Kobieta – puch marny czy maszyna wielozadaniowa

0

Od zarania dziejów kobiety mają z góry określone role, wpajane i ugruntowane przez pokolenia babć i mamuś, które powielały jedynie słuszny stereotyp kobiety wielozadaniowej, czyli: matki, żony, kochanki, sprzątaczki, zaopatrzeniowca, księgowej, i Bóg wie co jeszcze. Całkiem niedawno dołączyła do tego kariera zawodowa, co nas cieszy o tyle, że czasem trzeba mieć gdzie uciec od powyższego.

Pytanie brzmi: jak to możliwe, że bez wszelkiego rodzaju używek i dopalaczy, ta podobno słaba płeć daje radę?

Otóż zaczyna się już w łonie matki. Co może wydać się zaskakujące – każdy mózg na początku swojej kariery jest mózgiem kobiecym. Naukowcy przyjmują, iż około ósmego tygodnia życia, płód dzięki testosteronowi uzyskuje płeć męską – czyli aktywują się pewne ośrodki odpowiedzialne np. za agresję. Jeśli do tego nie dojdzie mózg spokojnie rozwija się dalej i wykształca skomplikowane połączenia pomiędzy półkulami. Jakie są tego konsekwencje?

Prawdą jest, iż mózg statystycznej kobiety jest mniejszy od analogicznego mózgu mężczyzny o około 10%. Chodzi oczywiście o wagę, a nie o ilość substancji mózgowej. O taką samą wartość kobieta ma więcej neuronów zlokalizowanych w ośrodkach mowy. Ma także nieznacznie większą korę przed-czołową, która umożliwia lepsze panowania nad emocjami podczas stresujących sytuacji. Najważniejszym wydaje się jednak fakt, iż kobieta ma czterokrotnie więcej neuronów łączących obie półkule.

Co to oznacza?

Przede wszystkim kobieta przy przetwarzaniu informacji wykorzystuje zarówno filtry racjonalne (myślenie lewo-półkulowe) jak emocjonalne ( prawo-półkulowe). Mężczyźni w standardzie tego nie potrafią i analizują dane bądź jedną bądź druga półkulą. Analiza kobiet będzie zatem bardziej wszechstronna i będzie obejmowała więcej aspektów. Kobieta będzie także z łatwością wykonywała wiele zająć na raz. Ma także fantastyczną zdolność rozpatrywania różnych spraw w szerokim kontekście.
Konstrukcja mózgu kobiecego umożliwia lepsze planowanie w warunkach stresu. Będzie zatem działać zdecydowanie bardziej spójnie pod presją czasu. W podobnych warunkach stresowych hormony mężczyzny każą mu atakować bądź się wycofać – kobieta zawsze znajdzie złoty środek.

A jak wygląda to w praktyce?

Statystyczna kobieta, po pracy wraca zmęczona do domu z wizją sterty prania i prasowania, górą garów w zlewie czekających na zmywanie (w nowocześniejszych domach jest to zmywarka załadowana już, na szczęście czystymi garami, które czekają na wyłożenie do szafek), a do tego jeszcze trzeba szybko przygotować obiad, bo przecież zaraz misiek wraca, który będzie głodny, a jak głodny to zły, dlatego należy go od samego wejścia ugłaskać. No i jeszcze kochane dzieci pytające kiedy obiad i relacjonujące rewelacje całego dnia… I cóż może zrobić ta biedna kobiecina. Szybko zrzuca szpilki i garsonkę, zakłada powyciągany dres, włosy związuje w koński ogon i bierze się do roboty. Za jednym zamachem wstawia pranie, wolną ręką myje gary, a ramieniem otwiera szafki, aby wyciągnąć makaron do obiadu, oraz po drodze wysłuchuje całej masy problemów swoich latorośli. W końcu kobieta ma być robotem wielozadaniowym. Dzięki temu misiek wraca do domu, czuje zapachy wydobywające się z kuchni, zadowolony może zajrzeć do szafy, gdzie czekają wyprasowane, pachnące koszule i spodnie, brudne skarpetki cudownie zniknęły z podłogi, a nowe, czyste pojawiły się idealnie ułożone w szufladzie. Następnie cudownym sposobem w lewej ręce pojawia się piwo, w prawej pilot od telewizora i można włączyć mecz. Dzieciaczki zadowolone i wstępnie ułaskawione kontemplują w swoich pokojach. Kobieta za to wraca do kuchni, styrana, zdyszana i umęczona jak koń po westernie, widzi górę garów, które ma siłę jedynie pozbierać i włożyć do zlewu( zmywarki) – jutro pozmywa, bo dzisiaj wystarcza jej czasu i energii jedynie na to, aby otworzyć butelkę wina i mieć chociaż pół godziny przyjemności z całego dnia. No ale jak tu nie pić?

No dobrze, skoro przeciętna kobieta potrafi ogarnąć bez specjalnego problemu dom, męża, dzieci, i jeszcze może przy tym być efektywnym pracownikiem, to ja się pytam dlaczego nie wszyscy jeszcze( czyt. mężczyźni) potrafią to dostrzec i docenić.

Czy branie powyższego za oczywiste jest z punktu widzenia faceta oznaką zazdrości, że kobiety mogą, wróć, po prosty są w wielu kwestiach lepsze od tej wciąż gloryfikowanej płci męskiej.

To nie chodzi o to, aby umniejszać męską wartość, w końcu łączymy się w pary aby się uzupełniać, poza tym, skoro bierzemy na swe barki tak wiele, to same jesteśmy sobie winne, a może po prostu kochamy być potrzebne, więc kochamy też ten nasz kierat.

Chodzi raczej o fakt pomniejszania, ośmieszania naszej wszechstronności, szufladkowania i narzucania z góry ustalonej roli. Warto zauważyć, że mężczyźni wprost uwielbiają rywalizację, bycie w czymś najlepszym, pochwały i laury zwycięstwa. Słyszałam nawet taką tezę, że faceci są od rzeczy wielkich, a nie np. od zmieniania pieluch. I na tym Olimpie władzy, Ci nasi bogowie nie zauważają niestety jakimi „fajterkami” stały się kobiety.

Obudźcie się Panowie, i rozejrzyjcie wokół. Hasło: kobiety do garów, przestało mieć racje bytu. Te podobno głupiutkie i słabe istoty potrafią prowadzić samochody, uprawiają tzw. męskie sporty i zawody, są prezesami wielkich korporacji, lubią seks tak samo jak mężczyźni.

Ale co tam i tak jak facet słyszy: kobieta-grafik-blee, na bank nie zna się na robocie.

Kolejny przykład:baba u mechanika, najlepiej niech się nie odzywa, bo i tak nikt jej nie posłucha, dobrze, że taka baba wie, jak włączyć wycieraczki… Takich historii można wymieniać bez liku.

Chwała tym panom, którzy w ewolucji poszli o krok dalej i zauważyli fakt, że nikomu nie służy ten archaiczny model umiejscowienia kobiety w społeczeństwie, które tylko na takowym traci. Nauka to potęga, pozwólmy więc kobietom na taki sam rozwój jaki przez wieki mieli zapewnieni mężczyźni, a i apel do panów: aby kobiety miały czas na ten rozwój, czy chociażby zwykły odpoczynek, faceci muszą po prostu wziąć się do roboty i nie stronić od domowych obowiązków jakby to był 6 krąg piekieł.

Zatem,aby płeć męska w pewnym momencie nie stała się zbędna, a znana z „Seksmisji” republika kobiet nie stała się realna, pora zacząć traktować kobiety, nie jak maszyny do spełniania potrzeb, ale jak partnera, z wszelkimi przywilejami z tym związanymi. Zapewniam, że każda z nas potrafi to odpowiednio docenić…

Autor tekstu: Anna Bator-Skórkiewicz