Jak wychować nieskromne dziecko?

0

Chcąc solidnie przygotować się do napisania tego artykułu, sięgnęłam w pierwszej kolejności do podstawowego w dzisiejszych czasach źródła wszelkich informacji, czyli do internetu. Okazało się, że znalezienie definicji „nieskromności” jest problematyczne. Lepiej mi poszło, kiedy sprawdziłam słownik synonimów. Jakież tam odkryłam bogactwo… Równie mocno zadziwił mnie fakt, że „nieskromność” w pierwszej kolejności wiąże się z podłożem seksualnym. Bezwstydność, demoralizacja, grzeszność, lubieżność, nieobyczajność, nieprzyzwoitość, orgiastyczność, wyuzdanie, znieprawienie to tylko niektóre z wielu wyrazów bliskoznacznych. „A miało być tak prosto” – pomyślałam i westchnęłam. Wczytałam się pilniej w kolejne określenia i z jednej strony lżej mi się zrobiło na duszy, z drugiej zaś pomyślałam, że lekko nie będzie. Nieskromność bowiem to również arogancja, buta, bezczelność, bufonada, chełpliwość, duma, hardość, megalomania, nadętość, pewność siebie, pogarda, próżność, przemądrzałość, pyszałkowatość, ważniactwo, szpanerstwo. A ja chciałam na przekór temu wszystkiemu napisać, że się NIE ZGADZAM. Niech sobie słownik synonimów mówi co chce. Wychowywano mnie w czasach, kiedy jednym z podstawowych celów pedagogicznych było wpajanie skromność ci w dziecięce(a zawłaszcza dziewczęce) dusze. „Nie chwal się, bo nie wypada”, „nie popisuj się”, „nie bądź z siebie taki zadowolony”, „nie jesteś pępkiem świata”, „nie bądź taki pewny siebie”, „zachowuj się przyzwoicie” – wszyscy słyszeliśmy tego typu uwagi w domu, w szkole, u cioci na imieninach… Pomijam (choć może w innym artykule rozwinę ten wątek), że od najmłodszych lat pokolenie moich rówieśniczek przeszło swego rodzaju „pranie mózgu” i nie wiedząc nawet jak i skąd, doskonale zdawało sobie sprawę, że dziewczynka „skromną ma być”, a te nieskromne to lafiryndy, latawice i dziwki zwyczajnie. „Siedź w kącie, a znajdą cię” – to powiedzenie znali niemalże wszyscy i było ono chyba ukoronowaniem procesu „uskramniania” młodego człowieka. Jakże mocno to „uskramnianie”kojarzy mi się z poskramianiem. Odnoszę wręcz wrażenie, że temu służyło. Pokazywało dziecku jego miejsce w szeregu, odbierało wiarę w siebie, potrzebę indywidualnego wyrażania siebie, uniemożliwiało poczucie dumy z własnych osiągnięć. Największe żniwa zbierało w okresie dojrzewania, który sam w sobie dla młodego człowieka jest czasem nasilonego krytycyzmu nie tylko w stosunku do świata, ale przede wszystkim w stosunku do samego siebie. Nastolatek zwykle wydaje się sobie brzydszy, grubszy, głupszy. Utrwalone przez lata przekonania o własnej zwykłości i niska samoocena powodowały zwielokrotniony bunt, bądź zupełne wycofanie się i chowanie we własnym świecie. Sytuacja wcale nie ulegała poprawie, kiedy taki skromny człowiek wkraczał w dorosłe życie, starał się o pracę, szukał miłości na życie, przyjaciół wśród ludzi. Ogromna potrzeba docenienia, zauważenia, bycia dla kogoś interesującym sprawiała,że wciąż poszukiwał potwierdzenia swojej wartości w oczach innych ludzi. Czasami tracił czas i energię na tych, którzy na to nie zasługiwali i obciążał tych, którym wcale niczego nie musiał udowadniać. Taką drogę przeszedł niejeden „skromny”człowiek z mojego pokolenia. Pół biedy, jeśli się nad sobą pracuje, odbudowuje poczucie własnej wartości i zaczyna świadomie żyć, ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami, ale w zgodzie ze sobą. Gorzej, jeśli do końca życia tkwi się w punkcie wyjścia, pozostaje się na etapie „skromnego dziecka”, które zawsze będzie czuło się gorsze. Skutecznie blokuje to wiarę w znalezienie lepszej pracy, wartościowego człowieka „nażycie”, ludzi, którzy będą obok z przyjaźni, a nie przymusu. Potrzeba dowartościowania się przybiera wiele form, czasem bardzo uciążliwych dla otoczenia. Zwykle też to otoczenie jest używane do poprawy samooceny, a nikt nie lubi być„używany”na dłuższą metę, nawet jeśli komuś innemu miałby się w ten sposób poprawić nastrój.To najlepsza droga do utraty bliskich nam ludzi. Błędne koło się zamyka. Postanowiłam wychować nieskromne dziecko. Myślę, że się udało (lub udaje, bo nadal jeszcze trochę przede mną). Moja córka zna swoje mocne i słabe strony. Umie je nazwać bez
wstydu czy poczucia winy. Kluczem była komunikacja, wiele naszych rozmów na ten temat. Od kiedy pamiętam, powtarzam Jej wiele razy, że o takiej córeczce marzyłam, że właśnie taką chciałam się zaopiekować, że była chciana i oczekiwana. Mówię Jej codziennie, że Ją kocham i że jest najważniejsza na świecie. I zawsze dodaję, że dla mnie. Ona już rozumie, że nie musi być dla innych centrum wszechświata – tym osławionym pępkiem. Wystarcza Jej świadomość, że dla mnie jest. Wie również, że kocham Ją nawet wtedy, kiedy się na Nią złoszczę, że jedno nie wyklucza drugiego. Ona sama czasem mówi mi,że mnie kocha, nawet wtedy, gdy jest na mnie zdenerwowana. Nie musimy zabiegać o miłość, zasłużyć na nią, czy zapracować, bo ta miłość istnieje. Myślę, że to fundament pewności siebie. Poczucie, że ktoś mnie kocha, bo jestem, a nie za to, jaki/jaka jestem. Mam szczerą nadzieję, że będzie pamiętała o tym, kiedy zacznie spotykać na swojej drodze życia kolejne sympatie, potencjalnych partnerów życiowych. Zdarza się, że Młodociana przybiega do mnie, żeby pochwalić mi się czymś , co zrobiła czy powiedziała. Czasem chwali się innym. Czy jest w tym coś złego, że ktoś dzieli się z nami swoimi sukcesami? Myślę, że o wiele większy problem następuje, kiedy nie potrafimy się cieszyć z osiągnięć innych. Nigdy nie uczyłam mojego dziecka, żeby się nie chwaliło,za to starałam się pokazywać Jej, że bardzo ważne jest okazywać innym zadowolenie z ich sukcesów.To sztuka umieć cieszyć się cudzym szczęściem. Chwalenie się nabiera wówczas zupełnie innego wymiaru, przestaje być czymś pejoratywnym i nie podkopuje poczucia własnej wartości. Powiedzą niektórzy – nieskromne – i trudno, niech gadają. Patrzę czasem na Młodocianą i trochę do siebie, bardziej do Niej mówię„śliczna jesteś”. Zwykle słyszę w odpowiedzi „wiem”. Nieskromne, bardzo nieskromne. Przecież powinna zaprzeczyć, zawstydzić się, w najgorszym wypadku bąknąć coś niezrozumiałego pod nosem. A Ona najzwyczajniej w świecie WIE. Tak jak WIE, że jest mądra, fajna, pomysłowa, oczytana, zaradna… Cóż złego w tej wiedzy? Nie są to kłamstwa, czy naciąganie wymysły. Taka jest, tak samo, jak nie jest tytanem porządków,ma słuch wybiórczy i tendencje do beztroski i swobodnego traktowani a pojęcia „na czas” oraz nadinterpretacji obietnic rodziców. Kiedy Jej o tym mówię, toteż WIE. Myślę, że ta samoświadomość niejednokrotnie uprości Jej życie. Stanie po swojej stronie wtedy, kiedy zajdzie taka potrzeba, przyzna rację, gdy ktoś wytknie Jej faktyczne błędy i niedociągnięcia. Dzieci w naturalny sposób szukają uwagi, pochwał, docenienia. Jeśli im to zabierzemy, kiedyś poszukają gdzie indziej, niekoniecznie w miejscu i wśród osób, które się nam będą podobać. Pozwalajmy im na nieskromne chwalenie się, popisywanie, bycie dumnym ze swoich osiągnięć. Robią to również dlatego, że nam ufają, jesteśmy dla nich ważni – my, rodzice. To u nas szukają akceptacji i potwierdzenia swojej niezwykłości. Szperając dzisiaj w internecie, w kwestii nie skromności, znalazłam świetny cytat Tomka Tomczyka. Niech on będzie puentą mojego dzisiejszego tekstu: „świat nie kocha ludzi nieskromnych, ale ich potrzebuje, dlatego nie maco obawiać się reakcji większości, bo większość zawsze tworzą nijacy. Tacy, którzy agresją reagują na nieskromnych, zadając im pytania w rodzaju: „czy uważasz się za lepszego ode mnie?” Facet z jajami nigdy nie będzie bał się odpowiedzieć, że czuje się lepszy od innych, bo nie znajdzie ani jednego powodu, by czuć się gorszym.”P.S. Nieskromne kobiety z jajnikami również nie powinny się ukrywać:)