Mamą być

0
Dzień Matki, Mamy, Rozterki, matka Polka,
Dzień Matki, Mamy, Rozterki, matka Polka,

A było już tak spokojnie od dłuższego czasu. Młodociana pochowała swoje hormony po kątach i skutecznie uśpiła moją czujność. Do wczoraj. W ciągu niespełna pięciu minut, tuż przed wyjściem do szkoły rozpętała się taka awantura, jakiej już dawno pomiędzy nami nie było. Dziś nawet trudno mi sobie przypomnieć, o co chodziło. W każdym razie nie był o „kocham Cię” ani buziaka na pożegnanie, co w naszym przypadku oznacza najwyższy stopień skłócenia. Szkoda mi trochę było, że Młodociana całą tę swoją podwyższoną dawkę hormonów będzie musiała ogarnąć w trakcie zajęć lekcyjnych, więc najpierw sobie naubliżałam od podłych matek, zwymyślałam się za to, że „nerwy mi się skończyły” i nie zapanowałam nad sobą, jak to zwykle czynię, chwilę później jednak stanęłam w swojej obronie. Jestem mamą, ale matka to też człowiek, ma prawo do całego przekroju emocji, jak wszyscy. A dzieci jak nikt inny testują naszą cierpliwość. Większość z nas — matek, kiedy już wie, że pod sercem nosi nowe życie, wyobraża sobie obrazki rodem z reklam telewizyjnych. Gaworzące i słodko uśmiechające się maleństwa, czyściutkie i radosne dzieciaczki grające w piłkę, grzecznie siedzące w trakcie posiłku przy stole, bez wybrzydzania pałaszujące apetyczne dania, przygotowane przez śliczne, szczupłe i umalowane „mamy”. Kto tego nie kupi? Wierzymy, że właśnie tak będzie, a koleżanki, które już mają swoje własne pociechy pewnie przesadzają i wyolbrzymiają historie z „własnego podwórka”. O tym, że nie mijały się z prawdą dowiadujemy się trochę później. I dobrze, bo gdyby nie instynkt macierzyński, naiwność i niewiedza, pewnie przyrost demograficzny był by jeszcze niższy. Większość z nas jednak przywyka i macierzyństwo zaczyna przyjmować z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, więc również z kupkami, nieprzespanymi nocami, chorobami wieku niemowlęcego, dziecięcego, okresem dojrzewania, dorastania, odcinania pępowiny, przyjmowaniem do rodziny synowych i zięciów, pojawieniem się wnuków. Przez cały ten czas łączymy z rolą matki wiele innych. Siedzi w nas kucharka, sprzątaczka, logistyk, lekarz, pedagog, psycholog, sędzia, nauczycielka, terapeutka, doradca finansowy, często „głowa rodziny” i „główne źródło utrzymania” oraz „ostatnia deska ratunku”. A doba ma tylko 24 godziny. Żeby temu wszystkiemu sprostać, na dość długi czas włączamy tryb oszczędnościowy, czyli oszczędzamy na czasie, który mogłybyśmy podarować sobie, bądź spędzić z mężem, czy partnerem lub przyjaciółkami. Pomimo zmęczenia, przepracowania, ze świadomością, że jeszcze pranie, jeszcze obiad na jutro, jeszcze kurze… siadamy przy łóżku naszego dziecka i po raz setny czytamy tę jedną bajkę, którą ono lubi tak bardzo, że innej nie chce. Wzruszają mnie takie mamy. To im dedykowane jest majowe święto. Matkom niedoskonałym, matkom starającym się mimo wszystko, matkom potrafiącym odpuścić sobie i dziecku, chcącym macierzyństwa, lub niechcącym, ale z nim pogodzonym, nauczycielkom dobroci i serdeczności, kochającym swoje dzieci za to, że są takie, jakie są, pokazującym swoim dzieciom prostą, codzienną uczciwość i zwyczajnie bycie dobrym człowiekiem. Istnieje wiele takich bohaterek codzienności, starających się połączyć pracę z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Czasem odnoszę wrażenie, że nie są doceniane, bo wpisują się w schemat powszechności. Nic to przecież nowego, nic nadzwyczajnego. Mam nadzieję, że tę niezwykłość w zwykłości dostrzegają dzieci takich mam, czasem po wielu latach, kiedy z zupełnie innej perspektywy patrzą na swoje rodzicielki. Kiedy już rozumieją, jak czasem trudno było dotrzymać danego słowa i jak bolało, kiedy mimo najszczerszych chęci nie można było go dotrzymać, a słyszało się zapłakane „OBIECAŁAŚ”. Nie byłabym sobą, gdybym pozostawiła tylko taki obrazek, jak powyżej. Byłaby to oszukańcza reklama, niemniej naciągana, niż te, które widujemy w telewizji. Doskonale zdaję sobie sprawę, że są również matki, którym dzieci przeszkadzają. I nie jest to tylko chwilowa niecierpliwość, potrzeba chwili spokoju, żeby zebrać myśli. Kobiety z różnych powodów decydują się na macierzyństwo. Czasem nie potrafią mu sprostać. Krzywdzą powołane na świat dzieci fizycznie i psychicznie. Rany zadane przez takie matki goją się latami. Przemoc przybiera wiele form. Są matki „zimne”, nieumiejące bądź niechcące okazywać uczuć swoim dzieciom, matki dominujące, tłamszące każdy przejaw indywidualności i wolnej woli. Są też takie, które przywiązują do siebie swoje potomstwo, wymagając, by dzieci żyły dla nich. Nie chcą i nie potrafią odciąć pępowiny, pozwolić dziecku na pójście własną drogą. Zdarzają się matki, które nie bronią swoich dzieci, dając przyzwolenie, by ktoś je krzywdził . Są to dość częste przypadki w sytuacjach, kiedy w rodzinie występuje pedofilia. Przerażające, ale prawdziwe. Kiedy stykam się z takimi przypadkami, słucham historii z życia wziętych lub czytam takowe, rodzi się we mnie pytanie, czy takim matkom winni jesteśmy okazywać szacunek, pamiętać o ich święcie. Zapewne włożę kij w mrowisko, bo od dziecka uczeni jesteśmy posłuszeństwa wobec swoich rodziców. Przekłada się to również na sytuacje, w których dziecko jest ofiarą przemocy. Słabsze i bezbronne wobec wszechmocy rodziciela, niewiele może zrobić, aby się ratować. Wiele takich tragedii rozgrywa się latami, w zaciszu czterech ścian domu rodzinnego. Przywykliśmy wskazywać ojców jako sprawców przemocy. Czy nie jest to schemat, do którego przyczynia się nieskalany obraz „matki Polki”? To matki (zdecydowanie częściej niż ojcowie) pozostają w domu, żeby zająć się opieką nad dzieckiem/dziećmi. Społeczeństwo z łatwością uznaje, że to właśnie robią. Trudno sobie przecież wyobrazić, że może być inaczej. Obrazek uśmiechniętej, czułej i opiekuńczej mamy „poświęcającej się” dla własnego potomstwa możemy zobaczyć w każdej reklamie, gazecie, telenoweli. Niełatwo jest walczyć z mitem, choćby nie wiem, jak bardzo był odległy od rzeczywistości. Bywa tak, że dorosłym już ludziom nikt nie daje wiary, kiedy zaczynają mówić prawdę o swoim dzieciństwie. W przekonaniu wielu osób „szargają świętości” – a tym jest również mit „matki Polki”. Ale czy szacunek to coś, co się należy odgórnie? Moim zdaniem zbyt mylimy go ze zwykłym strachem przed osobą silniejszą do nas pod każdym względem. Na szacunek trzeba sobie zapracować, a niektórym z nas czasem nie przyjdzie do głowy przeprosić własne dziecko, kiedy trzeba to zrobić, czy przyznać się do błędu. Prawda jest taka, że najtrudniej zabić miłość własnego dziecka, bo dzieci kochają długo, bezinteresownie i bardzo często wiele nam wybaczają. Nie jest moją intencją piętnowanie kogokolwiek. Wiem, że istnieją wspaniałe mamy, które za swoje dzieci oddałyby życie bez chwili namysł u. Mam również świadomość, że są także matki, które nie powinny nimi zostać. Szkoda mi ich dzieci, bo jeśli nikt im nie pokaże dobrej strony tego świata, zapewne oddadzą swoje rany kolejnemu pokoleniu– swoim dzieciom. Dzień Matki jest pięknym świętem. To okazja, by w tę naszą zabieganą rzeczywistość wpleść pamięć o kobiecie, która dał a nam życie. Dla mnie osobiście jest to moment zastanowienia, czy ja sama mogę coś w swoim macierzyństwie poprawić, zmienić na lepsze. Pojawia się pytanie, czy za jakiś czas moja Młodociana będzie o tym dniu pamiętać, czy nie wyrządzę Jej takiej krzywdy, że życzenia składać mi będzie tylko dlatego, że tak wypada. Mam ogromną nadzieję, że staram się wystarczająco mocno, aby kiedyś również słyszeć „kocham Cię”, może już nie tak często, ale równie szczerze.

Życzę tego wszystkim Wam – Mamom Kochającym.