Kochaj mnie nieprzytomnie

0
Valentines day @ Peru 2010 by MrTopper007, (CC BY 2.0)

Luty to miesiąc miłości. Przemarznięci po długiej zimie, wyczekujący choćby najmniejszych symptomów wiosny, zerkamy w kalendarz z nadzieją, że czas choć trochę przyspieszy. A tam radośnie wpisane w połowę miesiąca Walentynki.

Dla wszystkich. Dla tych, których właśnie dosięgła strzała Amora, dla tych, którzy na nią czekają, dla tych, którym się wydaje, że nadmiar ran postrzałowych uszkodził im serce, dla tych, którym strzała utkwiła i pobolewa, dla tych, którym rany się zaleczyły, dla tych, którzy przywykli do długotrwałych skutków ubocznych miłości.

Często słyszymy opinię, że miłość jest najpiękniejszym uczuciem na świecie i że to właśnie ona sprawia, że stajemy się lepsi, bardziej wrażliwi oraz skłonni do poświęceń dla drugiej osoby. Niektórzy twierdzą, że „miłość zaczyna się wtedy, kiedy szczęście drugiej osoby staje się ważniejsze niż twoje” (Jackson Brown, Jr). Inni prezentują stanowisko, że miłość bierze się z przyjaźni, ale przyjaźń to chyba jeszcze nie jest miłość. Wydaje się, że miłość to taki stan ducha, w którym gotowi jesteśmy poświęcić wszystko dla drugiej osoby, nie bacząc na trudy, niebezpieczeństwa, wyrzeczenia oraz straty. Stan miłości, jest to bardzo szczególny stan człowieka. „żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakowych spojrzeń w oczy.” („Nic dwa razy” W. Szymborska).

Autorka tych słów chciała nam chyba powiedzieć, że miłość zmienia całe nasze życie. Zmienia nas i nasze otoczenie i – nie okłamujmy się – miłość może także nieść cierpienie i destrukcję. Nieraz bowiem kochamy tych, których nie możemy mieć, a nas kochają osoby, których my nie chcemy zaakceptować jako obiektów naszej miłości.

Miłość to temat, którego nie sposób wyczerpać. Napisano miliony poradników, jak ją przyciągnąć, zdobyć, utrzymać, ożywić, jak się jej w końcu pozbyć. Każdy z nas pragnie choć raz w życiu zanurzyć się w tym uczuciu, kochać i być kochanym (z naciskiem na „być kochanym”). Wydawać by się mogło, że to coś, co nie ma ceny, jest osiągalne, bo większość ludzi jest w związkach. Przychodzi jednak z trudem i często nie takie, jak sobie wyobrażaliśmy. Skąd w nas – ludziach – taki pęd ku „zdobyciu miłości” (pomijając oczywistą kwestię dążenia do przetrwania naszego gatunku)?

Zacznę od początku. A początek jak Państwo wiecie zagnieżdża się w bezpiecznej otchłani ciała matki, którą systematycznie, przez kolejne dziewięć miesięcy przejmuje w swoje posiadanie. Jeszcze nienarodzone dziecko nie tylko słyszy głosy swoich rodziców i dźwięki otoczenia. Odczuwa również emocje swojej rodzicielki. Zanim więc pojawi się na świecie, wie już, co to strach, złość, przyjemność, poczucie szczęścia i… miłość. Już wtedy zaznaje tego uczucia, o ile jest ono odczuwane przez przyszłą mamę.

To pierwsza lekcja, warto mieć tego świadomość. Życie prenatalne, to nie tylko płód, który rozwija się i rośnie fizycznie. To również pełna gama stanów emocjonalnych, nieświadomych, odczuwanych niejako „po sąsiedzku” ale niezwykle istotnych w procesie kształtowania psychiki dziecka. Dlatego tak ważne jest „kochanie brzucha”, głaskanie i rozmowy z jego mieszkańcem. To jest właśnie początek, pierwsza lekcja miłości.

Kolejne pojawiają się wraz z przyjściem dziecka na świat. Te proste, podstawowe czynności, jakie każdy rodzic niemowlaka wykonuje codziennie, jak karmienie, przewijanie, kąpanie, ubieranie, również są (powinny być) lekcją miłości. Dotyk, obecność, życzliwość, głaskanie, masowanie, przytulanie, całowanie, to wszystko składowe miłości.

Obecne na co dzień w życiu niemowlęcia, pozwalają na prawidłowy rozwój fizyczny i psychiczny. Choroba sieroca to nic innego, jak brak dotyku i miłości, których deficyt powoduje ogromne, często nie do naprawienia spustoszenie.

Traktując dzieci z pełną dawką rodzicielskiej miłości i czułości, pokazujemy nie tylko, jak ważne jest dla nas to nowe, stworzone przez nas życie, ale również to, czym jest miłość, w czym się przejawia.

Przychodzi ten moment, w którym słyszymy pierwsze „kocham Cię” z ust naszego potomka i wierzę, że jest to w pełni świadomie wypowiedziany, wyartykułowany – często z trudem – stan emocji, jaki mieszka w sercu dziecka. Ono doskonale wie, co te słowa znaczą, zwłaszcza, jeśli słyszy je w swoim otoczeniu wypowiadane przez rodziców nie tylko do niego, ale również pomiędzy mamą i tatą. Nam, dorosłym (zwłaszcza tym, którzy trwają w długoletnich związkach) to „kocham Cię” nie jest moĪe tak potrzebne. Wiemy, Īe miłość to nie tylko słowa, a moĪe to przede wszystkim nie słowa, a czyny. Te codzienne, zwyczajne rzeczy, które robimy nie tylko dla siebie, ale dla żony/męża, partnerki/partnera, rodziny.

Dla dziecka to jednak jedna z najważniejszych potrzeb do zaspokojenia. Ono musi słyszeć, że jest chciane, szanowane, kochane za to, że po prostu jest.

Ta potrzeba miłości bezwarunkowej tkwi w nas jak czarna dziura. Jeśli rodzice jej nie wypełnią, pozostanie na zawsze i przez całe życie będziemy szukać osób, które tę lukę załatają. Jest to oczywiście niemoĪliwe, bo tylko nasi rodziciele potrafią kochać bezwarunkowo, a jeśli tak kochają, to „na życie” szukamy kogoś, kto będzie nam towarzyszył, a nie rodzica zastępczego, który udowodni nam, że jesteśmy warci miłości i godni uwagi.

Dzieci kochane, to te, które czująsię ważne, doceniane, szanowane, traktowane z uwagą, miłością, czułością. Idą w świat z wiarą w siebie i swoje możliwości, i oddają światu tę miłość, którą wypełniali ich rodzice od kiedy pojawiły się na świecie juĪ jako „fasolki”. Dzieci kochanych nie trzeba miłości uczyć, mają jej w sobie ogromne pokłady i nieustające Ĩródło, z którego czerpać mogą przez całe życie. Wysłuchane, będą słuchać innych, przytulane, będą przytulać, wspierane, będą innym służyć swoim wsparciem, doceniane, będą potrafiły doceniać innych i siebie. Nie ma innej drogi do pokazania dzieciom, czym jest miłość- jak kochać niż służenie własnym przykładem.

Mówi się powszechnie, że Walentynki to święto zakochanych. Życzyłabym sobie, by poszerzyć to świętowanie tak, by objęło ono nas wszystkich. Miłość nie zna granic. Większość z nas kochała i była kochana. Pokazujmy naszym dzieciom, że to również ich święto, bo są kochane. Dajmy im czerwoną różę, czekoladki lub zwyczajnie swój czas i uwagę. To bardzo dobra okazja, by uczyć je, jak okazywać miłość, by podkreślić, że są dla nas kimś szczególnym i niezastąpionym.

Jeśli sytuacja nie pozwala nam wybrać się na romantyczną kolację przy świecach ze swoją ukochaną/ukochanym, przygotujmy taką w domu, w gronie rodzinnym. Pobądźmy ze sobą w blasku świec, czy przy kominku. Myślę, że tak właśnie wyglądają najpiękniejsze lekcje miłości. Życzę jej Państwu z całego serca, by była zawsze wyjątkowa, uskrzydlająca i nieskończona, skądkolwiek pochodzi.

Autor: Iza Mikos