Magazyn Square

Hipsterski Joey D – modowa wizytówka Edynburga

Hipsterski Joey D – modowa wizytówka Edynburga

Hipsterski Joey D – modowa wizytówka Edynburga
Kwiecień 06
15:15 2017

Wchodząc do tego dziwnego sklepu-salonu należy wyłączyć racjonalizm i jak najszybciej sprawdzić stan konta. Może się to przydać, by przeżyć, a dodatkowo zachować na później pamięć o jednym z najdziwniejszych miejsc w Edynburgu.

Edynburg to tak na prawdę niewielkie miasto, skondensowane w swojej przestrzeni do kilku uliczek Starego Miasta, Królewskiej Mili, z zamkiem i pałacem na dwóch jej końcach. A do tego może jeszcze królewskie ogrody, kilka niezłych galerii sztuki i muzeów. To właśnie najczęściej wybierają do obejrzenia turyści.

W zasadzie wystarczy kilka dni czy weekend, aby zobaczyć miasto tak “z grubsza”, natomiast nie wystarczy pewnie i całego życia, żeby to miasto poznać.

Edynburg jest bowiem na liście miast, które są najpopularniejsze. W 2015 roku znalazł się na najwyższym miejscu, i trudno się temu dziwić. Bo jest to miejsce, które tworzą nie tylko wydarzenia kulturalne i piękna architektura, ale również ludzie, którzy stanowią o kolorycie stolicy Szkocji.

Wróćmy do wspomnianego wcześniej sklepu. Należy on do dość tajemniczo brzmiącego i wyglądającego artysty? kreatora? wizjonera? Joye D. Nieodłącznie kojarzy się on z Nowym Miastem, gdzie od kilkunastu lat ma swój sklep i warsztat.

Nie ma tu neonów czy wyszukanych szyldów, nie ma dobrze zaaranżowanej witryny sklepowej. Jest za to kilka manekinów, charakterystycznych dla zakładów krawieckich, które wystawione na zewnątrz – czy deszcz czy słońce, zachęcają do wejścia do sklepu.

Wiodą do niego nieco zaniedbane, wykrzywione schody. Drzwi skrzypiące ze starości, prawie zawsze otwarte na oścież, wprowadzają do wnętrza, które przypomina raczej magazyn kostiumów teatralnych niż sklep. Do tego niezbyt dobre oświetlenie i ogólny bałagan dopełniają obrazka pierwszego wrażenia. Niezbyt zachęcającego, szczerze mówiąc.

Jeśli mamy szczęście, to na końcu tego dziwacznego składu materiałów zobaczymy szeroki uśmiech brodatego 40-latka. Joey D nieczęsto jest obecny, najczęściej wtedy gdy właśnie pakuje kolejne zamówienie na następny pokaz, czy inny show gdzieś w Londynie, Barcelonie czy Tokio.

Joey jest skromnym, dość małomównym facetem. Nie jak inni projektanci mody. Mało elegancki, żeby to ogólnie ująć. Zazwyczaj w jakimś spranym swetrzysku i dżinsach, prezentuje zdecydowanie podwyższony poziom dekadencji.

A dookoła torby, płaszcze, kurtki, kilty, meble i wiele innych fantastycznych przedmiotów stworzonych, wyprodukowanych przez jednego tylko człowieka.

Na ścianach wiszą – wyrwane niedbale – strony ze światowych magazynów, ze zdjęciami z pokazów mody, na których prezentowane były projekty Joey’a. W wielgachnym, wiklinowym koszu znaleźć można końcówki kolekcji, które czekają na nowych klientów.

Co jest takiego w tym dziwnym, nieco mrukliwym,

ciężko pracującym artyście, że jest tak popularny. I wywołuje zachwyt niemal wszędzie gdzie się pojawi?

Nie będę pewnie oryginalna jeśli powiem, że tym czymś jest właśnie oryginalność – przy jednoczesnym jej braku. Sprzeczność bierze się stąd, że Joey tworzy swoje kreacje ze zniszczonych, używanych ubrań. Nie spytałam go skąd je wszystkie bierze, ale można się domyślić, że pewnie ma niezły kontakt ze sklepami z używaną odzieżą, a może nawet hurtownią tego typu ubrań.

I te wszystkie sprane dżinsowe spodnie Levis’a, czy kurtki skórzane zmieniają się w jego pracowni w wyjątkowe ubrania, które mają jedną wspólną cechę. Nie ma dwóch takich samych.

Za każdym razem Joey decyduje o jakimś wyjątkowym dodatku tekstylnym. Łączy lekkie z ciężkimi, wzorzyste z gładkimi, dodaje elementy ze skóry, do tego charakterystyczne, szerokie pasy z tej skóry właśnie, zapięcia, sprzączki, feeria kolorów i wzorów.

Na wieszakach znaleźć można świetnie skrojone i niedbale zszyte kilty, które właśnie dlatego są tak charakterystyczne, że wyglądają jakby były jedynie sfastrygowane, jakby krawiec zapomniał o wykończeniu materiału.

A do tego można dobrać kurtkę czy marynarkę, która będzie miała np. jeden rękaw zrobiony z bawełnianej surówki, ręcznie malowanej przez Joey’a, drugi będzie ze skóry lub zamszu, przód kurki z dżinsowych spodni a tył z materiału, z którego zazwyczaj szyje się kwieciste zasłony.

I to właśnie te niekończące się pomysły w łączeniu materiałów i struktur zapewniły Joey’emu miejsce wśród najbardziej uznanych projektantów nurtu niezależnego.

Joey znany jest również z kolekcji toreb, które wykonane są tą samą charakterystyczną „techniką”. Tyle że oprócz wykończenia skórą, wykorzystuje on również kawałki materiałów w kratę/tartan, które stanowią o „szkockości” toreb, i które to są najczęściej wybieranym prezentem z Edynburga.

W piwnicznych pomieszczeniach tego samego sklepu czynna jest ekspozycja mebli z brandu Joey D. I tym razem również idea, która stoi za projektami jest podobna. Meble, wszystkie bez wyjątku, powstają na bazie mebli używanych, którym Joey daje drugie, nowe życie, wymieniając tkaniny obiciowe na materiały swoich pomysłów, łącząc nieoczywiste faktury.

Co jest wyjątkowe, oprócz projektów, to konsekwencja w projektowaniu. Joey znajduje się na tym trudnym rynku od ponad 19 lat i nic nie wskazuje, że miałoby się to zmienić.

Podczas jego show, np. w galerii 365, niemal 80% kolekcji wyprzedało się w pierwszy wieczór. Japończycy zakochali się we wzorzystych projektach, Francuzi i Hiszpanie kupują jego kilty.

Joey jest marką Edynburga, jest jego wartością samą w sobie! Warto znaleźć czas, aby samemu się o tym przekonać.

Katarzyna Jajszczok

Share

Powiązane Artykuły

Polub nas na FB

Krzyżówka Luty nr 14

Kursy walut

Kursy walut w eGospodarka.pl
Notowania
24-07-2017
Kurs
( PLN )
Zmiana
EUR 4,2413 + 0,24%
GBP 4,7421 + 0,49%
USD 3,6395 + 0,21%