Mroczne sekrety szpiegów Jej Królewskiej Mości

0
MI6 by Alex France, (CC BY-SA 2.0)

Próba otrucia Siergieja Skripala – zwerbowanego przez angielski wywiad oficera rosyjskiej GRU – wywołała międzynarodowy skandal. Premier Theresa May w kategorycznym tonie zażądała od Rosji wyjaśnień, a gdy takowe nie nastąpiły z Wielkiej Brytanii wrzucono ponad 20 rosyjskich dyplomatów zarzucając im, że w gruncie rzeczy są pracownikami wywiadu. Spektakularne gesty nie poszły jednak w parze z wyjaśnieniem sprawy – ani bowiem Brytyjczycy niczego nie udowodnili Rosjanom, ani też Rosja nie przyznała się do tego, że to jej służby maczały ręce w tej sprawie.

Trudno zresztą się dziwić. Specsłużby z natury rzeczy nie mają w zwyczaju przyznawać się do „mokrej roboty”. Tego typu „sensacje” wychodzą na światło dzienne (o ile w ogóle) dopiero po wielu latach. Tak jak po latach wyszły ciemne sprawki brytyjskiego MI6. Zamachy, przewroty, uwikłanie w polityczne zabójstwa – zaiste jest parę krajów na świecie, które mogłyby zażądać kategorycznych wyjaśnień od… Wielkiej Brytanii.

Ocaleli z Holokaustu, by stać się celem MI6

Do czasu ukazania się w roku 2010 książki „MI6: The History of the Secret Intelligence Service 1909-1949” autorstwa Keitha Jeffery’ego tylko garstka wtajemniczonych wiedziała o operacji „Embarrass”. Przeprowadzona tuż po zakończeniu II wojny światowej akcja nie była zresztą czymś, czym wywiad Jej Królewskiej Mości chciałby się jakoś specjalnie chwalić. Bo i jak tu wyjaśnić fakt, że w latach 1947 – 1948 brytyjskie specsłużby skierowały do włoskich portów grupę agentów, by podkładali tam bomby na zmierzających do Palestyny statkach. Celem tych ataków mieli być opuszczający Europę Żydzi. Tak, ci sami Żydzi, którym udało się przetrwać getta, obozy śmierci i całą machinę Holocaustu. Z dzisiejszej perspektywy wysyłanie na tych ludzi uzbrojonych w bomby zegarowe agentów wygląda co najmniej koszmarnie. Ówczesny rząd Wielkiej Brytanii miał jednak zgoła inny pogląd na tę sprawę. We wsiadających na statki Żydach widział nie tyle ocalałych z zagłady, co potencjalnych bojowników o niepodległy Izrael. Ten bowiem mógł powstać tylko po obaleniu Brytyjskiego Mandatu Palestyny, jak elegancko określono wówczas formę brytyjskiej kontroli na tą częścią Bliskiego Wschodu. A im więcej Żydów przedostawało się z Europy na Bliski Wschód, tym większe było prawdopodobieństwo, że ten scenariusz się ziści.

Rozpoczynając operację „Embarrass” (w jej toku jeden statek został zniszczony, dwa inne uszkodzone, w dwóch przypadkach podłożone bomby zostały wykryte przed wybuchem) szefowie MI6 jasno dali swym agentom do zrozumienia, że w razie jakichkolwiek kłopotów nie mają co liczyć na pomoc ze strony brytyjskich władz. Mieli ponadto kategorycznie zaprzeczać jakimkolwiek związkom ze służbami kłamiąc, że zostali zwerbowani przez międzynarodową organizację antykomunistycznych przemysłowców. Cokolwiek by się działo Rząd Jej Królewskiej Mości miał pozostać poza wszelkimi podejrzeniami.

Szach mat, czyli wojskowy pucz z ropą w tle

Podejrzeń nie dało się natomiast uniknąć po zamachu stanu, do jakiego latem 1953 r. doszło w Iranie. Za jego sprawą obalony został demokratycznie wybrany premier  Mohammad Mossadegh. Nim to jednak nastąpiło w Iranie doszło do fali ulicznych demonstracji, parlamentarnego kryzysu i wreszcie wojskowego puczu.

Wszystko to działo się z wydatną pomocą agentów (i pieniędzy) CIA oraz Mi6, którzy aktywnie namawiali parlamentarzystów oraz oficerów armii do działań wymierzonych w premiera. Niespełna pół wieku później otwarcie przyznała to zresztą amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright (w 60. rocznicę przewrotu w Iranie dokumenty ujawniającą swoją rolę w tamtych wydarzeniach ujawniła też sama CIA). Gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że choć w tym przypadku wsparcie CIA było absolutnie kluczowe dla powodzenia przewrotu, to jednak za prowodyrów tej akcji należy uznać Brytyjczyków, którzy już od 1951 r. starali się podkopać pozycję Mossadegha. Wyspiarze nie mogli mu darować nacjonalizacji irańskiego sektora naftowego, będącego wcześniej pod kontrolą Anglo-Persian Oil Company (czyli poprzednika British Petroleum).

Pucz spełnił pokładane w nim nadzieje – wobec zwolenników Mossadegha wszczęto brutalne represje, on sam został w pokazowym procesie skazany na więzienie i areszt domowy (niedługo potem zresztą zmarł), a pełnię władzy w kraju praktycznie przejął szach Mohammad Reza Pahlawi, który… wyraził zgodę na eksploatację przez USA znacznej części złóż irańskiej ropy. Jak na ironię sam Pahlavi również stracił władzę w burzliwych okolicznościach. Obaliła go islamska rewolucja, której twarzą był ajatollah Chomeini.

Co ciekawe, wydarzenia z 1953 r. nie były jedynym przypadkiem, gdy  brytyjskie tajne służby ingerują w sprawy Iranu. W 2012 r. John Sawers – szef MI6 – otwarcie przyznał, że brytyjski wywiad sabotuje irański program nuklearny. Na czym dokładnie ów sabotaż polegał, tego już nie wyjaśnił. Media jednak skwapliwie podkreśliły, że Iran od lat oskarża służby specjalne USA, Izraela i właśnie Wielkiej Brytanii o porywanie i zabijanie swoich naukowców, związanych z programem atomowym, a także cyberataki na swoje systemy komputerowe.

Dobrze jest mieć przyjaciół. Pomogą w „mokrej robocie”

Ćwierć wieku po puczu w Iranie brytyjskie MI6 wspólnie z amerykańskim CIA zaangażowały się we wspieranie islamskich mudżahedinów w Afganistanie. Dziś może się to wydawać cokolwiek dziwne. Wówczas jednak sytuacja wydawała się klarowna – wobec sowieckiej interwencji  (w tym przypadku Rosjanie nie bawili się w subtelne gry wywiadu, po prostu dokonali wojskowej inwazji) należało pomóc tym, którzy tej interwencji stawili czoła. Nikt dokładnie nie sprawdzał komu się pomaga, ani nie zastanawiał, jaki użytek z tej pomocy obdarowani zrobią w przyszłości. O talibach i ISIS nikt zaś jeszcze nawet nie słyszał.

O amerykańskiej pomocy dla mudżahedinów, której symbolem stały się rakiety Stinger, wiadomo dość powszechnie. Mniej mówi się o działaniach brytyjskich specsłużb, choć – jak podkreśla Gordon Corera, autor książki „MI6. Tajna historia wywiadu Jej Królewskiej Mości” – Anglikom wolno było w Afganistanie znacznie więcej niż ich kolegom z CIA. Tym drugim, po prowadzonych przez Kongres w latach 70-tych dochodzeniach, bardziej patrzono na ręce. No, ale od czego ma się przyjaciół.

– Brytyjczycy mogli nabyć to, do czego my mieliśmy zablokowany dostęp, bo sprzęt ten służył do morderstw, zamachów przy użyciu materiałów wybuchowych i działań skrytobójczych – cytuje słowa jednego z amerykańskich oficerów Corera. Brytyjski dziennikarz zwraca uwagę na fakt, że w miarę trwania wojny wśród atakowanych przez mudżahedinów celów coraz więcej było obiektów cywilnych. To jednak nie skłoniło Londynu do rewizji swego stanowiska w sprawie tego, co się dzieje w Afganistanie. Wszak wróg mojego wroga jest moim przyjacielem…

Kto stał za morderstwem premiera? Wyznanie po latach

Rozstrzelanie, poćwiartowanie i wrzucenie do kwasu – tak wyglądał koniec kongijskiego premiera Patrice’’a Lumumby. Tego makabrycznego mordu dokonali 17 stycznia 1961 r. belgijscy najemnicy i zbuntowani żołnierze kongijskiej armii, kończąc tym samym całą serię działań wymierzonych w niepokornego przywódcę. Działań, które w niemałej mierze inicjowane były – co szczegółowo opisuje w swej książce Gordon Corera – w Londynie i Waszyngtonie. Flirtujący z Rosjanami Lumumba wydawał się zachodnim politykom kimś w rodzaju afrykańskiego Fidela Castro (choć sam zarzekał się, że nie jest komunistą, ale nacjonalistą), a to nie mogło przejść bez echa. Brytyjski dziennikarz BBC przywołuje relacje ze spotkań na najwyższym szczeblu władz USA i Wielkiej Brytanii, w trakcie których lord Alec Douglas – Home (wówczas minister spraw zagranicznych) miał dopytywać Amerykanów dlaczego nie pozbędą się Lumumby i niedwuznacznie sugerował, że czas „z tym skończyć”. Pisze również, że ówczesny premier Harold Macmilan nakazał Mi6 współpracę z CIA celem odsunięcia kongijskiego premiera od władzy. Jak dodaje choć nigdy nie udowodniono zaangażowania agencji w egzekucję Lumumby, to…

– Udział kogoś z kręgu kongijskich komórek CIA i MI6 w zabójstwie premiera nie budził chyba niczyich wątpliwości – stwierdza Corera. Krótko po ukazaniu się książki brytyjskiego dziennikarza życie dopisało do niej ciąg dalszy. Lord Lea poinformował bowiem o wyzwaniu, na jakie krótko przed śmiercią zdobyła się Daphne Park, wieloletnia agentka MI6, która jako „starszy kontroler” na początku lat 60-tych XX wieku działała w Kongo. Zapytana przez lorda o to, czy brytyjski wywiad miał coś wspólnego ze śmiercią Lumumby Park miała stwierdzić: zorganizowaliśmy to. Co prawda źródła rządowe określiły te doniesienia mianem „spekulacji” (zresztą sama Daphne Park przez wiele lat także konsekwentnie zaprzeczała, by Mi6 miał bezpośredni związek z zabójstwem kongijskiego polityka), ale trudno było spodziewać się czegoś innego.

Autor: Krzysztof Kruk

Tekst pochodzi z najnowszego numeru Magazynu Square.pl. Znajdziecie go w polskich sklepach na terenie Szkocji oraz w wersji online.