Polska – wracać czy nie wracać? Oto jest pytanie!

0
EI-RJC Short Final by Graham Haley, (CC BY-SA 2.0)

Jest to pytanie, które bez wątpienia stawia sobie wielu Polaków mieszkających na Wyspach. Statystyki brytyjskich urzędów potwierdzają fakt, że od czasu, kiedy odbyło się referendum w sprawie Brexitu, saldo migracji jest ujemne, czyli więcej z nas wyjechało z UK niż przyjechało. Ale czy to istotnie wina samego „rozwodu z Unią”? Wszystko wskazuje na to, że przyczyn jest znacznie więcej, a Brexit jest tylko jedną z wielu.

Czy Brexit faktycznie tak bardzo straszy?

Od momentu słynnego referendum, często karmieni byliśmy przez media różnymi, niejednokrotnie mrożącymi krew w żyłach, zapowiedziami drakońskich rozwiązań, które zostaną wprowadzone po opuszczeniu Unii. Dowiedzieć się można było np. że Polacy nie posiadający brytyjskiego obywatelstwa od marca 2019 r. będą deportowani, a dla wszystkich obywateli naszego kraju zostanie wprowadzony restrykcyjny system wizowy.

Naturalnie, tego typu sensacje, w połączeniu ze zdarzającymi się sporadycznie aktami ksenofobii wobec naszych rodaków, wywoływały rodzaj „brexitowej psychozy”, która u części osób mogła przyczynić się do podjęcia decyzji o powrocie.

Z drugiej strony, te same rewelacje w wielu wypadkach odniosły zupełnie odwrotny efekt. HMRC zasypane zostało potężną ilością wniosków o nadanie brytyjskiego obywatelstwa. Już w pierwszym kwartale 2017 r. liczba Polaków aplikujących o „wyspiarski” paszport wzrosła prawie trzykrotnie!

Brexit zadziałał jak miecz obosieczny, jednych nakłaniając do opuszczenia Zjednoczonego Królestwa, natomiast innych do zapuszczenia tutaj korzeni na dobre. Dlatego główne przyczyny wpływające na decyzję o powrocie do kraju muszą być jednak inne, bo dane brytyjskich urzędów nie pozostawiają wątpliwości – jest nas na Wyspach coraz mniej.

Polaków zaczyna brakować… niemal wszędzie

Miniony sezon letni wywołał panikę wśród brytyjskich farmerów. W czasie zbiorów przyjechało aż o połowę mniej pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej – w tym zwłaszcza z Polski. Następną instytucją, która podniosła alarm była brytyjska służba zdrowia (NHS). Z opublikowanych przez nich danych wynika, że liczba pielęgniarek z Polski i innych państw naszego regionu, ubiegających się o angaż w UK, spadła o blisko 90%. Nie są to przypadki odosobnione. Jonathan Portes – profesor ekonomii londyńskiego uniwersytetu King’s College, po przeprowadzeniu analizy zatrudnienia w innych sektorach poinformował, że pracowników z Polski zaczyna brakować także w budownictwie, przemyśle i usługach.

Home Office i Oxford też alarmują

Dane Home Office wskazują na spadek liczby przyjezdnych z Polski. W 2016 r. i 2017 r., po raz pierwszy od momentu wejścia naszego kraju do UE, saldo migracji było ujemne, czyli więcej Polaków wyjechało z UK niż przyjechało – w stosunku do lat poprzedzających. Urzędnicy zaznaczyli też, że wynik za 2017 r. może być jeszcze gorszy, ponieważ dane za ostatni kwartał są nadal szacunkowe, natomiast wcześniejsze miesiące zdecydowanie sygnalizują tendencję wzrostową.

Kolejnym źródłem, które potwierdza to zjawisko, są badania Uniwersytetu w Oksfordzie. Opracowanie Instytutu Migracji zwraca uwagę m.in. na gwałtowny spadek liczby Polaków występujących o brytyjski numer ubezpieczeniowy (NIN), czyli warunek podjęcia legalnej pracy. Raport wskazuje, że w I kwartale 2016 r. było 40 tys. wniosków, natomiast w tym samym kwartale 2017 r. już tylko 26 tys. Jest to zarazem najniższy wynik od momentu, kiedy nasz kraj wstąpił do Unii.

„500+” i słaby kurs funta

Jako jeden z istotnych czynników, wpływający nie tylko na decyzje o powrocie, ale również na rezygnacje z planów emigracyjnych, jest program „500+”. Dla wielu osób rozważających wyjazd, działanie tego projektu socjalnego stało się ważnym argumentem przemawiającym za pozostaniem nad Wisłą.

Drugim, stricte ekonomicznym czynnikiem, jest znaczny spadek wartości funta. Wyniki czerwcowego referendum spowodowały drastyczne pogorszenie notowań pieniądza znad Tamizy. Osoby utrzymujące z brytyjskich zarobków swoje rodziny w Polsce, po wysłaniu ich do kraju i przewalutowaniu, po prostu zaczęły otrzymywać coraz mniejszą kwotę w złotówkach.

Jaka jest najlepsza decyzja dla rodziny?

Niezależnie od wielu omawianych tutaj aspektów, często bardzo istotnym czynnikiem jest chęć powrotu ze względu na rodzinę. Wiele osób, po latach emigracyjnych doświadczeń, dochodzi do wniosku, że nawet regularne wyjazdy z dziećmi do Polski – i na urlopy, i na święta – na dłuższą metę nie są jednak w stanie zastąpić roli jaką pełni m.in. więź dziadków z wnukami. Oczywiście technika nieco pomaga – w dowolnej chwili można porozmawiać, a nawet zobaczyć się z babcią, ciocią czy wujkiem za pośrednictwem np. Skype’a – jednak to ciągle nie jest to samo.

Z drugiej strony, rozterki rodzinne mogą też mieć inne oblicze. Fala tzw. „nowej emigracji” trwa już prawie 14 lat. W tym czasie wiele polskich dzieci, mieszkających w UK od najmłodszych lat bądź od urodzenia, oprócz więzi, którą czują z rodziną w Polsce, to tutaj chodziło do szkoły i to tutaj zawiązywało przyjaźnie. Zresztą, zarówno dzieci jak i dorośli, po tak długim okresie mogą czuć się też coraz mocniej zintegrowani ze swoją miejscową, brytyjską społecznością. W takich sytuacjach decyzja staje się bardziej skomplikowana.

Inne powody „za” i „przeciw”

Jedna z głównych przyczyn przemawiająca „za”, związana też ze słabszymi notowaniami funta, to zmniejszający się dystans pomiędzy polską a brytyjską ekonomią. Koniunkturę nad Wisłą bardzo dobrze oceniły właśnie dwie z największych agencji ratingowych – Fitch oraz Moody’s.

Arnaud Louis, główny analityk Fitch na Polskę, poinformował, że m.in. dzięki znaczącemu rozwojowi gospodarczemu, ograniczona została wysokość deficytu. W związku z tym podwyższono szacunek wzrostu PKB naszego kraju na 2018 r. – z 3,6% do 3,9%.

Dane te potwierdzają też badania prowadzone po drugiej stronie kanału La Manche. W marcu br. GUS opublikował analizę dotyczącą ostatniego kwartału 2017 r. – wzrost PKB w Polsce, po raz pierwszy od sześciu lat przekroczył 5%.

Z drugiej strony, „przeciw” przemawia po prostu przyziemna rzeczywistość. Nawet obecne dobre wyniki ekonomii, nie zmienią faktu, że przez ostanie dziesięciolecia Polska, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, nie była niestety „krainą mlekiem i miodem płynącą”. Zaległości tych nie da się tak szybko nadrobić. Zanim „przeciętny obywatel” zacznie naprawdę odczuwać poprawę w podstawowych kwestiach – wpływających bezpośrednio na jego codzienne życie, może upłynąć jeszcze wiele lat.

Czy to koniec z brytyjskim „Eldorado”?

Zjawisko powrotów z UK to jedna kwestia, natomiast także coraz mniej osób chce wyjeżdżać z Polski. Maciej Trędota, doradca agendy Komisji Europejskiej ds. Mobilności Zatrudnienia (EURES) wskazuje, że główne czynniki podawane przez Polaków – jako powód decyzji o pozostaniu w kraju to m.in.: spadek bezrobocia i stopniowy wzrost wynagrodzeń.

Podobne spojrzenie części naszych rodaków, potwierdzają badania instytutu IBRiS. Wg ich wyników, Zjednoczone Królestwo przestaje być traktowane jak „El Dorado”. W sondażu przeprowadzonym jeszcze w pierwszej połowie 2016 r. tylko 3,3% respondentów rozważało chęć powrotu do kraju, natomiast w drugim półroczu taki zamiar deklarowało już 22% ankietowanych.

Pamiętać jednak należy, że mimo obecnej sytuacji: z jednej strony osłabienia funta i problemów W. Brytanii – a z drugiej strony poprawy sytuacji gospodarczej nad Wisłą, skala tych zjawisk nie jest porównywalna. Wyspiarska ekonomia, niezależnie od obecnych perypetii, to potężna, prężna machina, która jest w stanie relatywnie szybko wyjść na prostą i z nawiązką odrobić poniesione straty. Natomiast, mimo aktualnych, dobrych wyników naszego kraju, nawet przy założeniu, że takie tempo wzrostu zostanie utrzymane przez kolejne lata, Polska będzie potrzebowała znacznie więcej czasu aby odbudować stabilne fundamenty rozwoju gospodarczego.

Iskra polskości, której nie da się zgasić

Patrząc na losy Rzeczpospolitej na przestrzeni dziejów, zjawisko masowej emigracji było niejednokrotnie wplecione w naszą historię. Odwołajmy się chociażby do takich postaci jak Juliusz Słowacki, Tadeusz Kościuszko czy płk Ryszard Kukliński – i wielu im podobnych. Opuszczali Polskę rozdartą między zaborców, brutalnie germanizowaną i rusyfikowaną, czy później – miażdżoną ciężkim butem sowieckiej Rosji, a jednak mimo tego, przez resztę życia borykali się z cierpieniem rozłąki z ojczyzną. Tak jak mawiał płk Kukliński – jego największym marzeniem było „dokonać żywota pod gruszą w kraju”.

Czy, kiedy i w jakim stopniu spora część z nas – Polaków na emigracji – zacznie odczuwać podobną tęsknotę – czas pokaże. Bez wątpienia jednak można poważyć się na stwierdzenie, że niezależnie od poziomu dobrobytu w UK czy sytuacji nad Wisłą, ten „płomyk polskości”, jarzący się u większości gdzieś głęboko w sercu, prędzej czy później da o sobie znać.

Autor: Kajetan Soliński

Tekst pochodzi z najnowszego numeru Magazynu Square.pl. Znajdziecie go w dobrych polskich sklepach Szkocji. A w wersji online – TUTAJ.