Ptaki

0
ptaki, wiosna, felieton, dusza,
ptaki, wiosna, felieton, dusza,

 

Tak jakoś wiosennie i sympatycznie się zrobiło. Wiadomo, jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ale dwie, trzy, sześć czy osiem?
Zielono na dole, niebiesko u góry. A na tym chabrowym tle fruwają i fruwają. W wersji mini i w wersji makro.
Latadła duże i małe. Skrzydlate i pierzaste. Ptaszki, ptaki, ptaszydła. Od kolibra po bociana. Fakt, kolibry u nas nie występują. Za to tuż za płotem od kilku tygodni grasuje dużo stado rybitw. Prawie jak nad jeziorem.
Kilkanaście metrów dalej marszowym krokiem defilują bociany. Czyżby to skutek programu 500+, a może to efekt deszczowej, pełnej rechoczących żab wiosny? Biedne te bociany. Przynoszą dzieci i przynoszą, a nadal trwa demograficzny niż. Może sposobem na zwiększenie dzietności byłaby przemysłowa hodowla boćków? Więcej boćków, więcej dzieci?
Zaraz za polem jest staw. Taka prawdziwa ptasia melina. Dzikie kaczki, perkozy, łabędzie. Przy trzcinach dystyngowanym krokiem przechadza się czapla siwa. W drzewo bez opamiętanie tłucze dzięcioł. Rejwach i ptakoanarchia pełną gębą. A właściwie pełnym dziobem.
Za to rano i wieczorem odbywają się zawody śpiewacze. Szpaki, słowiki i czort wie, co jeszcze konkurują zawzięcie. Może na jakąś Eurowizję albo talent show się załapią?
„Wolny jak ptak”. To jedna z najbardziej wyświechtanych metafor stosowanych w tekstach piosenek. Wolny jak ptak, szybki jak wróbel. A może coś źle usłyszałem, bo odtwarzacz w samochodzie lekko mi zniekształca.
Wolne to były tzw. niebieskie ptaki. Tak za czasów PRL-u nazywano ludzi unikających pracy. Pracy, która wtedy była obowiązkowa. Jednak coś się przez te kilkadziesiąt lat zmieniło, prawda?
Oprócz niebieskich ptaków najbardziej popularnym rodzimym gatunkiem są sępy. Szczególnie często spotyka się je na różnych festiwalach rockowych. „Dorzuć do winka dwa zeta!”, „Mogę trochę piwa odlać”.
Sępy występują też w bardziej upierzonej, bogatej formie. Te nie zadowalają się już drobnymi. „O, płytę wydałeś, wyślesz mi prawda?”. „Chodźmy na obiad, tylko wiesz, zapomniałem portfela”. Wiem, to już piąty raz z rzędu.
Dziwne, ale zazwyczaj sępy są bogatsze od swoich ofiar. I zupełnie pozbawione poczucia wstydu.
Najtrudniej o prawdziwego orła. Przeciętność jest bezpieczna. Wielu świadomie wybiera żywot wróbla.
Wróbla albo kury. Obserwuję w mediach te wszystkie mataczenia związane z TTIP i mocno się dziwię. Jak łatwo sami (za pośrednictwem polityków) oddajemy swoją wolność w ręce koncernów. Sami z orłów zmieniamy się w kury. I to takie z chowu przemysłowego. Pozamykane w klatkach, faszerowane prochami.
Znowu przyleciały rybitwy. Trochę wnerwiają swoim wrzaskiem. Ale i tak im zazdroszczę umiejętności latania. Tak czasem chciałoby się zbić gdzieś wysoko w powietrze i polecieć jak najdalej stąd. Jak najdalej od tej męczącej codzienności. Od tej nienawiści, jadu, kłótni i histerii. Gdzieś do spokojnej, ciepłej i bezpiecznej krainy.
Tylko czy taka kraina istnieje?
Darek Dusza