List do M.

0
GoToVan by Rogers Santa Claus Parade 2014, (CC BY 2.0)

Kochany M.

Przepraszam Cię bardzo, że od tak dawna nie daję znaku życia. Minęło sporo ponad 30 lat, odkąd wysłałam ostatni list do Ciebie. Mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętasz, choć upłynęło tyle długich zim.

Chciałabym jakoś wytłumaczyć tę swoją opieszałość i zaległość w korespondencji, ale myślę, że każdy mój argument będzie tylko wymówką. Jeśli powiem Ci, że czasy się zmieniły i ludzie nie ślą już dzisiaj listów, to odpowiesz mi, że są przecież maile, SMS-y, komunikatory. I wiesz co? Będziesz miał rację. Tym się nie usprawiedliwię.

Może bardziej przekona Cię, że na długi czas straciłam wiarę w to, że istniejesz naprawdę. Nie, żebym chciała robić Ci wyrzuty, ale nie odpisywałeś na moje listy, a pod choinką zawsze znajdowałam nieśmiertelne skarpetki i rękawiczki. Powinieneś był wiedzieć, że od zawsze marzyły mi się książki. Nie byłam specjalnie wymagającym dzieckiem. Do głowy mi nie przyszło, że nie jesteś wszechwiedzący, długo więc tłumaczyłam sobie tę niechcianą garderobę zwyczajną pomyłką Twoich pomocników. Przecież tak wiele dzieci jest na świecie, wciąż rodzą się nowe. O błędy w trakcie pakowania prezentów wcale nie jest trudno w całym tym świątecznym galimatiasie.

Jak na grzeczną dziewczynkę przystało, czekałam więc na to Boże Narodzenie, które udowodni mi, że jednak o mnie pamiętasz, że ja też jestem ważna.

Kiedy dorosłam, przestałam czekać. Porwało mnie odpowiedzialne życie, studia, praca, małżeństwo, dziecko, zapłacone i niezapłacone rachunki, koty, kurz na meblach, firanki do prania, pierogi do ulepienia, ciasta do upieczenia, choinka do ustrojenia, gary do umycia… Nie było czasu na pisanie. Przestałam też marzyć o prezentach, bo jedyne, czego pragnęłam to odrobina świętego spokoju, a tego przecież nie mogłam u Ciebie zamówić.

Dopóki moja córeczka była mała, niewiele innych osób zajmowało moją uwagę. Ty również wypadłeś z mojej pamięci, jak daleki, nieżyjący już krewny z Ameryki… a właściwie z Laponii. Choć co roku brylowałeś w towarzystwie, bywałeś na okładkach pierwszych stron gazet, w każdej niemalże świątecznej reklamie i bajce dla dzieci widywałam Twoją twarz, ba, woziłeś się nawet olbrzymimi ciężarówkami Coca – Coli i godzinami przytupywałeś w galeriach, to ja wiedziałam, że Ciebie nie ma. Nie chciałam, jak najwięksi fani Elvisa Presleya, łudzić się, że jednak żyjesz, schowany z własnego wyboru przed tłumem niechcianych, życzeniowo nastawionych wielbicieli. Choć jednak musiałam ostatecznie zrobić z tą moją wiarą, a raczej niewiarą, bo moje dziecko zaczęło pytać. O Ciebie właśnie. Nie czułam, bym miała prawo pozbawiać moją córkę złudzeń.

Świat jest wystarczająco prozaiczny na co dzień, dlatego dzieci tak bardzo uwielbiają magię. Mają w sobie to, czego nam – dorosłym – brakuje. Wiarę. Dlatego też moja mała dziewczynka uznała Twoje istnienie za oczywistość, zwłaszcza, że pod choinką zawsze pojawiały się te prezenty, które widniały na pieczołowicie, z dużym wyprzedzeniem sporządzanej przez nią liście. Przez kilka pierwszych lat zresztą osobiście przychodziłeś do naszego domu z workiem pełnym prezentów.

Przypomniałeś sobie również o mnie. Chyba w końcu zaprowadziłeś porządek w firmie, bo trafiały w moje ręce upominki, o jakich marzyłam. A może w końcu dotarły do Ciebie moje listy z dzieciństwa, bo choć ja bardzo się zmieniłam, to moje preferencje odnośnie prezentów pozostały wciąż takie same. Dobra książka. Nieśmiało, ale jednak z każdą Twoją kolejną wizytą powracała moja dziecięca wiara. Nawet wtedy, gdy byłeś zbyt zabiegany i zostawiałeś worek z prezentami przed drzwiami lub pod choinką.

Ten list do Ciebie jest pierwszym od czasów dzieciństwa. Obiecuję Ci jednak, że nie ostatnim. Nie chcę pochopnie zobowiązywać się do corocznej korespondencji, ale bardzo się będę starała być z Tobą w kontakcie. Myślę sobie, że potrzebujemy się nawzajem – Ty mnie, żeby istnieć, ja Ciebie, by nie zgubić tej małej dziewczynki w sobie, którą dopiero od niedawna zaczęłam rozpieszczać.

A skoro o tym mowa, to korzystając z okazji, chciałabym tak jak kiedyś przedstawić Ci swoją listę marzeń. Nie oczekuję oczywiście, że wszystkie je spełnisz, ale ucieszy mnie choćby pewna cząstka. Prosiłabym Cię o zdrowie dla mojej rodziny, przyjaciół i dla mnie. Jestem już w tym wieku, że doskonale zdaję sobie sprawę, że nie ma w życiu nic ważniejszego. Poproszę również o nie gorszego męża. Nie musi być lepszy, niech będzie taki, jaki jest, byle mu z wiekiem przybywało rozumu, spokoju i pogody wewnętrznej.

Możesz w ramach tegorocznego prezentu dla Niego zapakować zwykłe różowe okulary do codziennego użytku. Co do mojej córeczki, to pragnęłabym, aby wolniej rosła. Tak szybko umykają mi chwile spędzone w jej towarzystwie. Widzę, jak dorasta i staje się małą kobietką i samolubnie proszę Cię– spróbuj spowolnić czas. Niech się jeszcze nacieszę, póki jest ze mną.

Podaruj mi również szczyptę więcej mądrości, bym umiała wychować Ją najlepiej, jak potrafię. Daj mi też proszę siły, bym mogła pracować i cieszyć się owocami swojego wysiłku. Jeśli tę moją prośbę spełnisz, to z ogromną radością zaproszę Cię do mojego nieistniejącego jeszcze domu, po którym przechadzam się na razie tylko w myślach, ale już kocham to miejsce.

Mam nadzieję, że i Twoje wszystkie marzenia się spełnią. Gdybyś potrzebował czegokolwiek, w czym ja mogę przysłużyć się Tobie, to znasz mój adres. Całuję Cię mocno,

Iza M.

Boże Narodzenie 2017 r.