Magia Maja

0
Miesiąc maj jest jednym z najpiękniejszych miesięcy w roku. Na półkuli północnej jest to okres wiosenny, natomiast na południowej jesienny. Nazwa miesiąca pochodzi od łacińskiej nazwy Maius i utożsamiana jest z nazwą bogini Mai, matki boga Merkurego. Została też zapożyczona przez większość języków europejskich, a w języku polskim określenie „maić” oznacza tyle samo, co stroić. Słowo maj stanowi również określenie młodej ziemi, która w całej swej krasie występuje w tym miesiącu.

Według starej legendy Bóg Ojciec w maju stworzył świat. W Polsce miesiąc jest dość ciepły, noce i poranki są jeszcze chłodne. Czasem zdarzają się przymrozki. Słońce ogrzewa coraz głębsze warstwy ziemi i budzi do życia owady. Od 12 do 15 maja panują zwykle najchłodniejsze dni miesiąca. Zjawisko klimatyczne charakterystyczne dla środkowej Europy, kiedy po okresie utrzymywania się wyżu barycznego nad Środkową i Wschodnią Europą następuje zmiana cyrkulacji atmosferycznej i przy słabnącym wyżu zaczyna, wraz z niżem barycznym, napływać zimne powietrze z obszarów polarnych. Według ludowej tradycji, środek miesiąca maja powinien być zimny, deszczowy i czasem mroźny (tzw. trzej ogrodnicy i zimna Zośka). Oznaczać ma to, że aż do jesieni nie powinno być przymrozków. Wydłuża się dzień, a słońce nawet jeżeli wyjdzie zza chmury tylko na chwilę, ma już ogromną moc. Poprawia się nastrój, ciepłe okrycia zostają w domu i dzięki słońcu pojawia się wiosenna euforia. Kiedyś na wsiach wiosną bielono chałupy i strojono izby, a w miastach robiło się remonty mieszkań. Te rytuały nie przetrwały i obecnie remonty robione są przez cały rok. Być może dlatego, że farby już tak nie cuchną jak przed laty, a nowoczesna technologia nie potrzebuje wiosennego słońca. Z mieszkaniowych wiosennych rytuałów pozostał jeszcze tylko jeden: zwyczajowy ruch na rynku nieruchomości. Ludzie wiosną chcą kupować mieszkania, bo nadzieja i euforia wygania ich z domów do oglądania przyszłych “gniazdek szczęścia”. Wiosna sprzyja też temu, że jesteśmy bardziej otwarci na nowe znajomości i przyjaźnie. Naturalne endorfiny wzmagają w nas optymizm, lepiej się czujemy, więc lepiej wyglądamy, jesteśmy też o wiele bardziej tolerancyjni wobec innych.

Maj od dawna uznawany jest też za miesiąc miłości i powstawania nowego życia. Majowa zieleń była symbolem siły i zdrowia. Mimo tej budzącej się radości i optymizmu, miesiąc ten przez wieki był postrzegany jako miesiąc zagrożeń i niebezpieczeństw. Być może nasi pradziadkowie nieufnie podchodzili do nieuzasadnionej radości i entuzjazmu, jakie odczuwa się w tym okresie – złudne nadzieje rozpalone w maju kończyły się fiaskiem w następnych miesiącach. To jednak nie przeszkadzało nikomu cieszyć się życiem i poddawać wiosennym uniesieniom. Kiedy widzimy, że wokół nas wszystko odżywa, przyroda jest w pełnym rozkwicie, to my sami jesteśmy gotowi na rozkwit uczuć. Wiosna najlepiej sprzyja amorom i to nie tylko ludzkim. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to możemy dojść do wniosku, że na naszą podświadomość mogą także działać zaloty innych żywych istot, które nas otaczają – lepienie gniazd przez ptaki, amory wiewiórek w parku, gołębie tańce godowe na podwórkach. Wszystko wokół przepełnione jest pięknem i niezwykłą magią, co niewątpliwie wpływa na nasze zachowania.

O ile maj sprzyja nowym związkom, nie sprzyja przysięgom na całe życie i uważany jest za miesiąc zwodniczy, łudzący i pechowy. W świadomości Polaków istnieje przesąd mówiący, że nie powinno się zawierać związku małżeńskiego w maju. Podzielają go także mieszkańcy Wysp Brytyjskich. W języku angielskim funkcjonuje rymowanka: „marry in the month of May, and you’ll surely rue the day” (jeśli weźmiesz ślub w maju, pożałujesz tego). Można to rozumieć dosłownie: będziesz żałować, że ślubowałeś akurat w maju. Bardziej metaforyczne znaczenie przestrzega, że będziesz żałować swojej decyzji o ślubie. Wniosek płynący z mądrości ludowej jest jednoznaczny: małżeństwa zawarte w piątym miesiącu roku są skazane na niepowodzenie. Wersja polska tego powiedzenia jest o wiele bardziej makabryczna: „w maju ślub, szybki grób”. Mimo tych przesądów są osoby, które decydują się na ślub majowy. Być może robią to z przekory, albo ze względu na piękną pogodę i cudne majowe krajobrazy. Osoby te zawsze muszą jednak bronić swojego wyboru – czy to przed rodziną i znajomymi, czy też na forach internetowych. Temat pozostaje wciąż żywy i poruszający, o wiele bardziej istotny niż literka „r” w nazwie miesiąca naszego ślubu. Nawet w poradnikach weselnych wciąż pojawiają się ostrzeżenia i porady, aby jednak wybrać inny miesiąc. Maj jest miesiącem przebudzenia po śnie zimowym, odradzany jest zatem ze względu na naszą nadzwyczajną aktywność i optymizm. Jest to miesiąc pełen namiętności, gwałtownych uniesień, pożądania – a to nie sprzyja długodystansowym związkom. Można by wnioskować, że doradcy weselni niżej cenią sobie poryw uczuć od stabilnej relacji partnerów.

W tradycji katolickiej nie ma żadnych przeciwwskazań dla małżeństw majowych i księża udzielają ślubów dokładnie tak samo, jak w każdym innym terminie. Według kalendarza katolickiego i wierzeń związanych z tym wyznaniem, jest to miesiąc maryjny, zatem zawieranie małżeństwa pod egidą Matki Boskiej sprzyja szczęściu i powodzeniu. Poza tym pracownicy Urzędu Stanu Cywilnego również nie widzą zależności pomiędzy wyborem miesiąca zawierania związku, a rozpadaniem się małżeństw. Szczęśliwe mogą być pary zarówno te z maja, jak i z każdego innego miesiąca. Małżeństwa zawarte w innych miesiącach rozwodzą się równie często, jak te majowe.

W tradycji anglosaskiej z majem związane są jeszcze inne przesądy. Jeden z nich przestrzega, że maj jest miesiącem, w którym można utracić ukochanego. Żeby temu zapobiec, nie wolno prać koców. Pranie jako takie w wielu kulturach było czynnością objętą pewnym tabu – miało swoje prawa, którymi się rządziło, i które każda porządna gospodyni dobrze znała. W Anglii to tabu obejmowało między innymi pranie koców w maju: „wash a blanket in May, wash a dear one away” (wypierz koc w maju, a utracisz ukochanego). Inna wersja tego przysłowia odnosiła się do utraty członków rodziny: „if you wash a blanket in May, you will wash one of the family away” (jeśli wypierzesz koc w maju, stracisz kogoś z rodziny). Przekleństwo majowe wisiało nie tylko nad nowo zawieranymi małżeństwami, ale także nad nowo narodzonymi kotami. W Anglii wierzono, że nie należy do domu brać kociaka urodzonego w maju, bo nie będzie on dobrze służył, łapiąc drobne gryzonie, ale wręcz przeciwnie: będzie tylko utrapieniem, a do domu będzie przynosił węże. Nie wróżono też niczego dobrego dla ludzi urodzonych w maju. Na Wyspach uważano, że takie dzieci są chorowite i słabe. Miało to też swoje uzasadnienie, ponieważ ciąża, w której rozwijało się dziecko trwała przecież przez całą zimę a jej końcowa faza przypadała na przednówek, czyli najtrudniejszy okres roku w społeczeństwach agrarnych. Był to czas, kiedy zapasy ze starego roku już się kończyły, nowego pożywienia jeszcze nie było wystarczająco dużo, a przecież w tym czasie matka potrzebowała bardzo dużo składników odżywczych, by dziecko mogło się prawidłowo rozwijać. Jeśli brakowało odpowiedniego pożywienia, dziecko rodziło się słabsze i bardziej podatne na choroby. Dlatego wiosna była postrzegana jako zły okres dla nowo-narodzonych dzieci. Obecnie, w świecie szklarni, zamrażarek, importu i żywności modyfikowanej genetycznie, argument ten traci na znaczeniu. Tak więc przesąd ten powoli zostaje zapomniany.

Mimo wielu starodawnych przesądów, maj nadal zachwyca pięknem budzącej się przyrody i porusza serca wielu samotnym osobom.

Autor tekstu: Mariola Pacholczyk