O chłopcu, który chciał być organistą. Rozmowa z pianistą, Rafałem Blechaczem

0

Wybitny polski pianista, przyjechał do Szkocji z koncertem. Podczas pobytu na Wyspach rozmiała z nim Katarzyna Juchniewicz.

Katarzyna Juchniewicz: Moje pierwsze pytanie będzie nieco przewrotne. Pan już osiągnął wszystko, a ma pan dopiero 32 lata (tu artysta skromnie wtrącił że dopiero za dwa dni) czy nie tęskni pan za taką popularnością tłumu, który skanduje pana imię i szaleje w zachwycie nad muzyką?

Rafał Blechacz: To trochę nawet nie pasuje do tego klimatu, do Chopina, do tego co dziś grałem. Poza tym popularność jest chyba „skutkiem ubocznym” tego co robię. Ona przychodzi stopniowo, najpierw był konkurs. Teraz występy. Oczywiście jest to miłe, ale może i dobrze, że nie jest aż w takim natężeniu, bo muzyka poważna wymaga jednak skupienia.

Powiedział Pan o skupieniu, w dzisiejszych czasach nie ma raczej chwili na refleksję. Po przeglądnięciu pana zawodowego dorobku, w zasadzie mógłby pan powiedzieć… ok dziękuję bardzo. Zrobiłem już wszystko…. Te długie listy nagród i wyróżnień, włącznie z wysokimi odznaczeniami państwowymi dla tak młodego człowieka, to nieosiągalne wyżyny dla większości z nas. Czy nie ma pan ochoty powiedzieć – no, to by było na tyle?

Tu nie tylko o konkursy chodzi i nie o nagrody. Może to zabrzmi nieco dziwnie, ale z miłości do muzyki ćwiczę coraz to nowe utwory. Muzyka kameralna, czy muzyka grana z orkiestrą, to są obszary którymi chcę się zająć i włączyć do swojego repertuaru. Powiedzieć że to już koniec? Nie mógłbym chyba tego zrobić. Największa frajda to móc dzielić się z publicznością tym co kocham, tym co robię. Odwiesić frak i zaprzestać grania? Nie.

Skoro mówi pan o wprowadzaniu nowych utworów, w studiu Polskiego Radia jakiś czas temu, odbył się niezwykły występ, zagrano po raz pierwszy odnaleziony utwór Chopina, była też rozmowa z krytykami muzycznymi na temat wartości tego fragmentu. I tu pytanie o interpretację. W muzyce, którą pan wykonuje nie ma zbyt wiele miejsca na interpretację. Należy iść zgodnie z zapisem nutowym, taktującym. Czy jest to zatem jedynie odtwarzanie?

Tak, muzyka musi trzymać się klasycznego stylu, musi być w ryzach, nie można utworów „przekomponowywać”, ale na przykład w muzyce romantycznej jest większe pole do interpretacji. W ramach tejże jest również miejsce na własną wizję, i tu można pokazać różne dynamiczne pomysł, kontrasty emocjonalne, bo to nie jest wyzute z emocji oczywiście. Muzyka to są emocje.

Czy pan sam układa swoje programy? To co chce pan zagrać, to są rzeczy które odpowiadają pana nastrojowi, czy raczej myśli pan – tak to będzie dobre dla słuchaczy w Ednburgu, to może się im spodobać?

Tak, programy układam sam, ale kieruję się w tym … egoizmem. Czuję, że te utwory będzie mi się dobrze grało. Wydaje mi się, że tylko wtedy to ma sens kiedy wiemy i jesteśmy przekonani, że dobrze to zagramy. I publiczność też to czuje. Ja na przykład w ogóle na razie nie gram muzyki rosyjskiej. I to nie dlatego, że nie podoba mi się muzyka np. Czajkowskiego, ale czuję, że nie nadszedł jeszcze czas dla mnie, kiedy mógłbym te utwory pokazać publiczności. Oczywiście gram je „dla siebie” ale nie na koncertach.

Skoro, mówi pan o graniu, to myślę że nas Czytelnicy są ciekawi ile pan gra, ile musi pan ćwiczyć?

A to zależy, czy jestem na turnee czy pracuję w domu. Jeżli mam taki czas, na przykład – trzy tygodnie bez koncertów, to wtedy ćwiczę więcej, bo wtedy mogę się zmęczyć. A przed koncertem staram się zachować świeżość i energię by na ten moment być w pełni sił.

No to ile jest tego grania?

Mniej więcej około 6 – 7 godzin, dziennie. Natomiast przed koncertem ćwiczę około 3 godzin, wczoraj to były 4 godziny, bo wiedziałem że dziś jest występ w Edynburgu. I to jest maksimum, po to, żeby zachować tę świeżość, ochotę do gry podczas wystepu. Wyjścia na scenę.

Czy musi pan stosować jakieś specjalne ćwiczenia dla swoich rąk. Szczególne o nie dbać? Zimno, praca w ogrodzie?

Nie, raczej nie. Muszę uważać, ale jednak nic specjalnego.

Zaczął pan grać w wieku 5 lat, kto to wymyślił żeby pana wrzucić w ten muzyczny nurt rzeki?

Wszystko zaczęło się od organów i muzyki organowej. Na początku była fascynacja tą muzyką. Zawsze chciałem grać na organach, grać w kościele muzykę Bacha. Oczywiście nie mieliśmy w domu organów, więc grając na fortepianie wyobrażałem sobie, że gram na organach.

Później rodzice posłali mnie do ogniska muzycznego, do szkoły muzycznej. I muszę powiedzieć, że im więcej grałem muzyki fortepianowej, tym bardziej mnie to wciągało. Jak usłyszałem Chopina, tę harmonię, melodię jego muzyki, to jednak ten fortepian wygrał z organami.

Koncert w Edynburgu był niezwykle udany. A jakie ma pan plany muzyczne na najbliższy czas?

Tak, i to było moje pierwsze spotkanie ze słuchaczami w Szkocji. Oczywiście chciałbym wrócić, jest tu International Festival, wiem że jest doskonała sala Usher Hall, więc tak koniecznie chciałbym wrócić.

Jeśli chodzi o Wielką Brytanię, to dotychczas zazwyczaj był tylko Londyn. Koncertem w Edynburgu kończę swój sezon. Na trasę wracam w połowie września do Japonii. Japończycy kochają muzykę Chopina, reaguja bardzo emocjonalnie.

Po koncercie, który trwa powiedzmy półtorej godziny, kolejna godzina to czas spędzony na podpisywaniu płyt, autografy na plakatach i oczywiście zdjęcia ze słuchaczami. Oni po prostu uwielbiają Chopina. A ja mogę im go przybliżyć.

Dziekuję w imieniu Czytelników Square za rozmowę i do usłyszenia ponownie w Szkocji.

O naszym rozmówcy:

Rafał Blechacz po jedenastu latach od zwycięstwa na XV Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim w Warszawie w 2005 roku zyskał pozycję artysty o formacie prawdziwie światowym.

Jego wybitny talent został doceniony przez publiczność Europy, Ameryki, Azji; przez krytykę muzyczną, znakomitych dyrygentów i słynne orkiestry symfoniczne, producentów płyt, menadżerów i agencje artystyczne organizujące koncerty w najsłynniejszych salach i w największych centrach muzycznych.

Ostatnie jedenaście lat kariery artysty to czas występów z recitalami solowymi i koncertami na całym świecie. Jednak przede wszystkim to czas wytężonej pracy przy fortepianie nad coraz to nowym repertuarem. Zdobywając Grand Prix, Złoty Medal i wszystkie z możliwych nagród regulaminowych: za najlepsze wykonanie mazurków, poloneza, koncertu, sonaty (tę ostatnią ufundowaną przez Krystiana Zimermana), także nagrodę publiczności, w niekwestionowany sposób został uznany za najznakomitszego wykonawcę utworów Chopina swej generacji.

Rafał Blechacz za swoją dotychczasową działalność artystyczną w lipcu 2010 roku otrzymał nagrodę Premio Internazionale Accademia Musicale Chigiana (Siena), przyznawaną przez międzynarodowe jury krytyków muzycznych. W stycznia 2014 roku w Nowym Jorku został ogłoszony zdobywcą Nagrody Gilmore, która jest przyznawana co cztery lata najbardziej wyróżniającemu się artyście, a nazywana jest niekiedy „Pianistycznym Noblem”.

Rafał Blechacz urodził się w 1985 roku w Nakle nad Notecią. Grę na fortepianie rozpoczął w wieku pięciu lat.

Jako zdobywca Grand Prix Konkursu Chopinowskiego zaczął koncertować w najbardziej prestiżowych salach i współpracować z wybitnymi dyrygentami oraz znakomitymi orkiestrami.

W 2006 roku podpisał ekskluzywny kontrakt z niemiecką wytwórnią fonograficzną Deutsche Grammophon. Jest drugim w historii, po Krystianie Zimermanie, polskim artystą związanym z tą prestiżową firmą.