Gość w Chicago – Karol Stefański

0

O książce:
Karol – alter ego autora – przyjeżdża do Nowego Jorku w ramach programu studenckiego „Work & Travel”. W stolicy świata zatrzymuje się tylko na kilka dni, celem jego podróży jest bowiem Alaska. Bohater spędza tam sto dni, a następnie w drodze do Chicago odwiedza rodzinę w Kanadzie. W Chicago dowiaduje się, jak wygląda szukanie pracy na obczyźnie, uczy się spędzania wolnego czasu z nowo poznanymi ludźmi różnych narodowości, zawiera przyjaźnie i próbuje się odnaleźć w amerykańskiej szkole. Towarzyszymy Karolowi od momentu podjęcia decyzji o wyjeździe aż do dnia powrotu do kraju – to może być gorzka pigułka do przełknięcia dla polskiego czytelnika.
W USA nie wszystko jest cudowne, nie wszystko od razu się udaje, ale autor wielokrotnie udowadnia, że jeśli czegoś się bardzo chce, można to osiągnąć.

Wspomnienia autora pokazują różne amerykańskie społeczności. Autor nie zamyka się wewnątrz polskiej emigracji, ale doskonale wkomponowuje się w inne narodowości, wzbogacając w ten sposób swoje spojrzenie na Amerykę. ,,Gość w Chicago” jest książką godną polecenia. Nie tylko tym, którzy byli za oceanem, ale także wszystkim, którzy kiedykolwiek o tym myśleli.
Marek Żak, autor m.in. ,,Szczęśliwego w III Rzeszy” i ,,Szczęśliwego w Ameryce”.

O Autorze:
Karol Stefański – ur. 1980, pochodzący z Kamiennej Góry podróżnik, trener, nauczyciel i pisarz. W wieku piętnastu lat wyruszył w Polskę, a siedem lat później, jako niedoszły inżynier budownictwa – za ocean. Miał to być jedynie trzymiesięczny pobyt na Alasce, który autor przedłużył do sześciu… lat. Jak sam mówi, czas spędzony w Ameryce Północnej był niesamowitą lekcją życia. Po powrocie zza oceanu osiadł w Krakowie, skąd niespełna dwa lata później wyemigrował, najpierw do Moskwy, a później do Kraju Basków. Obecnie mieszka w Polsce, prowadzi szkółkę futbolu po angielsku dla najmłodszych.

Fragment:
Znajdowaliśmy się na Autostradzie Panamerykańskiej. Dave zadzwonił do dziewczyn, by zapytać o adres restauracji, w której się znajdowały i żeby zamówiły nam po omlecie, bo zaraz do nich dołączymy. Kwadrans później, siedzieliśmy już w czwórkę, popijając kawę i czekając na omlety. Po wejściu do restauracji Niki rzuciła mi się w ramiona, a Dave zaczął opowiadać o szczegółach zajścia na granicy. Pochwaliłem się dziewczynom moim czarno – białym, wpiętym do paszportu faksem prosto z ambasady. Niki najwyraźniej mnie polubiła, bo z nieskrywaną troskliwością, a wręcz czułością wypytywała o wrażenia z granicy, skrupulatnie przyglądając się mojemu zdjęciu w paszporcie. Nie ukrywam, że dziewczyna mi się podobała i w normalnych okolicznościach nie broniłbym się przed dalszym rozwojem akcji. Byłem jednak w dość niezręcznej sytuacji, gdyż Dave w podróży często poruszał temat Niki. Wspominał, że jest singielką, ale jakoś nie mógł do niej trafić. Niki była przewodniczką górską, ale czasami oprowadzała też turystów po mieście. Nie mieściło mi się w głowie, że w tak małej mieścince jak Skagway nigdy jej nie spotkałem. Gdybyśmy wpadli na siebie zanim spodobała się mojemu koledze, sprawy być może potoczyłyby się inaczej. Jednak teraz, wiedząc, że on się nią interesuje, dałem sobie spokój.

Po skończeniu posiłku i dopiciu kawy ruszyliśmy w drogę, od czasu do czasu zatrzymując się na toaletę, rozprostowanie nóg czy pstryknięcie kilku fotek.

– Hej, Dave, patrz szybko! Tam! – wykrzyknąłem, pokazując na pobocze drogi.

Dave zwolnił, by się przyjrzeć a ja wyciągałem aparat, otwierając w tym samym czasie okno. Chciałem uchwycić uciekającego wystraszonego, czarnego, jakże pięknego, a zarazem śmiertelnie groźnego zwierzaka.

– Nigdy nie widziałem niedźwiedzia z bliska w naturalnym otoczeniu – oznajmiłem.
– Miesiąc temu, kawałek za Skagway, widziałem całą rodzinkę takich, jak sobie przechodziły przez ulicę – powiedział Dave. – Moim marzeniem jest, by udać się kiedyś na północ Alaski, np. do miasteczka Barrow, żeby poobserwować takie niedźwiadki, tyle że białe, pływające na krach lodowych – rozmarzył się Dave.

Udając się na południowy wschód Kanady, oprócz dzikiej zwierzyny, mijaliśmy góry, pola, lasy, jeziora, rzeki, jak i rozstawione nad nimi mosty (często wyglądające na dość stare drewniane konstrukcje). Jako że dochodziła godzina dwudziesta druga jednogłośnie stwierdziliśmy, że najwyższy czas na kolację i nocleg. Skonsumowaliśmy wcześniej zakupione kanapki popijając je chłodnym puszkowym Budweiserem i planując rozkład siedzeń w samochodzie, na których mieliśmy spać. Wspólna noc, ciekawe, kto z kim będzie spał?

© Karol Stefański 2013
Warszawska Firma Wydawnicza s.c.
ul. Ratuszowa 11/5/19
03-450 Warszawa
mail: redakcja@wfw.com.pl
Zamówienia: Dział Dystrybucji – Edyta Karpińska ksiegarnia@wfw.com.pl
Promocja: Katarzyna Kowalska biuro@wfw.com.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here