Koń trojański na Wyspach

0
bartering by peter castleton, (CC BY 2.0)

25 lat temu wyznawcy islamu stanowili 1,9 proc. brytyjskiego społeczeństwa. Według danych opublikowanych przez Narodowe Biuro Statystyczne, w Zjednoczonym Królestwie mieszka już ponad 3 mln muzułmanów, podczas gdy w 1991 roku było ich tylko 950 tys. To efekt rosnącej imigracji zarobkowej i wysokiego wskaźnika urodzeń wśród wyznawców Allaha.  

W niektórych rejonach Londynu niemal połowę populacji stanowią wyznawcy islamu. Najbardziej muzułmańskie dzielnice to Tower Hamlets (45,6 proc.) i Newham (40,8 proc.). Poza stolicą wskaźniki są równie wysokie: Blackburn (29 proc.), Slough (26 proc.), Luton (25,7 proc.), Birmingham (23 proc.), Leicester (20 proc.), Manchester (18 proc.).

Obecnie co piąty skazany odbywający wyrok w najcięższych brytyjskich więzieniach to wyznawca Mahometa. Ma na to wpływ podatność muzułmanów na radykalizację i działania terrorystyczne, szczególnie dotyczy to ludzi młodych.
Co do tego, że Wielka Brytania jest tyglem kulturowym nie ma żadnej wątpliwości. Od niemal 15 lat Wyspy notują stały przyrost imigrantów z różnych części świata. Największy odsetek imigrantów pochodzi z Indii i Pakistanu. 

Co ciekawe, coraz więcej dzieci imigrantów o nie białym kolorze skóry rodzi się w Wielkiej Brytanii. Niepokojące sygnału płyną również z brytyjskich szkół. Po raz pierwszy szkoły katolickie zebrały dane o wierze swoich uczniów. Największą grupą niekatolicką są inne religie chrześcijańskie, ale prawie co dziesiąty z 290 tysięcy niekatolików uczęszczających do takich szkół pochodzi z muzułmańskiej rodziny. 

Struktura ta odzwierciedla zmiany demograficzne i migrację, które powodują, że na obszarach, gdzie oferowane są usługi szkół katolickich zmniejsza się liczba katolików. Największą grupą niechrześcijańską są w nich dzieci z rodzin niereligijnych, następną są muzułmanie. W myśl zachowania swojej tożsamości religijnej muzułmańscy rodzice mają prawo zwolnić swoje dzieci z religijnych uroczystości w katolickiej placówce. Szkoły katolickie wybierane są przez niekatolików ze względu na etos i „system wartości”, a także ze względu na reputację dobrych standardów edukacyjnych. 

Niejaką konsternację wywołał wśród klasy rządzącej ujawniony w 2014 roku list opisujący szczegółowy plan przejęcia szkół państwowych i wprowadzenia radykalnej ideologii oraz praktyk islamskich do brytyjskich placówek edukacyjnych. Autorstwo przypisuje się komuś wywodzącemu się ze środowiska salafitów z Birmingham. 

„Operacja Koń Trojański”, bo taki właśnie kryptonim miał program islamizacji brytyjskich szkół, krok po kroku wytyczała precyzyjną strategię przejmowania placówki oświatowej, od uzyskiwania wpływów w radzie rodziców, przez pozbycie się nauczycieli odmawiających współpracy i zastępowanie ich muzułmanami, po eliminację koedukacyjnych zajęć sportowych oraz innych elementów programu nauczania, które są nieislamskie. W liście podane zostały przykłady czterech szkół Birmingham, które już zostały przez islamistów przejęte; są nimi Adderley Primary, Saltley School, Park View School and Regents Park Community School.

Plan był naprawdę banalnie prosty, wymagał jedynie trzech rzeczy: silnej tożsamości, która służy jako wyznacznik działań, współpracy i solidarności grupowej oraz cierpliwości i konsekwencji. W pierwszej fazie należało zapewnić sobie poparcie rodziców dzieci, które uczą się w danej szkole, najlepiej by trzon takiej grupy rodziców stanowili bezkompromisowi salafici. W drugiej fazie ta rodzicielska grupa nacisku miała tworzyć jednolity front wywierający naciski zarówno na dyrektora, radę szkoły, ciało nauczycielskie, jak i pozostałych rodziców w celu stopniowego wprowadzania poszczególnych elementów islamskiej doktryny i praktyk w życie szkoły, np. obowiązkowych chust islamskich, pożywienia halal w stołówce, obowiązkowej modlitwy, itp. W ostatniej fazie zastraszano nauczycieli odmawiających współpracy, których zastąpić miały osoby o poglądach przyjaznych islamistom oraz zachęcano rodziców niechętnych zmianom, by, o ile to możliwe, przenieśli swoje pociechy do innych placówek. Jednocześnie masowo wysyłane były pisma do posłów, radnych i kuratorów pełne skarg na standardy edukacyjne i zażaleń na program, który zamiast kształcić, deprawuje dzieci. Rekomendowano przy tym taktykę przyjmowania „angielskiej twarzy”, polegająca na tym, że rodzice w swojej argumentacji unikają odwołań do wartości religijnych, posługując się zamiast tego nowomową praw człowieka i wielokulturowości. 

Jak dotąd nie udało się ustalić, jaka organizacja czy instytucja stoi za „Operacją Koń Trojański. Bez względu na zarzuty podważające autentyczność dokumentu, działania tam opisane mają konkretne odzwierciedlenie w przemianach, jakie zaszły w wymienionych placówkach edukacyjnych, w których dochodziło do segregacji płci w klasach, zmian w programie nauczania i islamizacji życia szkolnego, włącznie z modłami kilka razy dziennie i wycieczkami do Mekki.

Mimo zaostrzenia nadzoru nad zagrożonymi szkołami „Koń trojański” działa nadal w Birmingham. 

Należy zadać sobie pytanie, w ilu innych szkołach brytyjskich tworzone oddolnie grupy rodziców pracują nad osiągnięciem takiego samego celu: islamizacji szkół brytyjskich, które kształcić będą nowe pokolenia radykalnych muzułmanów.
Mimo, że sytuacja nieco przycichła dyrektorzy szkół w Wielkiej Brytanii nadal apelują do rządu o ratowanie charakteru brytyjskiej oświaty. Ich zdaniem, powtarzają się próby przejęcia systemu edukacji przez radykalnych muzułmanów. 

Czy potrzebujemy jeszcze więcej dowodów? Zarówno historia jak i czasy obecne uczą nas, że radykalny islam niesie za sobą widmo zagłady. Przymykamy oko na rzeczywisty wymiar radykalizacji, a muzułmańscy działacze w Anglii nawet nie ukrywają swoich prawdziwych zamiarów. 

Islamizacja następuje, gdy w danym kraju jest wystarczająco dużo muzułmanów, aby zaczęli domagać się swoich tak zwanych „praw religijnych”. Kiedy poprawne politycznie i multikulturowe społeczeństwa zgadzają się na „rozsądne” muzułmańskie żądania o ich „prawa religijne”, po cichu przechodzą także pozostałe komponenty.

Przykładem niech będzie prawo szariatu, które jest tak straszne, że w Ontario w Kanadzie nawet niektórzy muzułmanie powiedzieli, że czuli się zagrożeni. Mimo to prawo szariatu działa w Kanadzie nieoficjalnie w skali krajowej i lokalnej a pro-muzułmański premier Justin Trudeau stwierdził, że identyfikuje się z islamem, który jego zdaniem jest bardziej pokojowy niż chrześcijaństwo. To samo dzieje się w Anglii, gdzie muzułmanie mający wiele żon dostają dodatkowe zasiłki, jedzenie halal sprzedawane jest w skali krajowej i tolerowane są muzułmańskie patrole.

W Szwecji w małym mieście Halmstad istnieje zakaz „obnoszenia się” ze szwedzką flagą oraz zakaz podawania wieprzowiny w szkołach. Muzułmanom nie podoba się także, że dniem wolnym od pracy jest niedziela a „przecież powinien być piątek”. Jednak najważniejsza jest zmiana oficjalnego języka na arabski, bo szwedzki nie jest nikomu potrzebny dlatego, że prorok zabronił tłumaczyć Koran na języki niewiernych. Tym jest właśnie stopniowa islamizacja, lecz tłumaczenie tego europejskim liberałom jest jak rozmowa z toaletą. 

Tam, gdzie Muzułmanie są mniejszością, domagają się praw dla mniejszości. Tam, gdzie muzułmanie są większością, mniejszość NIE MA ŻADNYCH PRAW”. Ta zasada ciągle jest, była i będzie prawdziwa, ciekawe tylko kiedy bielmo poprawności politycznej spadnie z oczu europejskim włodarzom, i czy nie będzie za późno na jakiekolwiek działania?

Autor: Anna Bator-Skórkiewicz