Patchworkowa łamigłówka

0

Z pewnością każdy z Was widział kiedyś patchworkową kołdrę. Tym, co odróżnia ją od wszelkich innych narzut jest jej wygląd – uszyta z wielu różnych kawałków, często w rozmaitych kolorach – poskładana z różnych faktur. Uszycie takiej kołdry wymaga nakładu ogromnej pracy, bywa bardzo czasochłonne, a jej tworzeniem zajmuje się często kilka osób. Kawałki, z których szyta jest patchworkowa narzuta, pochodzą zwykle z różnego źródła, są fragmentami innych całości. I już sam ten opis, to swoista definicja „patchworkowej rodziny”.

Owe „kawałki”, stanowią członkowie innych rodzin, które się rozpadły (np. dzieci z rozwiedzionego małżeństwa i ich rodzice), nowi partnerzy rodziców, teściowe – ci nowi i dawni, a także wiele innych osób, które stanowią cześć każdej z rodzin.

Nie ulega wątpliwości, że poukładanie wzajemnych relacji w owej posklejanej rodzinie, oznacza nowe, wcale nie łatwe wyzwanie, którym czoło stawić muszą nie tylko dorośli, ale przede wszystkim dzieci… I tu zaczynają się schody, bo kiedy małżeństwo zostaje rozwiązane, rozwiedzeni rodzice często bardzo długo rozpamiętują porażkę, i we własne rozgrywki wplątują dzieci, którym i tak jest wyjątkowo ciężko, bo przecież kochają i mamę i tatę. Do tego, z czasem dochodzi kolejny partner/partnerka rodzica, i jak tu odnaleźć się we wzajemnych pretensjach i zależnościach.

Niestety, statystycznie, to właśnie mężczyźni częściej niż kobiety, mają problem z właściwymi relacjami względem własnych dzieci, które zwyczajowo zostają po rozwodzie przy matce.

Panowie, często wkładają sobie do głowy mityczną wersję, jakoby jakiś obcy facet, będzie odtąd wychowywać ich dziecko. No właśnie, ale dlaczego od razu takie czarnowidztwo. Honor i duma swoja drogą, ale to przecież od Ciebie, drogi tato zależy, czy będziesz nadal obecny w życiu swojego dziecka, z odpowiednią intensywnością.

Smutna prawda głosi, że po rozpadzie małżeństwa, ojcowie tracą kontakt z dziećmi z własnej nieprzymuszonej woli, tłumacząc się brakiem czasu, pracą czy obowiązkami wobec nowej rodziny.

Ale przecież, to chodzi o Wasze dziecko! Krew z krwi, kość z kości, więc nie idźcie tą drogą! To wszystko, choć trudne, da się poukładać bez szkody dla zdrowia psychicznego wszystkich zainteresowanych.

To, co dla pokolenia naszych babć i mam było nie do pomyślenia, dziś stało się faktem – statystyki mówią, że obecnie rozwodzi się ponad jedna czwarta małżeństw.

Świeżo upieczony singiel dość często łączy się w kolejną parę i próbuje ułożyć życie swoje i swoich dzieci z nowym partnerem, a niejednokrotnie również… z dziećmi partnera.

Oto prawdziwa emocjonalna łamigłówka – jak to wszystko pogodzić, jak stworzyć nową, dobrze funkcjonującą i najlepiej kochającą się rodzinę?
Dla dzieci, to zawalenie się ułożonego świata. Świata, w którym model „mama, tata i ja” zastępuje nagle np. „mama, ja, jakiś pan i jego dziecko”. Posiłki z kim innym, wakacje inaczej, pokój, który trzeba dzielić z nowym rodzeństwem, tata, którego widuje się raz na dwa tygodnie, święta obchodzone w biegu, bo trzeba odwiedzić o jedną „babcię” więcej – wyobraźcie sobie, co przez takie „atrakcje” dzieje się w głowie Waszej latorośli, która dotąd pielęgnowana, teraz musi radzić sobie sama.

Absolutnie nie wolno wtedy dziecka zostawiać na marginesie rodziny, bo to ono jest najważniejsze. Tata nie może być obecny w życiu syna czy córki okazjonalnie, czyli rzadko, a mama ma obowiązek dbać o te relacje, i broń Boże nie utrudniać. Dzieci odczuwają to w prosty sposób- tata ma nowa rodzinę, i już mnie nie kocha, w każdym razie nie tak bardzo, bo nie ma dla mnie czasu, nie chodzi do kina, nie zadzwoni tak po prostu, nie pomaga w lekcjach. No i jeszcze nowa hierarchia w rodzinie, powoduje, że dzieciak dostaje kręćka. Dotąd wszystko było proste – dziecko ma słuchać rodziców. Teraz w tej układance pojawia się nowy element – nowy „tata” (wujek? Przyjaciel mamy?) lub nowa mama (ciocia, przyjaciółka taty?).
Często wtedy zaczynają się tzw. problemy wychowawcze, bo przez swoją niefrasobliwość, rodzice tracą autorytet i zaufanie dziecka.
Jakich użyć słów, żeby to wszystko wytłumaczyć, i aby poczucie bezpieczeństwa Waszego dziecka nie odpłynęło w niebyt.

Otóż nie da się po prostu wytłumaczyć. To „tłumaczenie”, odbywa się latami, poprzez odpowiednie reagowanie w konkretnych życiowych sytuacjach. I żadne poradniki nic tu nie pomogą. Dorosła osoba – skoro już bierze na siebie odpowiedzialność budowania nowej rodziny – musi elastycznie reagować na niespodzianki i sytuacje, jakie niesie ze sobą codzienna patchworkowa egzystencja. To nie wina dziecka, ze rodzice podjęli decyzje dla niego samego raczej destrukcyjną, dlatego to właśnie mama i tata mają obowiązek wychodzić z siebie, żeby dziecko nie miało poczucia straty któregokolwiek. Nie ma tłumaczenia, że ojciec ma też inne ( nowe dziecko) i nie ma czasu, albo obietnic bez pokrycia. No chyba, że chcecie skazać swoje dziecko na wieczny niedosyt, głód miłości i akceptacji. W konsekwencji, takie wzorce, przeniesie na swoja przyszłą rodzinę.

Rozsądniej jest, z tej łamigłówki stworzyć jedna wielką, przynajmniej lubiąca się rodzinę. Trzeba uświadomić dzieciom, że dla rodzica ważne jest znalezienie kogoś, z kim będzie szczęśliwy, i że przez to nie zmienią się uczucia rodzica do dzieci.

Dzieci – zwłaszcza młodsze – są zazdrosne i obawiają się, że nowy partner zabierze im mamę czy tatę. Dlatego trzeba dużo z nimi rozmawiać i wyjaśniać, że dorośli też potrzebują kogoś bliskiego. Bardzo ważna jest też postawa nowego partnera – nie może on dopuścić do tego, aby dzieci odczuły, że chce w jakikolwiek sposób odsunąć rodzica od nich. Dlatego nowy wybranek powinien okazywać zainteresowanie również dzieciom. Byle by tylko pozostał sobą i nie udawał, że jest bardziej „cool”, niż jest w rzeczywistości. Budowanie więzi „przyszywanego” wujka z dziećmi, będzie trwało długo, podczas codziennych życiowych spraw – odrabiania lekcji czy wspólnych posiłków.

Dramatem jest, kiedy rodzice sami nie potrafią poradzić sobie psychicznie z nową sytuacją i w rozgrywki pomiędzy sobą wciągają dzieci. Często były mąż, zazdrosny o nowe życie żony podpuszcza dzieci, wypytuje: „co tam mama porabia z tym nowym facetem”, robi wymówki w trakcie wizyt.

To samo zresztą dotyczy porzuconych żon – bywa, że wykorzystują one dzieci do tego, żeby dopiec swojemu eks, który właśnie układa sobie życie z inną kobietą. Nie oszukujmy się – dzieci to wszystko widzą i czują. Negatywne emocje rodziców wchłaniają jak gąbka. Żal po rozstaniu potrafi dorosłych rozbić psychicznie, trzeba więc dużo samoświadomości, samokontroli i inteligencji, żeby nie „dokładać” jeszcze swoim własnym dzieciom.
Co zaś do samego życia w „posklejanych” rodzinach – dorośli muszą na początku założyć, że miłość nie jest obowiązkowa, i nie wszyscy w nowej konstelacji muszą się od razu kochać, być szczęśliwi i uśmiechnięci. Dajmy dzieciom czas, niech przyzwyczają się do nowej sytuacji, niech poznają nowego „wujka”, nowe rodzeństwo. Budowanie więzi emocjonalnej trwa długo. Nic na siłę.

Niezależnie od sytuacji, zawsze do dzieci trzeba podchodzić z miłością, ale też z konsekwencją.

Poza tym, nie zapominajmy, że zazwyczaj dziecko ma nadal drugiego rodzica, warto więc dbać o jak najlepsze z nim relacje, jeśli oczywiście druga strona też wyrazi takie chęci.
ABS