Skandal obyczajowy w brytyjskim rządzie

0
Westminster sex scandal Theresa May calls for 'culture of respect' by Marco Verch, (CC BY 2.0)

W ostatnim czasie w brytyjskich mediach zawrzało, a to na skutek informacji dotyczących nieobyczajnego zachowania się członków brytyjskiego parlamentu.
Szczegóły skandalu ujawnił tabloid „The Sun”. Na skutek tych sensacji ze stanowiska zrezygnował zamieszany w sprawę minister obrony Michael Fallon. To zapewne nie ostatni polityk, który straci stanowisko i dobre imię w związku z sex-aferą. 

A wszystko zaczęło się trzy miesiące temu w Los Angeles, kiedy jeden z „właścicieli Hollywoodu” Harvey Weinstein został oskarżony o molestowanie seksualne, a za nim wiele innych producentów, reżyserów i aktorów. Kamień uruchomił lawinę i dziś już około 12 mln kobiet jak świat długi i szeroki skarży się, że było nękanych przez swoich szefów.
Niestety w Wielkiej Brytanii sex skandal zwykle kończy się dymisją, i jest na to wiele dowodów. W Westminsterze zarzuty natury obyczajowej zawsze były traktowane poważnie. Zdrada małżeńska, nieobyczajne zachowania powodowały konsekwencje dyscyplinarne, a zdarzało się, że i karne, nie mówiąc już o szkodach wizerunkowych. Podobnie stało się i w przypadku sir Michaela Fallona, wielkiej postaci w brytyjskim politycznym establishmencie, ministra w czterech gabinetach, który na pierwszą wieść o jego nieobyczajnych zachowaniu, podał się do dymisji. 

Sam wyznał na łamach „The Sun”, że 15 lat temu wielokrotnie dotknął kolana dziennikarki Julii Hartley-Brewer, i choć ona sama oświadczyła publicznie, że „nie zamierza brać udziału w czymś, co przypomina polowanie na czarownice” i zapewniała, że są nadal przyjaciółmi, Fallon zrezygnował ze stanowiska. Po Pałacu Westminsterskim krążą wieści, że minister wybrał mniejsze zło, zapobiegając akcji wyciągania kolejnych szkieletów z szafy, czyli niejednego skandalu obyczajowego, którego w przeszłości mógł być bohaterem.  A potem posypały się doniesienia – The Times, Daily Telegraph – o innych przypadkach molestowania kobiet przez posłów Izby Gmin, a jeden dotyczy podobno aktualnego wicepremiera Damiana Greena. Miał nękać działaczkę konserwatywną Kate Maltby i podobno w zamian za usługi seksualne oferował jej szybki rozwój kariery. Brytyjskie media twierdzą, że lista podejrzanych o seksualne nękanie wydłużyła się do 40, a jest na niej i wiceminister handlu zagranicznego Mark Garnier, który poprosił swoją asystentkę o dokonanie dla niego zakupów w sklepie z gadżetami erotycznymi, oraz były minister ds. pracy i świadczeń socjalnych Stephen Crabb, który wysyłał do 19-letniej kandydatki na pracownicę w jego biurze poselskim niestosowne zdjęcia.

Na jaw wyszły informacje dotyczące szeregu kolejnych posłów z obu największych ugrupowań w Izbie Gmin – rządzącej Partii Konserwatywnej i opozycyjnej Partii Pracy. Gazeta „Mail on Sunday” opisała sprawę konserwatywnego deputowanego Chrisa Pinchera, który miał dopuścić się seksualnego zachowania wobec doradcy i byłego wioślarza olimpijskiego Alexa Story.

Partia Konserwatywna poinformowała o rozpoczęciu wewnętrznego śledztwa dotyczącego brytyjskiego posła polskiego pochodzenia Daniela Kawczyńskiego po tym, gdy telewizja Channel 4 oskarżyła go o to, że próbował umówić współpracowniczkę innej posłanki z bogatym biznesmenem i uzyskać z tego powodu korzyść majątkową.

Także Szkocka Partia Narodowa poinformowała, że prowadzi co najmniej dwa śledztwa w sprawie niewłaściwych zachowań wobec kobiet. W wyniku tego typu oskarżeń zrezygnował ze stanowiska szkocki minister do spraw opieki nad dziećmi Mark McDonald.

Theresa May, feministka z przekonania zaapelowała do szefów wszystkich partii o współpracę nad „systemowym zabezpieczeniem kobiet przed nękaniem seksualnym” i zapewne ta kooperacja będzie działała sprawnie. Dlaczego? Już od dawna na brytyjskiej scenie politycznej nie ma miejsca na sex afery. Jeśli taki skandal zostanie ujawniony- konsekwencje dla osób w niego zamieszanych są brutalne.

Przykład? We wrześniu 2013 roku konserwatysta wicemarszałek Izby Gmin Nigel Evans został oskarżony o molestowanie seksualne młodych mężczyzn. Natychmiast zrzekł się funkcji i został relegowany z partii. Stało się to już w momencie rozpoczęcia śledztwa – i choć ostatecznie został oczyszczony z zarzutów, nie wrócił ani na swoje stanowisko wicemarszałka, ani w szeregi partii, i do końca kadencji pozostał posłem niezrzeszonym.

Theresa May czyści system z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że sexual harassment niszczy reputację władzy, całego brytyjskiego parlamentu. To sprawa ponadpartyjna i, podobnie jak w aferach korupcyjnych, wszystkie ugrupowania działają razem. Chodzi o wspólnie wyznawane wartości, a ostatecznie o higienę, zdrowie moralne całego społeczeństwa. Poseł w Wielkiej Brytanii wciąż uchodzi za „role model”, wzorzec i tak ma pozostać. Poza tym w momencie ustaleń i realizacji Braxitu rozłam, czy też osłabienie rządu nie jest na rękę ambitnej Pani Premier, więc zapewne postara się szybko posprzątać ten bałagan nawet kosztem wymiany połowy rządu.

Autor: Anna Bator-Skórkiewicz