, jego ojciec kazał mu spisać wszystkie osoby, które mieszkały we wsi. Dwadzieścia lat temu, pod krzyżem, zakopał butelkę, aby nie zginęła pamięć o ludziach, którzy tam mieszkali. Przyszliśmy tam razem i zaczęliśmy kopać. Wyciągnęliśmy tę butelkę, otworzyliśmy list i przeczytaliśmy wszystkie nazwiska osób, które mieszkały tam kilkadziesiąt lat wcześniej.
– Czy były jakieś niebezpieczne sytuacje podczas wyprawy?
Było kilka niespodziewanych sytuacji. Pierwsza, ta z bagażem, który nie doleciał, co trochę wytrąciło nas z równowagi. Druga sytuacja, w Buzułuku, kiedy już mieliśmy wracać w kierunku lotniska, ale jechaliśmy koleją, więc na dworcu kręciliśmy materiał filmowy. Złapało nas tam dwóch policjantów i powiedziało, że jest to nielegalne. Policjanci wykorzystywali argumenty o nielegalności, że filmuje się strategiczne obiekty, żeby ściągnąć z nas jakieś łapówki. Było dosyć nerwowo, gdyż film ten nagrywaliśmy we wszystkich miejscach, które odwiedzaliśmy – śladami Bogusława oczywiście,więc był to dla nas bardzo cenny materiał. Ci policjanci chcieli nam zarekwirować kamerę, ale na szczęście jakoś im to wyperswadowaliśmy.
Czy ma Pan swoją stronę internetową lub bloga, gdzie można zobaczyć zdjęcia z tej wyprawy?
– Mam imienną stronę na facebooku, na której często publikuję informacje na temat moich wypraw lub prezentacje, które przedstawiam.
– Czy planuje Pan może jakąś kolejną wyprawę?
Nie, obecnie nie planuję kolejnej wyprawy, teraz muszę skończyć doktorat. Ale marzą mi się podróże w różne miejsca. Chciałbym na przykład jechać do Etiopii. No i przede wszystkim chciałbym pojechać na Kamczatkę, Wyspy Aleuckie, Komandorskie, i Alaskę – wierzę że te marzenia się spełnią.
Z Panem Łukaszem Stachnikiem rozmawiał Szymon Dobrowolski, uczeń polskiej szkoły w Glasgow.