Język

0

 

„A Stasiek pokazał mi język!” – tak kiedyś dzieci skarżyły się swoim rodzicom. Wywalony jęzor to gest obraźliwy. Jednak w ostatnich latach został skutecznie wyparty przez importowanego fakulca.
Teraz dzieci pokazują język wyłącznie u lekarza, natomiast swój stosunek do otoczenia manifestują zaciśniętą pięścią z wyprostowanym środkowym palcem. Dzięki popularności amerykańskiego kina gest ten jest powszechnie zrozumiały na całym świecie.
Oczywiście, gdy masz zajęte ręce, to wtedy …
Rolling Stones.
Język to wielofunkcyjny organ naszego ciała. Pomaga w spożywaniu jedzenia, poznawaniu jego smaku i konsystencji. Również przydatny bywa w trakcie uprawiania seksu. Chociaż ta funkcja jest coraz rzadziej wykorzystywana. Najnowsze badania wskazują na ciągły spadek aktywności seksualnej. Dobrze było w latach osiemdziesiątych, teraz smartfon wygrywa z seksem.
Dzięki językowi mówimy. Chwała ewolucji! Gdyby potoczyła się inaczej, moglibyśmy na wzór kameleona chwytać nim pokarm. Wyobraźcie sobie hipermarket albo restaurację pełną gości z półmetrowymi jęzorami, którymi zbierają z talerzy sushi albo schabowe.
Mówimy i mówimy. A jak się tak w weekend rozgadamy to i czasem się ten język zaplącze. Wiadomo, po spożyciu poziom szczerości osiąga maksimum.
Lepiej jednak trzymać język za zębami. Małomówni żyją dłużej.
Chociaż mielenie jęzorem przynosi korzyści. Plotka urosła w siłę, ma swoją wartość rynkową.
Pomówienia też są w cenie. Można gadać, co ślina na język przyniesie. Co najwyżej po kilku latach sąd każe przeprosić. Ale to, co wcześniej zostało powiedziane, już się zagnieździło wśród ludzi. Już się przykleiło, już zatruło.
Trudno znaleźć wspólny język. Katolikom trudno dogadać się z ateistami. Lewej stronie z prawą. Łysym z długowłosymi. Wysokim z niskimi. Zdrowym z chorymi.
Coraz trudniej się porozumieć. Mówimy wszyscy tym samym językiem, ale słyszymy w różnych językach. Albo nie słyszymy wcale.
Zresztą, ile tych języków jest! Literacki, urzędowy. Jakby tego było mało to jeszcze dochodzi język ciała, język programowania. No i wszystkie te języki obce, których uczymy się najczęściej z przyczyn ekonomicznych. Nie po to, by czytać książki, lecz po to, by rozumieć szefa.
Znamy i rozumiemy coraz mniej wyrazów. Coraz chętniej korzystamy z języka obrazkowego. Emotki, skróty, zero ortografii, zero interpunkcji, zero składni. Wtórny analfabetyzm zwycięża. Lektura któregoś z portali przyprawia o ból głowy. Analfabeci analfabetom zgotowali ten los. Nie ma się co dziwić, że tak drastycznie spadła sprzedaż gazet i książek.
Było coś o Polakach i gęsiach? Polakach i innym drobiu? O języku?
Pora rozglądnąć się za jakąś jaskinią. Zresztą malarstwo naskalne kwitnie od wielu lat. Na murach, ścianach bloków, na pociągach. Małą, przytulna jaskinia. Z kablówką i netem.
Darek Dusza