Matka Polka, Matka Boska, Matka Roku!

0
Mother's Day! by es1123, (CC BY 2.0)

Przeczytałam dzisiaj w wiadomościach o pewnej kobiecie, której po 24 latach udało się odnaleźć zaginioną matkę. To, co prawie niemożliwe kiedyś, dzisiaj w dobie wszechobecnego internetu, choć zakrawało niemalże na cud – stało się realne.
Artykuł był dość krótki, niewiele danych podano. Nie dowiedziałam się, co spowodowało, że prawie ćwierć wieku temu kobieta zdecydowała się nagle zerwać kontakt, pozostawiając dwie małe córeczki. Nigdy nie dała znaku życia, nie pozwoliła się odnaleźć, choć szukał jej nawet Interpol. Odpowiedziała dopiero na apel jednej z córek, udostępniany na portalu społecznościowym.

Dwadzieścia cztery lata bez matczynego przytulenia, porannego całusa, wieczornej bajki. Dwadzieścia cztery lata bez mamy w Boże Narodzenie, Wielkanoc, dzień urodzin, na zakończeniu szkoły, studiów. Być może pojawienie się własnych dzieci bez udziału i wsparcia babci. Świadomość, że ta „zniknięta” mama nie wie, że właśnie babcią została. Iskierka nadziei, że może jednak żyje, choć czy to możliwe, że żyjąca matka nie odezwałaby się przez tyle lat choć raz do swoich dzieci?

Dwadzieścia cztery lata bez biegania po kwiaciarniach w poszukiwaniu tych ulubionych przez mamę kwiatów, by nie wrócić z gołymi rękami do domu w Dzień Matki. I te wszystkie lata bez wiedzy, jakie są te ulubione kwiaty, kolory, zapachy, książki, filmy, muzyka, co cieszy najbardziej, a co pogrąża w smutku, co bawi, co wzrusza do łez.

Poruszył mnie ten krótki tekst, wciśnięty pomiędzy inne, ważniejsze oraz mało istotne  codzienne informacje z naszej ojczyzny. Nie dlatego, że sensacyjny, nadzwyczajny, istotny dla ogółu obywateli. Zdumiały mnie pokłady wiary, nadziei i miłości, jaką w sobie musiała mieć kobieta poszukująca swojej matki. Wiary, że jej rodzicielka w ogóle żyje, nadziei, że odpowie na apel i miłości, bo myślę, że potrzeba jej było w tym przypadku dużo więcej, niż jest w stanie pomieścić ludzkie serce, by do tej odnalezionej matki wyciągnąć rękę.

Jak się zapewne Państwo domyślacie, pod artykułem płynęła rzeka żółci, wiadra pomyj wylano w komentarzach na tę nieszczęsną matkę, która śmiała obraz Świętej Matki Polki zbezcześcić w sposób niesłychany i długofalowy. Wyzwiskom nie było końca i tylko od czasu do czasu ktoś przytomnie próbował zwrócić uwagę, że nikt nie zna całej tej historii, nikt nie wie, dlaczego dopiero teraz kobieta pozwoliła się odnaleźć. Za to prawie wszyscy uzurpowali sobie prawo do bezwzględnego osądzania i wyzwisk. Jeszcze rzadziej pojawiały się komentarze mówiące o tym, że dzieci pozostawionych przez ojców statystycznie jest nieporównywalnie więcej i nikogo to aż tak bardzo nie oburza i nie dziwi. Zapewne wiele z nas ma w kręgu swoich znajomych kogoś, kto wychowywał się bez taty, bo ten odszedł w sina dal. Ze świecą szukać osoby porzuconej przez matkę. Ale ja nie o tym.

Dziś chciałabym napisać, że te dwadzieścia cztery lata bez kwiatów na Dzień Matki, bez laurki z wyznaniem miłości, bez wiedzy, jakie są tej dziewczynki, tej nastolatki, tej kobiety ulubione kwiaty, kolory, zapachy, książki, filmy, muzyka, co cieszy najbardziej, a co pogrąża w smutku, co bawi, co wzrusza do łez mogłoby zabić serce niejednej kobiety.

My, matki przywykłyśmy do „brania na klatę” swojej roli, napisanej dla nas przez poprzednie pokolenia, obrobionej i wyrzeźbionej w niedościgły ideał. Gonimy za nim, bądź podporządkowujemy się mu, bo jak walczyć z mitem Matki Polki, sprzeciwić się świętemu powołaniu Matki Boskiej, czy nie starać się zdobyć tytułu Matki Roku? Któż śmiałby? Tym bardziej, że my same – matki – skrzętnie pilnujemy się wzajemnie, by któraś nie daj Boże nie odstawała, bo „dostanie się” ogółowi za te wyjątki. Jak tej kobiecie z artykułu. Nikt nas przecież nie będzie pytał DLACZEGO? Dlatego na wszelki wypadek same z siebie próbujemy być idealne, tak dla świętego spokoju, żeby nikt nie gadał. I nie gadają, dopóki ktoś gdzieś nie znajdzie rysy, ryseczki, rysuni. I wtedy już można sobie ulżyć, poprawić samoocenę, oceniając nie siebie.

Tak jak życie nie jest czarno – białe, tak nasze historie również mienią się różnymi kolorami. Ukształtowały nas lata i zdarzenia. Każda z nas ma swoją Ciemną Stronę Mocy, swoje sekrety, tajemnice. Duże i małe wyrzuty sumienia. Wiele kobiet nosi  ten bagaż do śmierci i zabiera ze sobą na tamten świat. Nie znamy całej prawdy o naszych matkach, nie wiedzą o nas wszystkiego nasze dzieci i często wiedzieć nie będą. I dobrze, tak ma być. Nie jest ich zadaniem rola spowiednika. Ta część, którą dajemy z siebie, by je wychować musi wystarczyć. Myślę, że warto o tym pamiętać przynajmniej raz do roku, w tym szczególnym dla nas dniu – Dniu Matki celebrowanym przez naszych rodaków 26 maja.
W tym dniu odpuśćmy sobie i przebaczmy nasze niedoskonałości, grzechy, przewinienia. Popatrzmy życzliwiej na tę inną matkę obok nas, siostrę, przyjaciółkę, koleżankę, znajomą, nieznajomą. Ona też się stara, też „goni w piętkę”, by sprostać codzienności. A nawet jeśli zostawia i ucieka, to może to było najlepsze, co mogła zrobić dla swoich dzieci. Najłatwiej jest oceniać, najtrudniej zrozumieć.   Nasze dzieci w Dniu Matki przynoszą nam kwiaty, laurki, kartki. Mówią, że kochają. Tak naprawdę jednak czym jest ten szczególny dzień, który nie wiedzieć kiedy przechodzi w miesiąc, rok, lata całe…To zrozumieć może tylko druga matka, bo tylko ona wie, co to znaczy być matką non stop. Tego Wam życzę z całego serca – ZROZUMIENIA dla siebie i dla innych kobiet.

Autor: Iza Mikos

Tekst pochodzi z najnowszego numeru Magazynu Square.pl. Znajdziecie go w polskich sklepach na terenie Szkocji a w wersji online – tutaj

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRoaming powróci na Wyspy
Następny artykułPrzerwa