Jeśli nie teraz, to kiedy? Polacy wrócą z Wielkiej Brytanii nad Wisłę?

0

Spekulacje o możliwym powrocie z Wielkiej Brytanii fali polskich migrantów toczą się niemal od dnia, kiedy tam wyruszyli. Przy czym, jak do tej pory, były to typowo akademickie rozważania, gdyż sami zainteresowani nie wykazywali ochoty, aby masowo wracać nad Odrę i Wisłę. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że pod koniec ubiegłego roku w Wielkiej Brytanii przebywało 720 tysięcy Polaków, czyli o 35 tysięcy więcej aniżeli było ich tam rok wcześniej. Rosła też liczba tych, którzy występowali o brytyjskie obywatelstwo, jednoznacznie sygnalizując, że swoją przyszłość zamierzają związać nie z Polską, ale z Wielką Brytanią właśnie. Wyższe zarobki i bezpieczeństwo socjalne najwyraźniej przemawiało bardziej niż biało – czerwony sztandar i patriotyczne hasła.

To wszystko jednak działo się przed Brexitem. Wyzwolona przez niego, a zwłaszcza przez poprzedzającą go kampanię referendalną, fala nacjonalistycznych emocji sprawiła, że Wielka Brytania niekoniecznie musi jawić się dziś jako ziemia obiecana. Równocześnie w Polsce nowy rząd pod hasłem „dobrej zmiany” uruchamia zakrojone na szeroką skalę programy społeczne, z jednej strony transferując kilkanaście miliardów złotych dla rodzin z dziećmi w ramach „500Plus”, z drugiej natomiast wdrażając program budowy tanich mieszkań. Czy w takich okolicznościach apel, jaki pod koniec listopada podczas wizyty na Wyspach wygłosiła premier Beata Szydło może mieć jakiś odzew?

– Wracajcie Ci, którzy macie taką wolę – mogę zapewnić, że Polska przyjmie Was z otwartymi ramionami – zapewniła wówczas szefowa polskiego rządu.

O Brexicie, 500Plus, zagrożeniu terroryzmem i o tym, czy te sprawy mogą zachęcić Polaków z Wysp do powrotu nad Wisłę rozmawiamy z prof. Krystyną Iglicką – Okólską, demografem i rektorem Uczelni Łazarskiego.

Wprowadzamy zmiany, które zmieniają Polskę na lepsze. Wprowadzamy zmiany, które mam nadzieję, będą zachęcające do powrotu – tak podczas spotkania z mieszkającymi w Wielkiej Brytanii Polakami mówiła niedawno premier Beata Szydło. Posłuchają?

Trudno mi wróżyć. Myślę jednak, że ciężko byłoby o więcej „warunków brzegowych”, mogących skłaniać do powrotu aniżeli jest ich teraz.

 Tyle, że o możliwych powrotach spekulowano już wiele razy. I nic z tego nie wyszło. Coś się zmieniło?

Owszem. Sytuacja się zmieniła i to z dwóch powodów. Po pierwsze w Polsce następują zmiany w polityce społecznej, a to dla ludzi jest bardzo istotne.

Emigrantów przyciągnie 500Plus?

Wielu młodych ludzi wyjechało z Polski, bo tutaj nie widziało szans na założenie rodziny. Raport Eurostatu pokazuje, że pod względem dysproporcji w zarobkach Polska jest „rekordzistką” w Unii Europejskiej. Być może to jeden z powodów powodzenia 500Plus. Ten program faktycznie likwiduje biedę i skrajne ubóstwo dotykające dzieci. I to jest właśnie coś, co przemawia do ludzi. Poza tym proszę pamiętać, że Polacy na Wyspach mają dzieci w większej ilości niż w kraju, a zatem bardzo wielu z nich mogłoby dostawać 500Plus.

Pytanie jednak, czy Polska jako kraj jest w stanie przebić brytyjskie świadczenia i „kupić” tych Polaków z Wysp? Bo jednak polskie 500Plus, w przeliczeniu na funty, to już tylko 100Plus.

Pamiętajmy jednak, że ceny w Polsce i Wielkiej Brytanii też się różnią. Inny niż kiedyś jest również przelicznik zarobków, bo kurs funta się obniżył. A jeśli w Polsce ruszy program Mieszkanie Plus, ukierunkowany na budowę mieszkań na prowincji, to będziemy świadkiem kolejnego ważnego ruchu w polityce społecznej. A wszystkie badania wyraźnie pokazują, że ludzie potrzebuję w pierwszej kolejności dwóch rzeczy: pracy i mieszkania. Poza tym kwestie socjalne nie muszą być tak całkiem „jeden do jeden” wyrównywane, bo w grę wchodzą także inne „warunki brzegowe”, które sprzyjają powrotom. Na pewno to zjawisko nie będzie dotyczyć tych, którzy mają w Wielkiej Brytanii stałą prace, choć z drugiej strony Brexit jest dla wielu tamtejszych pracodawców znakomitym pretekstem do tego, aby nie przedłużać Polakom umów.

No i doszliśmy do Brexitu. Czy to może być kolejny z tych warunków brzegowych mogących skłonić Polaków do powrotu?

Sytuacja po Brexicie jest bardzo niepewna. Brytyjska premier Theresa May niedawno oświadczyła, że będą bardzo silne kontrole wśród pracodawców. To może wpłynąć na decyzje tych Polaków, którzy nie mają pewnej pracy, dzieci i jeszcze się na Wyspach nie zakorzenili. Na to wszystko nakładają się jeszcze kwestie związane z bezpieczeństwem. W zeszłym roku we Francji, mimo nacisku, jaki jest tam położony na politykę rodzinną, po raz pierwszy spadł współczynnik dzietności. Na razie jeszcze nie można absolutnie mówić o jakimś trendzie, ale dla mnie – jako dla demografa – jest to sygnałem, że w warunkach zagrożenia, a takim jest stan pewnego zagrożenia terroryzmem, ludzie odwlekają decyzję o założeniu rodziny i posiadaniu dzieci. Tymczasem Polska w tym kontekście jest niezwykle bezpieczna. Nie ma u nas tych wszystkich zagrożeń, które występują w krajach mających imigrantów z obcych kultur.

Innymi słowy, poza kwestiami czysto finansowymi i tymi związanymi z bezpieczeństwem socjalnym na decyzje o pozostaniu lub powrocie mogą teraz wpływać również kwestie związane z bezpieczeństwem w aspekcie czysto biologicznym?

Na pewno takie kwestie są obecnie dla ludzi sygnałem do poważnego zastanowienia się. Zwłaszcza jeśli na dodatek jest się w jakimś kraju obcym. Kwestie bezpieczeństwa mogą też wpływać na to, że nie będzie tylu co do tej pory przepływów z Wielkiej Brytanii do Niemiec, Norwegii, czy Szwecji.

Skoro o bezpieczeństwie już mowa, to – po kampanii poprzedzającej Brexit i zdarzeniach, które miały miejsce tuż po nim – pojawiło się też pytanie o nastawienie samych Brytyjczyków względem Polaków, bo wypadki z września pokazały, że coś się zmieniło.

W Wielkiej Brytanii występuje w tej chwili wiele takich warunków, które w pewnym sensie są odstręczające. Duża niepewność jutra, do tego akty rasizmu. A skoro w macierzystym kraju będzie lepiej, to nikt nie musi znosić upokorzeń i robić dobrą minę do złej gry. Oczywiście jak będzie , to wyjdzie „w praniu”. Powroty następują nie wówczas gdy ludzie słyszą o jakiejś PR-owskiej „zielonej wyspie”, ale gdy odczuwalna jest realna poprawa. A to akurat można szybko zweryfikować. Polacy z Wysp jeżdżą przecież do kraju na święta, mają cały czas kontakt z rodziną i znajomymi, wszyscy siedzą na skypie – jeśli dostaną mocny przekaz, że jest do czego wracać, to część z nich może podjąć decyzję o powrocie.

Mówiąc krótko: ewentualny powrót do Polski oznacza dla emigrantów, że będą mieli mniej w portfelu, ale za to będę mieć bezcenny święty spokój?

Może nie święty spokój, ale bezpieczeństwo. W Polsce pod tym względem jest stabilnie. Poza tym redystrybucja finansów idzie w stronę solidarności z klasą uboższą, odchodzimy od śmieciówek. Jest większa kontrola nad pracodawcami. Mamy najniższe bezrobocie od lat, podniesiona została najniższa pensja i stawka godzinowa.

Zakładając, że faktycznie dojdzie do powrotów, to czy jednak polski rynek pracy jest w stanie wchłonąć tych ludzi? W Polsce obecnie mamy rynek pracownika, wynikający z tego, że po prostu pracodawcy mają kłopot ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. Ci mogą więc dyktować warunki. Nagły napływ Polaków z UK paradoksalnie pogorszyłby tę sytuację.

Mogę zrozumieć, że polski rynek nie byłby w stanie wchłonąć tych ludzi w czasie, gdy bezrobocie było na poziomie 15, czy 17 procent, ale nie w sytuacji gdy jest ono na poziomie kilku procent. Przecież taka sytuacja zdarza się w Polsce po raz pierwszy. Nie pamiętam, aby bezrobocie było kiedyś tak niskie jak obecnie. Tak więc to jest taki moment, gdy polski rynek pracy na pewno jest w stanie wchłonąć tych, którzy wrócą. Można wręcz powiedzieć, że to jest kolejny warunek brzegowy zachęcający do powrotu.

Kiedy będziemy mogli zacząć sprawdzać, czy i na ile te prognozy się sprawdziły? Za rok, dwa, pięć lat?

Myślę, że jesienią roku 2018 będziemy mieli już jakieś wiarygodne dane. Wtedy będzie już wiadomo, czy faktycznie zaczęły się powroty. Akurat na 100 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Krzysztof Kruk