Różnice regionalne i wynik Brexitu

0

Miniony rok pozostawił po sobie niemałe zawirowania. Zarówno pod względem politycznym jak i geograficznym. Przedsmak tego, co wypełniało potem nagłówki gazet, pojawił się już przy okazji referendum o niepodległości Szkocji.

Potomkowie Celtów nie dają się i z tym większą zadziornością pokazują kolejnym pokoleniom anglosaksońskich najeźdźców, że czują się odmienni kulturowo, językowo oraz przede wszystkim, że różni ich pochodzenie etniczne. Aby zrozumieć różnicę pomiędzy północą, a południem Wielkiej Brytanii nie wystarczy zwyczajnie spojrzeć na mapę dwóch kolorów, które poróżniły Wyspy podczas kampanii Brexitu. Opanowany błękit stronnictwa pro-unijnego zalał niemalże całe południe, krwista i nieprzebłagana czerwień jątrzyła się na północy.

Czy jedynym wyjaśnieniem takiego rozmieszczenia topograficznego może być odległość od Londynu? Wielu tak też tłumaczyło rozłam w kraju. To jednak nie wszystko. Warto przeanalizować historię, sięgając po argumenty pochodzące z okresu najazdu na ziemie, na północ od Kanału La Manche, jakiego w 1066 roku dokonał Wilhelm Zdobywca.

Mamy do czynienia z dwoma etapami. Pierwszy to zakończony sukcesem najazd na Bogu ducha winny kraj wyspiarski. Tutaj wszystko potoczyło się wedle przewidywań: ofensywa znad morza, zdobycie ziem, grabienie i podporządkowanie ludności. Sukces na całej linii. Etap drugi to bunt mieszkańców. I to właśnie tutaj pojawił się problem. Buntowała się ludność z północy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Byli to mieszkańcy regionów dzisiejszych Midlands, Kumbrii, Scottish Borders oraz całej Szkocji, którzy etnicznie i kulturowo czuli większe pokrewieństwo do ludów z północy, czyli krajów skandynawskich.

Tego pokrewieństwa do Wilhelma Zdobywcy, Francuza z krwi i kości, nigdy nie poczuli.  Nie dziwi więc to, że te krainy oraz zamieszkująca je ludność, które najbardziej ucierpiały podczas najazdów, bez większych perswazji zagłosowały na „nie” wobec Unii Europejskiej.